Nowy numer 43/2020 Archiwum

Trzy pytania do redaktorów naczelnych pism, które promują akcję "Znak pokoju"

Wspólna odpowiedź trzech katolickich redakcji na komunikat KEP ws. akcji "Znak pokoju" jest sprzeczna sama w sobie. Wygląda jak próba lotu samolotem, który ma tylko jedno skrzydło.

Prawdę mówiąc, nie chciałem pisać o akcji "Przekażcie sobie znak pokoju" z dwóch powodów. Po pierwsze napisano o niej już tak wiele, że i tak nie dopisałbym niczego nowego, a powtarzanie tego, co już na tysiąc sposobów zostało powiedziane, uważam za zbędne. Po drugie obawiam się, że większość odbiorców ma już okopane pozycje w tym sporze i jeśli komunikat KEP, przypominający stanowisko Kościoła, nie przekona ich do prawdy, że Kościół szanuje człowieka, nie akceptuje zaś grzechu, to nic ich nie przekona.

Jednak po przeczytaniu odpowiedzi, jaką naczelni "Więzi", "Tygodnika Powszechnego" i "Znaku" wystosowali na komunikat Prezydium Episkopatu, chciałbym zadać pani Kozłowskiej oraz panom Nosowskiemu i Mucharskiemu trzy pytania.

Po pierwsze: Napisaliście, że "kontrowersyjne treści niektórych wypowiedzi wideo są wyrazem osobistych doświadczeń i indywidualnych przekonań ich autorów, co m.in. zostało zaznaczone w serwisie YouTube przy ich prezentacji". Podkreślacie jednocześnie, że celem objęcia przez wasze redakcje patronatów nad kampanią było jedynie zwrócenie uwagi na obecne w katechizmie wezwanie do szacunku wobec osób homoseksualnych, nie zaś postulowanie jakichkolwiek zmian doktrynalnych czy prawnych. Czy na pewno tak jest w sytuacji, w której to przedstawiciele waszych redakcji, a nie organizacji LGBT, wprost zaprzeczają nauczaniu Kościoła na temat homoseksualizmu?

Przykłady? Zuzanna Radzik z "Tygodnika Powszechnego": Cokolwiek jest napisane w Katechizmie to ja nie umiem stanąć przed osobą homoseksualną i powiedzieć jej: Wiesz co, mamy dla ciebie do polecenia albo jakąś terapię, albo życie w czystości i samotności do końca życia, ale ogólnie to cię akceptujemy [...].

W innym spocie Cezary Gawryś z "Więzi" stwierdza, że homoseksualizm wynika z natury człowieka, co jest wprost sprzeczne z tym, co o homoseksualizmie mówi Kościół. Można takich perełek znaleźć więcej. Jeśli z ust waszych redaktorów padają stwierdzenia wprost podważające katolicki punkt widzenia, to jak możecie próbować przekonywać, że chodzi jedynie o szacunek i działacie "w pełnej zgodzie z Magisterium i reprezentującymi je biskupami"? To jak to jest: wasze katolickie pisma tworzą ludzie PUBLICZNIE promujący antykatolickie poglądy i dla was jako kapitanów tych okrętów nie stanowi to problemu? Widniejecie jako patroni medialni akcji, w której postulaty podważające stanowisko Kościoła padają masowo. Pracujecie w mediach od lat. Serio chcecie teraz dać komunikat, że nie rozumiecie, na czym polega patronat?

Po drugie: Swoją współpracę z organizacjami LGBT argumentujecie tym, że znak pokoju należy przekazywać bez żadnych warunków wstępnych. Zgoda. Ale czy z takim samym zapałem zrobilibyście akcję "znak pokoju nacjonalistom"? Tak, wiem, że to dwa skrajnie odmienne środowiska. Wiem, że na Mszy Świętej podajemy sobie rękę na znak pokoju, nie wiedząc, czy sąsiad z ławki jest homoseksualistą, czy narodowcem. Ale teraz mówimy nie o relacji do konkretnego człowieka, ale do organizacji mających konkretne cele polityczne i społeczne. Znanych z konkretnej działalności. I jeśli chodzi o działalność przynajmniej niektórych organizacji współtworzących akcję "znak pokoju" - jest to działalność często bardzo agresywna wobec Kościoła.

Gdy w tym kontekście przypominam sobie jedną z ostatnich okładek "Tygodnika Powszechnego" na temat narodowców, to wyłania się zupełnie inny obraz redakcji niż ta, którą próbujecie pokazać w swoim oświadczeniu. A przecież tak bardzo chcecie szukać najpierw szacunku do drugiego człowieka. Bez żadnych warunków wstępnych. I zupełnie nie chodzi mi tutaj o ruch narodowy jako taki (z którym w wielu punktach się nie zgadzam), ale o podwójne standardy.

I trzecia kwestia: po tym, jak Prezydium KEP wprost zakomunikowało, że organizacje katolickie nie powinny wspierać takich inicjatyw, bardzo się zarzekacie, że popieracie jedynie to, co i tak jest w katechizmie. Dlaczego więc jak ognia unikacie przytoczenia obu skrzydeł nauki Kościoła na temat homoseksualizmu? Nawet w waszej odpowiedzi nie przechodzi wam przez klawiatury nazwanie czynów homoseksualnych grzechem. A przecież Kościół mówi jasno: osoby o skłonnościach homoseksualnych należy traktować z takim samym szacunkiem jak heteroseksualistów, a nawet z wielką delikatnością (i to jak najbardziej jest ciągle przestrzeń do pracy nad sobą dla wielu z nas), ale konkretne czyny homoseksualne są grzeszne. I jedno wcale nie zaprzecza drugiemu.

Dla mnie osobiście oficjalny cel akcji jest jak najbardziej zrozumiały i słuszny. Jednak przez waszą niejednoznaczność (którą pogłębia nawet odpowiedź, jaką wystosowaliście na apel biskupów) odnoszę wrażenie, że w rzeczywistości chodzi o coś znacznie dalej idącego niż szacunek. Wygląda to tak, jakbyście próbowali być pilotami, którzy prowadzą samolot o jednym skrzydle. Tak na dłuższą metę się nie da. Potrzeba dialogu na temat wzajemnego szacunku jest realna. Ale dialog, który już na starcie przemilcza prawdę, prowadzi do katastrofy. Nie pomoże ani osobom o skłonnościach homoseksualnych, ani Kościołowi.

Bardzo chciałbym usłyszeć odpowiedzi na powyższe wątpliwości.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wojciech Teister

Redaktor serwisu internetowego gosc.pl

Dziennikarz, teolog. Uwielbia góry w każdej postaci, szczególnie zaś Tatry w zimowej szacie. Interesuje się historią, teologią, literaturą fantastyczną i średniowieczną oraz muzyką filmową. W wolnych chwilach tropi ślady Bilba Bagginsa w Beskidach i Tatrach. Jego obszar specjalizacji to teologia, historia, tematyka górska.

Kontakt:
wojciech.teister@gosc.pl
Więcej artykułów Wojciecha Teistera

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także