Nowy numer 44/2020 Archiwum

Prace odpowiedzialności

Czy szkolne prace domowe naprawdę nie mają sensu?

Ktoś napisał, że sezon na „– Idź, odrób lekcje. – Nie ma nic zadane” uważa za otwarty. I dodał, że zadawanie prac domowych to kompletny bezsens. Bo wiadomo: dzieci domową pracę mają zadaną, a rodzice muszą pilnować. A nawet robić razem z dziećmi (za dzieci), bo prace są trudne, nudne, żmudne i dziecko sobie nie poradzi.

Czy prace domowe naprawdę nie mają sensu? Zasadniczo, ogólnie rzecz ujmując, ich sens jest taki: pozwalają ugruntować wiedzę. Ich celem jest też wytworzenie nawyku nauki własnej, indywidualnej; bez tej umiejętności nie da się wychować naprawdę wykształconego człowieka. W końcu też istotą prac domowych jest nauczenie dziecka pracowitości. Bez niej trudno mówić o dalszym rozwoju nastolatka czy później osoby dorosłej. To są niewielkie schodki, które budują dojrzałość i dorosłość. Najpierw w szkole, potem na studiach, aż w końcu w pracy zawodowej.

I jeśli podejdziemy do prac domowych jak powyżej, ich cel jest jasny i raczej bezdyskusyjny. Niestety bywa, że prace domowe mają też inne „funkcje”. Choćby zabranie dziecku popołudniowego wolnego czasu, bo musi być ich dużo, muszą być skomplikowane i wykazać (nad)ambicje nauczyciela. Kolejną „funkcją” jest zaangażowanie rodziców. Nawet gdy go nie potrzeba. Jednym słowem – dziecko dostaje polecenie „narysuj słonia”, a rodzic pracuje nad rysunkiem całą noc. Bo inaczej jego Jasio czy Stasio za „brzydkiego” słonia szóstki nie dostanie. A tylko szóstka się liczy.

Jeśli dziecko otrzymuje zadanie domowe, rolą rodzica jest po pierwsze o tym przypomnieć. Po drugie – zaproponować sprawdzenie tego zadania (np. z matematyki). Sprawdzenie to nie „zrobienie za dziecko”. Po trzecie… jeszcze raz przypomnieć. Bo wiadomo: dziecięca „skleroza” związana z nielubianym przedmiotem bywa przeogromna… I w końcu – jeśli dziecko zrobiło pracę lub jej nie zrobiło, to skutki swojego zachowania powinno odczuć na własnej skórze. Zarówno pozytywne, jak i negatywne. Opcja „mamusia napisze jeszcze raz wypracowanie, oddasz i pani ci jedynkę wykreśli” nie powinna wchodzić w rachubę. Ostatecznie za kilkanaście lat mamusia nie zrobi za dorosłego potomka wyznaczonego zadania w firmie…

„Odrabianki” to sposób na nauczenie odpowiedzialności, samodzielności. I wyzwolenie pozytywnej radości, gdy uda się dobrze odrobić „swoją powinność”. Jednocześnie „drugiej szkole w domu” mówimy stanowcze „nie”! •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także