Nowy numer 48/2020 Archiwum

Zła strategia

Akceptacja przez polski rząd dokumentu Rady Europy, który wzywa do działań 
na rzecz środowisk LGBTI, była błędem.

Rząd PiS podpisał się pod konkluzjami Rady UE w sprawie „Listy działań Komisji Europejskiej na rzecz poprawy równego traktowania osób LGBTI”. Dokument ten wpisuje się w strategię środowisk mniejszości seksualnych, które dążą do nadania im szczególnych praw, co prowadzi do podważania istoty małżeństwa i rodziny. Dlatego środowiska konserwatywne w Polsce krytykują rząd.

Pilotujący sprawę pełnomocnik rządu ds. równego traktowania min. Wojciech Kaczmarczyk odpiera zarzuty, wskazując, że uwzględniono w nim uwagi strony polskiej. Jednak konkluzje w nowej wersji wciąż są narzędziem środowisk LGBTI do wprowadzania rewolucji obyczajowej.

Promocja 
LGBT

Rada Unii Europejskiej przedstawiła pierwotną wersję dokumentu w lutym tego roku. Zawiera on kierunki poczynań służących „przeciwdziałaniu dyskryminacji i dążeniu do równouprawnienia” środowisk LGBTI. Przy okazji warto przypomnieć, że ten skrót odnosi się do środowisk skupiających lesbijki, gejów, osoby biseksualne oraz transgenderyczne (LGBT). Pojawiająca się od niedawna litera „I” oznacza ludzi chorujących na interseksualizm. Zalecenia dokumentu sprowadzają się do tego, aby kraje Unii traktowały tak samo małżeństwo kobiety i mężczyzny oraz powstałą z ich związku rodzinę, jak relacje gejów i lesbijek. W imię niedyskryminacji i równouprawnienia za normalne mają być też uważane orientacje seksualne, które są np. chorobą, uznaną nawet przez Światową Organizację Zdrowia, jak transseksualizm. Rada UE nakazuje nam bronić i traktować jako normę zachowania, które są sprzeczne z zasadami moralnymi zdecydowanej większości polskiego społeczeństwa.

W projekcie konkluzji znajdują się konkretne rozwiązania, które mają doprowadzić do realizacji celów LGBTI. Na przykład nakaz edukacji w szkołach, która m.in. wskazywałaby, że negatywne ocenianie związków homoseksualnych z perspektywy etycznej jest dyskryminacją. Idąc dalej, konkluzje zalecają, aby wprowadzić odpowiedzialność karną za takie zachowania. Dokument posługuje się też pojęciem „rodzina” w odniesieniu do związków osób tej samej płci, co jest nieuprawnione. Postuluje także przyjęcie unijnej dyrektywy w sprawie prawa antydyskryminacyjnego. Tymczasem dyrektywa ta, odrzucona m.in. przez Niemcy czy Holandię, zawiera rozwiązania ograniczające wolność gospodarczą czy wolność słowa.

Projekt konkluzji spotkał się z krytyką środowisk konserwatywnych. Jego analizę przeprowadził Instytut Ordo Iuris. Stwierdził, że zawarte w nim rozwiązania m.in. naruszają konstytucyjną zasadę bezstronności światopoglądowej, a także zawartą w ustawie zasadniczej definicję małżeństwa, łamią też prawa rodziców do wychowywania dzieci w zgodzie z własnym światopoglądem, swobodę umów oraz wolność działalności gospodarczej.

Krytyka rządu

Na skutek sprzeciwu Węgier (nie Polski) dokument w pierwotnej wersji został odrzucony i skierowano go do dalszych prac. Zakończyły się one przyjęciem konkluzji w czerwcu tego roku. Jednak ostatecznie wypracowane zapisy nadal budzą zastrzeżenia. Dokument skrytykował m.in. lider Prawicy Rzeczypospolitej, europoseł Marek Jurek. Na łamach „Gościa Niedzielnego” wskazywał, że konkluzje to element strategii środowisk LGBTI, które dążą do rewolucji obyczajowej. Podkreślił, że „dyskryminacja” w ujęciu LGBTI jest „pojęciowym narzędziem ruchu homoseksualnego, bo jego podstawową metodą jest wysuwanie roszczeń”. „Walka z dyskryminacją to po prostu realizacja programu politycznego ruchu homoseksualnego. I to się dzieje, również w Polsce” – przestrzegał. Dlatego zdecydowanie negatywnie ocenił postępowanie naszych przedstawicieli. „Minister Kaczmarczyk czuł się w obowiązku od razu zapewnić, że »ochrona przed dyskryminacją wszystkich osób, wszystkich obywateli, w tym także osób LGBTI, jest ważnym zadaniem polskiego rządu i polskiego społeczeństwa«. Szkoda, że minister nie wyjaśnił Polakom, przed kim i przed czym chce bronić biseksualistów, interseksualistów i inne mniejszości” – krytykował lider PR.

Minister się broni

Na zarzuty M. Jurka zareagował min. Kaczmarczyk, który przekazał redakcji GN list w tej sprawie. Broni w nim stanowiska rządu. Zwraca uwagę, że konkluzje Rady UE „nie mają charakteru umowy prawnie wiążącej i nie wprowadzają żadnych nowych – prawnych ani politycznych – zobowiązań, które musiałaby realizować Polska”.

Tłumaczy też, że gdyby choć jedno państwo zawetowało ten dokument, prezydencja Rady Europy miałaby prawo przedstawić własny, a prezydencja holenderska zapowiedziała właśnie takie rozwiązanie i prawdopodobnie przyjęłaby wersję pierwotną.

Minister poinformował też, że „strona polska skutecznie wprowadziła do niego szereg poprawek, które wzmocniły zapisy dotyczące pełnego poszanowania kompetencji, narodowych tożsamości i konstytucjonalnych tradycji państw członkowskich”. Doprecyzowano, że działania wynikające z konkluzji muszą szanować te wartości.

Z tekstu usunięte zostały „zapisy mogące sugerować, że istnieje jakaś szczególna kategoria praw człowieka, należna tylko osobom LGBTI”, czy zapisy o nieograniczonych działaniach antydyskryminacyjnych w dostępie do usług. W wyniku zastrzeżeń zgłaszanych przez niektóre państwa stonowany został język zaleceń, np. Rada nie zachęca już do „wdrażania”, lecz „rozważenia”.

Reasumując min. Kaczmarczyk stwierdza: „Rząd dochował wszelkich starań, aby w niewiążącym prawnie dokumencie wprowadzić zapisy zabezpieczające i podkreślające polskie stanowisko, zgodnie z którym głównym punktem odniesienia w jakichkolwiek sprawach związanych z tematyką konkluzji pozostaje wyłącznie Konstytucja RP i polskie prawo. Oznacza to m.in. w newralgicznej dla środowisk chrześcijańskich sferze edukacji, że żadne działania na terenie Polski nie będą się mogły odbywać bez zgody polskich władz, ponieważ jest to sfera, która należy do wyłącznej kompetencji państw członkowskich”.

Rząd nie rozumie, co się dzieje

Strategię polskiego rządu można określić jako pójście drogą „mniejszego zła”. W rozmowie z GN Marek Jurek podtrzymuje swoje zastrzeżenia. Wskazuje, że rząd nie rozumie procesów, jakie dokonują się obecnie w Europie, i tego, że podpisanie konkluzji oznacza wsparcie dla środowisk LGBT. „Przede wszystkim polski rząd powinien być świadom tego, że w Unii Europejskiej trwa obecnie rewolucja prawna. Mamy do czynienia z kompletną destrukcją rodziny w imię konceptu mniejszości seksualnych – konstytuowania zachowań budzących sprzeciw moralny. Dążenia homoseksualistów zmieniają wszystkie obszary życia, edukację publiczną, prawa rodzinne, wolność słowa. Nasz rząd nie wie, co się w Europie dzieje” – tłumaczy.

Zarzuca przy tym rządowi, że stosuje politykę nakierowaną na utrzymanie dobrych relacji z kierownictwem UE. Nie przekonuje go tłumaczenie, że uzyskaliśmy złagodzenie konkluzji. „Taki argument jest kompletnie niepoważny, gdyż jest to uznanie zasadności tzw. praw mniejszości seksualnych. Budzące sprzeciw moralny skłonności seksualne nie są podstawą żadnych praw” – podkreśla. Jego zdaniem wyjściem z sytuacji może być sformułowanie negatywnej opinii na temat konkluzji przez sejmową komisję ds. Unii Europejskiej. Wówczas rząd będzie mógł powiedzieć, że nie może jej realizować, ponieważ nie znajduje ona aprobaty w organach parlamentu.

Obrona
przed LGBTI

Strategię łagodzenia tekstu konkluzji za błędną uważa także były sekretarz generalny Konferencji Episkopatów Unii Europejskiej (COMECE) ks. prof. Piotr Mazurkiewicz. COMECE jest instytucją reprezentującą Kościół w strukturach UE, stąd ks. Mazurkiewicz ma duże doświadczenie w funkcjonowaniu Unii. Zwraca on uwagę, że łagodzenie takich dokumentów opóźnia pewien proces, ale nie zmienia kierunku. Środowiska LGBT osiągają swoje cele, tyle że mniejszymi krokami.

Argument rządu, że dokument nie wprowadza żadnych nowych rozwiązań prawnych i do niczego Polski nie zobowiązuje, nie jest do końca prawdziwy. Konkluzje są bowiem aktem tzw. prawa miękkiego, które powinno być brane pod uwagę przy wykładni prawa wewnętrznego.

Według księdza profesora zasadniczy problem, jaki stoi przed obrońcami rodziny, to zmiana kierunku polityki europejskiej w kwestii LGBT w dłuższej pespektywie. Choć wydaje się to bardzo trudne, czasem się udaje. Na przykład od lat trwa w Europie spór o ochronę życia. W większości europejskich państw jest ona coraz słabsza, tymczasem w Polsce i w niektórych krajach Europy Środkowej podejmowane są inicjatywy, aby ją zwiększyć, i odnoszą one pewien skutek. – Potrzebne są działania broniące małżeństwo i rodzinę. Doraźne, bo każda inicjatywa rodzi jakieś skutki, ale też długofalowa polityka, a nie tylko reagowanie na to, co inni zaproponują. Trzeba mieć zdolność do zainspirowania zmiany w całej Unii – podkreśla ks. prof. Mazurkiewicz.

Należy mieć nadzieję, że rząd dostrzeże problem we właściwej perspektywie i podejmie działania na rzecz małżeństwa i rodziny na forum europejskim. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama