Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nasza bitwa o Anglię

Nasi rodacy mieszkający w Harlow, gdzie niedawno zamordowano Polaka, wyczuwają wyraźną zmianę nastrojów w Wielkiej Brytanii po czerwcowym referendum. Chcą jednak tam pozostać.

Hrabstwo Essex, 30 mil na północny wschód od Londynu. Toporny, powojenny modernizm wyziera z każdego zakątka tego miasta. Betonowa zabudowa dworca przypomina szare blokowiska, wznoszone w Polsce za Gierka, a przeszklony gmach głównej biblioteki legendarny warszawski dom meblowy „Emilia”. Do tego trochę nowych budynków, nowoczesna galeria handlowa i uliczki równo wyłożone czerwoną kostką.

Uboga architektura odzwierciedla krótką historię Harlow, które powstało po II wojnie światowej z myślą o tych, którzy stracili cały swój dobytek w zbombardowanym przez Niemców Londynie. Brytyjczycy stopniowo zaczęli zasiedlać miasto, znajdując pracę w miejscowych fabrykach.

Kilkadziesiąt lat później przybyli tutaj Polacy, także chcąc zrealizować swoje marzenia o małej stabilizacji. Nie mieli nic do stracenia. Podobnie jak w innych częściach Wielkiej Brytanii, w Harlow poczuli się jak u siebie: prowadzą własne firmy, otworzyli polską szkołę, sprzedają Anglikom nasz chleb i wędliny. W 80-tysięcznym mieście stanowią wyróżniającą się grupę 1,5 tys. osób – idąc ulicą, niemal na każdym kroku słyszy się język polski. Jednak po tym, jak Anglicy dali zielone światło dla wyjścia z UE, przybywa takich, którzy boją się go używać w miejscach publicznych. W nakręcaniu spirali strachu ogromną rolę odgrywają media. Po szeroko opisywanym przez prasę zabójstwie Arkadiusza Jóźwika przez grupę miejscowych nastolatków nastrój lęku udzielił się wielu polskim mieszkańcom Harlow. Są także tacy, którzy nie widzą związku tego wydarzenia z Brexitem. Dla nich ważniejsze są konsekwencje polityczne i ekonomiczne, które może ze sobą przynieść opuszczenie UE przez Wielką Brytanię.

Fucking polish

– Prowadzę tutaj dwa sklepy, mam codzienny kontakt z Polonią. Po Brexicie wyjechało stąd ok. 
10 rodzin – mówi Sebastian Chudy, właściciel Delikatesów „Reksio”. Przyjechał do Harlow w 2005 r. Na początku pracował w szklarni. Później było już tylko lepiej: wózek widłowy, autobus, a po latach wyrzeczeń wreszcie własna firma. Jego klienci opowiadają mu o coraz częściej powtarzających się antypolskich incydentach: zarysowanych samochodach, nachalnym waleniu w drzwi i rzucanych na ulicy wyzwiskach. Nieprzyjemności doświadczył także na własnej skórze. Kilka miesięcy temu na witrynie jego sklepu napisano: „Fucking polish back to your country”. Zgłosił sprawę na policję, udało się ująć sprawcę. Później zamordowano Arka, zdarzały się kolejne pobicia Polaków. Czy nie lepiej byłoby wyjechać z Harlow? – Ja nie chcę, ale żona miała duże obawy, myślała o powrocie. Wyjaśniłem jej, że w Polsce także z byle powodu można dostać w twarz. Trudno stwierdzić, czy akurat te zajścia są konsekwencją Brexitu, te sprawy nie zostały jeszcze zbadane – odpowiada.

Faktycznie nie ma do tej pory ostatecznego wyniku śledztwa w sprawie motywu zamordowania Arkadiusza Jóźwika, ale liczby nie kłamią: od dnia ogłoszenia wyników czerwcowego referendum w Wielkiej Brytanii miało miejsce osiemnaście poważnych incydentów na tle narodowościowym. Ostatnio grupa nastolatków napadła na Polaka w Leeds. Na co dzień zdarzają się także drobniejsze zajścia. – Moi znajomi są coraz częściej zaczepiani przez agresywną młodzież w centrach miast – mówi Michał Pawlak, który przez 6 lat mieszkał w Harlow. Opowiada, że jeszcze przed Brexitem często spotykał się z różnymi formami dyskryminacji: złośliwymi docinkami i ignorancją ze względu na narodowość. Atmosfera w mieście była tak nieprzyjemna, że postanowił przenieść się na obrzeża. – W nocy nie wychodzę do miasta. Mam żonę i dzieci, musimy być ostrożni – dodaje.

Karolina Dobczyńska mieszka tutaj już 6 lat. Przyznaje, że nie czuje się tak bezpiecznie jak kiedyś. – Miałam kilka nieprzyjemnych sytuacji. Mówiono mi, żebym wracała do siebie, jeśli coś mi się nie podoba – opowiada. Dodaje, że niektóre matki są tak zastraszone, że na placach zabawach boją się mówić do swoich dzieci po polsku.

Banda 
troglodytów

Na małym pasażu wciśniętym między ulice The Stow i Orchard Croft, kilkadziesiąt metrów od znajdującego się po drugiej stronie ronda kościoła katolickiego Our Lady of Fatima, znajduje się miejsce od ponad trzech tygodni tak często pokazywane w polskich mediach. Stojąca pomiędzy budynkami ławka tonie w kwiatach, wokół niej palą się znicze. To tutaj zamordowano 40-letniego Arka. Zrobiło to dwudziestu nastolatków w wieku 14–16 lat. Pięciu z sześciu zatrzymanych zostało zwolnionych za kaucją, znajdują się pod stałym nadzorem policji. – To coś strasznego, zrobili to totalni idioci. Jesteśmy z wami – mówi 70-letni Raymond Watts, który mieszka z żoną w hrabstwie Norfolk w King’s Lynn. W Harlow regularnie odwiedza swoją córkę. Podkreśla, że ogromnie szanuje Polaków za ich zaangażowanie podczas II wojny światowej, a winą za zajście obarcza współczesny system edukacji. – Wychowujemy ludzi, którzy mają obsesję na punkcie samych siebie. Oni nie mają pojęcia o historii, siedzą tylko z głowami w smartfonach – zaznacza.

Z rozmów z miejscową Polonią wynika, że wiedza młodego Brytyjczyka o Europie nie wykracza poza Hiszpanię i Grecję, gdzie jeździ na wakacje. Większość nie potrafi wskazać naszego kraju na mapie, dokładnie tak jak wyśmiewani przez nas Amerykanie. W mieście na każdym kroku widać grupki młodych osób: zakolczykowanych, niekiedy z tatuażami na całym ciele. Kiedy obserwuje się ich z rodzicami, uderza nieprawdopodobny kontrast: przy nich wyglądają na przybyszy z innej planety. Znacznie więcej o historii wiedzą nieco starsi. Około 40-letni David Hopes współczuje całej polskiej społeczności. Uspokaja, że większość mieszkańców miasta nie ma nic przeciwko imigrantom z naszego kraju. – Nie rozumiem, jak ktokolwiek mógłby nie lubić ludzi, którzy wspierają tę gospodarkę i pomogli nam wygrać wojnę. Zrobiła to banda wyrostków, margines tej społeczności – tłumaczy. Napotkany pod polskim sklepem Mr Prue nie używa aż tak wyszukanych słów. Domaga się radykalnych rozwiązań. – Wykopałbym stąd wszystkich ludzi, którzy robią takie rzeczy – mówi podniesionym głosem. – Ale te zajścia na pewno nie mają nic wspólnego z Brexitem – szybko dodaje.

Za wyjściem z UE solidarnie głosowało całe południe Wielkiej Brytanii. Siłą rzeczy w Harlow za opuszczeniem Wspólnoty byli niemal wszyscy. Dlaczego? – W Parlamencie Europejskim rządzi korupcja. Nie podoba nam się także ingerencja w nasze prawo – tłumaczy Raymond Watts. Jego zdaniem wyjście ze Wspólnoty nie jest równoznaczne z wyrzuceniem stąd imigrantów. Bez nich Wielka Brytania sobie nie poradzi. – Młodzi Anglicy nie chcą wykonywać zawodów, które są nam jako społeczeństwu bardzo potrzebne. Nie chodzi tylko o robotników. Znam np. świetnego polskiego lekarza – przyznaje. Jego słowa przeczą jednak agresywnej kampanii referendalnej, w której mówiono o imigrantach jako o osobach żerujących na brytyjskim systemie socjalnym. Na ironię zakrawa w tej sytuacji fakt, że tydzień przed morderstwem Arka tysiące Polaków oddało dla Brytyjczyków krew w ramach akcji Polish Blood.

Tęsknota 
za imperium

W okazałym gmachu Passmores Academy Polska Szkoła Przedmiotów Ojczystych im. Juliana Tuwima wynajmuje kilka sal lekcyjnych. Zajęcia, na które uczęszcza ponad 200 osób, odbywają się w każdą sobotę. Trwa zebranie nauczycieli przed rozpoczęciem nowego roku szkolnego. Ich dzieci beztrosko bawią się na korytarzu. – Ja nie umiem tak dobrze mówić po polsku – smuci się rudy chłopak. – A ja urodziłem się w Polsce, a nie tutaj! – chwali się blondyn.

Nauczyciele podkreślają, że kładą nacisk na wychowywanie patriotyczne, tak aby polska tożsamość przetrwała nawet tutaj, w warunkach multi-kulti. Dzielą się ze mną refleksjami na temat ostatnich przykrych wydarzeń w mieście. – Akurat przebywałam wtedy w Polsce. Oglądając telewizję, byłam po prostu przerażona: rany, to się stało parę metrów od szkoły, do której chodzą moje dzieci. Dopiero później zaczęłam to wszystko racjonalizować: chodzenie w nocy po każdym mieście jest nieodpowiedzialne 
– mówi Agnieszka Kozłowska, nauczycielka na co dzień pracująca w Saint Alban’s Catholic Academy.

To zabójstwo wstrząsnęło wszystkimi Polakami, ale wielu traktuje je jako pojedynczy incydent. Poza tym wiedzą, że Harlow nigdy nie należało do najbezpieczniejszych miast – tutaj trzeba na siebie uważać. Policja robi swoje: prowadzi śledztwo, a ostatnio zorganizowała w tej sprawie dwa spotkania dla lokalnej społeczności. Polacy są zadowoleni z jej działań.

W dłuższej perspektywie wszystkich bardziej martwią konsekwencje Brexitu. – Po nieszczęsnym referendum pierwszy raz od 15 lat miałam poczucie, że mnie tutaj nie chcą – przyznaje Agnieszka Kozłowska. Tłumaczy, że nikt nie wierzył w to, że Anglicy tak zagłosują. Podkreśla, że przed referendum nie przedstawiano Brytyjczykom ich silnych związków z Europą. Zamiast tego postawiono na potrzebę odbudowy potencjału Wspólnoty Narodów, złożonej z Wielkiej Brytanii i jej byłych kolonii. Sama stara się pokazywać swoim uczniom związki kraju z Europą. – Nie wiadomo jednak, co później zrobią z tym rodzice. Nie mam na to żadnego wpływu – dodaje.

Pomimo niekorzystnych dla imigrantów wyników referendum tylko 5 proc. mieszkających na Wyspach Polaków zapowiada powrót do ojczyzny. Nasi rozmówcy także nie wyobrażają sobie wyjazdu. – Mamy tutaj domy, dzieci chodzą do szkół. Ułożyliśmy sobie życie. Z powodu jednej sytuacji i tego, co słyszymy na ulicach, nie zjedziemy wszyscy do kraju – mówi Iwona Schulz-Nalepka, dyrektor polskiej szkoły. Polacy śmieją się z dziennikarzy, którzy zadają im pytania o to, czy chcą stąd uciec. Na razie żyją normalnie. Dopiero kiedy Brexit stanie się faktem, okaże się, czy wpłynie na życie prawie milionowej społeczności Polaków na Wyspach.

Jedność i wybaczenie

Tymczasem tutejsza Polonia z radością przyznaje, że otrzymała ogromne wsparcie od mieszkańców miasta. To przykre wydarzenie stało się pretekstem do budowania nowych, pozytywnych relacji między Polakami i Anglikami. Ks. Bogusław Kot ze wspomnianej katolickiej parafii mówi o licznych telefonach od anglikańskich organizacji, które proponowały mu pomoc, a Sebastian Chudy opowiada o ludziach, którzy z płaczem przychodzili do jego sklepu i prosili o przebaczenie dla swoich rodaków.

Iwona Schulz-Nalepka wspomina liczny udział Anglików w marszu milczenia, który odbył się tydzień po tragedii. To było bardzo krzepiące dla wszystkich naszych rodaków. – Składali kondolencje, przepraszali nas za to, co zrobiła ta młodzież – relacjonuje. Dodaje, że zgłosiło się do niej kilka fundacji i angielskich szkół, które chcą podjąć współpracę. – Skupimy się na tym, żeby to się nigdy nie powtórzyło. Chcemy organizować spotkania, podczas których Polacy będą mogli pokazać swoją historię. Trzeba edukować i łączyć nasze społeczeństwa – podkreśla.

Budowaniu dobrych relacji ma także sprzyjać petycja do europarlamentu, którą dzięki wsparciu życzliwego Polonii posła Roberta Halfona planują złożyć Polacy. Pragnący zachować anonimowość mieszkaniec Harlow tłumaczy, że znajdzie się w niej postulat wprowadzenia do angielskich podręczników historii informacji ukazujących związki między Polakami i Anglikami. Podkreśla, że sam nie przesądza tego, jakie były przyczyny zabójstwa Arka. Tak jak innych denerwuje go to, że media już postawiły diagnozę. Na koniec rozmowy przypomina historię naszego rodaka z Birmingham, który został ostatnio skazany za włamanie i gwałt na Angielce. – Polacy także wyrządzają krzywdę innym, a pochodzenie ofiary nie ma tu nic do rzeczy. W każdym narodzie są źli i dobrzy ludzie – podsumowuje.

Ks. Bogusław Kot odmawiał modlitwę podczas wspomnianego marszu milczenia. Przestrzega, żeby nie szukać w tej sprawie sensacji. Jego zdaniem dobrze się dzieje, że rodziny ofiar ukrywają się przed kamerami. On sam cierpliwie czeka na moment, w którym będą go potrzebowali. – Wiem, że kiedyś muszę popatrzeć mamie Arka prosto w oczy, przytulić ją i zapłakać. Nie ma słów, żeby ją pocieszyć, tylko Bóg może im dać siłę, żeby się z tego podnieść. Moim zadaniem jest teraz modlić się za nich. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama