Nowy numer 29/2019 Archiwum

Mysz zobaczyła

Kolejny krok w leczeniu ślepoty. Naukowcy ze Stanford University, wykorzystując terapię genową oraz zestaw ćwiczeń, spowodowali, że niewidome myszy zaczęły widzieć.

Po raz kolejny okazało się, że głębokie przeświadczenie, które miało zresztą swoje odbicie w podręcznikach biologii i medycyny, że komórki nerwowe w mózgu nie regenerują się, jest błędne. To stwarza ogromną nadzieję dla osób z różnymi zaburzeniami czy chorobami o podłożu neurologicznym. Dotychczas chorym i ich bliskim mówiono, że nic nie da się zrobić, że nie można odwrócić pewnych procesów, które zachodzą w mózgu. I nie tylko tam. Setki tysięcy, a może miliony ludzi, którzy przykuci są do wózków inwalidzkich czy łóżek z powodu przerwanego rdzenia kręgowego, żyje jak z wyrokiem. Komórki nerwowe nie zrastają się, nie regenerują – uważano przez lata. Coraz częściej okazuje się jednak, że to nieprawda. Nie wiemy, czy wszystkie ich rodzaje można naprawić, nie wiemy, jak ten mechanizm działa ani od czego zależy, ale nie ma wątpliwości, że przynajmniej niektórym z chorych i niepełnosprawnych w przyszłości będzie można pomóc.

Terapia z genów…

Naukowcy ze Stanford University po przeprowadzeniu serii eksperymentów doszli do wniosku, że sprzęgając ze sobą terapię genową i odpowiednie ćwiczenia, można zainicjować i wspomóc wzrost komórek odpowiedzialnych za widzenie. Eksperymenty, o których mowa, były przeprowadzane na myszach.

Wzrost, a właściwie regeneracja uszkodzonych komórek siatkówki nie była całkowita, ale badacze zauważyli, że nawet niewielka różnica we wzroście komórek siatkówki powoduje dużą poprawę w widzeniu. Pierwszym krokiem w przywracaniu myszom wzroku była modyfikacja genetyczna uszkodzonego obszaru. Niektóre choroby genetyczne mogą być leczone wprost przez wymianę kawałka uszkodzonego albo nieprawidłowo działającego DNA. Choć brzmi to bardzo prosto, łatwe nie jest. Do wybranych komórek wprowadza się zmodyfikowane wirusy, w których wnętrzu znajduje się prawidłowy fragment, w tym przypadku mysiego DNA. Wirus wnika do komórki i wbudowuje zmodyfikowany kod genetyczny do kodu komórkowego.

Terapia genowa to – przynajmniej na razie – poprawianie komórki po komórce. Nie sposób sobie wyobrazić „wymiany” źle działającego genu w dużej liczbie komórek. Na razie terapię testuje się więc na schorzeniach, które do wyleczenia wymagają modyfikacji genów w stosunkowo niewielkiej liczbie komórek. Stąd właśnie próby (jak się okazało –  udane) wyleczenia genetycznych chorób oczu. Komórek, które tutaj trzeba poddać terapii, jest stosunkowo niewiele. Ale największym problemem wcale nie jest ilość, tylko to, że nigdy nie wiadomo, gdzie zostanie wbudowany fragment DNA „niesiony” przez wirusy. Drugie wyzwanie to znalezienie tego fragmentu DNA, który rzeczywiście źle funkcjonuje. Każda choroba ma inną podstawę genetyczną, stąd nie da się stworzyć leku „na ślepotę”. Każdy przypadek jest inny. Kilka lat temu dzięki takiej właśnie „podmianie genów” udało się poprawić wzrok trzem chorym na tzw. wrodzoną ślepotę Lebera. Osoby, które na nią cierpią, ślepną (w wieku około 20 lat stają się całkowicie niewidome), bo komórki ich oczu nie produkują jednego z białek, niezbędnego w procesie widzenia. Do niektórych komórek wprowadzono (przez wirusa) prawidłowo działające ludzkie DNA, a to było wbudowywane w odpowiednie miejsce. Po czasie tak „zainfekowana” komórka zaczęła produkować niezbędne do widzenia białko. Leczeni nie zaczęli widzieć idealnie, bo terapią nie objęto wszystkich komórek oka, lecz jedynie niektóre.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji