Nowy numer 42/2019 Archiwum

Nicejski przełom

Ostatni atak Państwa Islamskiego we Francji będzie miał poważne konsekwencje społeczne i polityczne.

Wszystko to trwało nieco ponad 5 minut. 19-tonowa ciężarówka wytoczyła się najpierw na Promenadę Anglików z bocznej uliczki prowadzącej z górnego miasta. Promenada biegnie wzdłuż wybrzeża Zatoki Aniołów, nad którą przed chwilą wybuchały sztuczne ognie. To miała być radosna kulminacja obchodów narodowego święta. Ze scen ustawionych co kilkaset metrów na promenadzie zaczęła dobiegać muzyka. Część z 30-tysięcznego tłumu zaczynała powoli się rozchodzić, inni ruszali do tańca, spacerowali nad zatoką, siadali na tarasach kawiarni. Nikt nie wiedział, że 10 dni wcześniej pewien mężczyzna zarezerwował sobie wynajem ciężarówki, że po wynajmie jeździł nią przez dwa dni przed świętem, by obejrzeć wszystkie wjazdy, że sprzedał swój samochód i opróżnił swoje konto bankowe, że kupił broń u ludzi z albańskiej mafii właśnie po to, by przygotować się do ostatniego przejazdu nad nicejską Zatoką Aniołów.

Miejscy policjanci widzieli z daleka to samo co ci, którzy zaczęli uciekać we wszystkie strony: ponad głowami tłumu górną część zygzakującej ciężarówki, jadącej raz wolniej, raz szybciej, poprzedzanej roztrącanymi ciałami, które wylatywały w górę na kilka metrów. Sama kabina ciężarówki podskakiwała na metr, półtora, kiedy pod jej koła trafiało kilka osób jednocześnie. Jakiś motocyklista próbował ją bezskutecznie zatrzymać, ktoś inny w końcu uczepił się drzwi kabiny od strony kierowcy. Tir się zatrzymał. Kierowca, 31-letni Tunezyjczyk Mohamed Bouhlel, przesunął się na siedzenie pasażera i zaczął strzelać, ale na miejscu byli już policjanci – wkrótce podzielił los swoich licznych ofiar. Leżały za białą ciężarówką, na dystansie niemal dwóch kilometrów, w kałużach krwi, w nienaturalnych pozach, niczym zepsute lalki. Ci, którzy to widzieli, nie zapomną tego do końca życia.

Profil mordercy

Z początku wydawało się, że chodzi o przypadek podobny do owego szalonego Niemca, który postanowił skończyć ze sobą, zabijając jednocześnie wszystkich pasażerów samolotu, który pilotował. Sąsiedzi opisywali Bouhlela jako osobę nieprzystępną, agresywną, „stukniętą”. W Tunezji jego ojciec pokazywał dziennikarzom papiery od psychiatrów, którzy zajmowali się nim, gdy był nastolatkiem. W przeciwieństwie jednak do swego ojca, działacza partii islamskich radykałów Ennahda, Mohamed był mało religijny. Nie modlił się, nie przestrzegał postu, nie odwiedzał żadnego z kilkudziesięciu nicejskich meczetów, lubił wypić. Badanie jego telefonu wyjawiło, że był czynnym biseksualistą, z fiksacją na punkcie swego ciała, rzeźbionego w siłowniach i klubach tańca, by obsesyjnie podrywać młode kobiety i chłopców. Dostał kartę pobytu we Francji, bo ożenił się ze swoją kuzynką, która miała francuskie obywatelstwo. Bił ją regularnie, więc małżeństwo rozpadło się. Na początku roku został skazany na więzienie w zawieszeniu za rzucenie paletą w automobilistę, z którym się pokłócił. Kiedyś mógł być za to wydalony do swego kraju, ale prezydent Sarkozy, z prawicowej partii równie imigracjonistycznej co rządzący dziś socjaliści, zniósł „podwójne kary”.

I oto, jak wynika z przesłuchań najbliższego otoczenia 
Bouhlela, dwa tygodnie przed tragedią przestał pić i zaczął mówić o religii w jej najbardziej skrajnej wersji, saudyjskiego wahhabizmu, wyznawanego przez Państwo Islamskie (PI). Był więc przekonany, że udział w dżihadzie przeciw niewiernym zgładzi wszystkie jego przeszłe grzechy. Jeszcze 20 minut przed wjazdem na promenadę esemesował do znajomego, by „dostarczył więcej broni”. Komu? Wiele wskazuje, że nie był sam. Funkcjonował w charakterystycznym kontekście społecznym. Region Lazurowego Wybrzeża zdobył we Francji niechlubną palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o liczbę osób, które wyjechały do Syrii, by walczyć po stronie islamistów. Przez pierwsze 4 lata syryjskiej wojny rząd to tolerował, a nawet akceptował, bo przecież chodziło o obalenie Baszara Al-Asada, nazywanego wtedy przez media „Stalinem” lub „Hitlerem”. Z kolei Tunezja stała się krajem, który proporcjonalnie do liczby mieszkańców jest dziś pierwszy na świecie pod względem liczby islamistów, którzy pojechali do Syrii i Libii, by dołączyć do Al-Kaidy lub PI. Sąsiednia Libia po obaleniu rządów płk. Kaddafiego – z inicjatywy francusko-brytyjsko-amerykańskiej – jest dziś najbliżej położonym Europy krajem, w którym PI ma swoje terytorium. W ciągu ostatnich lat z Libii do Nicei przybyło przez włoską granicę wielu nielegalnych imigrantów i uchodźców. Nie ma wątpliwości, że niektórzy z nich mogą być związani z politycznym islamem.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL