Nowy numer 41/2019 Archiwum

Nie lękajcie się!

O źródłach Światowych 
Dni Młodzieży i o tym, 
jak przeżywał je 
św. Jan Paweł II, mówi 
ks. kard. Stanisław Dziwisz, metropolita Krakowa.

Joanna Bątkiewicz-Brożek: Gdyby nie Ruch Światło–Życie, nie byłoby Światowych Dni Młodzieży – to uproszczenie? Czy faktycznie Jan Paweł II zaczerpnął wszystko z Ruchu ks. Blachnickiego?

Kard. Stanisław Dziwisz: Początki Światowych Dni Młodzieży trzeba łączyć najpierw z doświadczeniem ks. Karola Wojtyły z duszpasterstwa młodzieży. Przecież oaz jeszcze wtedy nie było. Ksiądz Wojtyła tak potrafił przyciągnąć młodych, że za nim szli. Młodzież sama go szukała. Tak zrodziło się pierwsze grono studentów przy kościele Floriańskim w Krakowie, gdzie przyszły papież „uczył się” młodzieży.

W książce pt. „Wstańcie, chodźmy!” Jan Paweł II pisze jednak, że „ŚDM wyrastają poniekąd z doświadczenia ruchu oazowego”.

Tak, poniekąd tak. Bo to właśnie z kontaktów z ks. Franciszkiem Blachnickim zrodziło się duszpasterstwo młodych na szeroką skalę, duszpasterstwo, które nazwano popularnie oazą. Oazą, do której się dąży, gdzie znajduje się wodę i po której można swobodnie pływać.

Od początku istnienia Ruchu Żywego Kościoła ks. Wojtyła starał się być blisko oazy, księdza Blachnickiego. Chciał też, by księża w archidiecezji krakowskiej angażowali się w to dzieło. To była dla niego wielka sprawa!

Mówi się, że kard. Wojtyła był chwilami jedynym wsparciem dla Ruchu i dla samego Blachnickiego.

Władze państwowe, służby bezpieczeństwa śledziły przecież wszystkich, którzy angażowali się w to duszpasterstwo, młodzi byli notorycznie przesłuchiwani, nękani. Trzeba było się ukrywać nawet z odprawianiem Mszy dla grup w czasie wakacji. Ks. Blachnicki wiele z tego powodu przeżył. I znalazł wielkie wsparcie w księdzu, a potem w biskupie, metropolicie Krakowa. Pamiętam, że ilekroć oazy były zagrożone, czy nawet sam ks. Blachnicki, kard. Wojtyła wspierał go.

Ale kardynał Wojtyła czerpał też wiele od ks. Blachnickiego, z jego zaangażowania, myśli, idei pracy i prowadzenia młodzieży.

To była więc wymiana w dwóch kierunkach?

Zdecydowanie. I faktycznie z tym bagażem doświadczeń oazowych kard. Wojtyła przyjechał do Rzymu. Tu już jako papież był nadal wsparciem, tak jak za czasów krakowskich, dla oaz. Ks. Blachnicki często przychodził z pytaniami, radził się w wielu sprawach.

A co z doświadczenia spotkania z Ruchem Światło–Życie Jan Paweł II przeniósł na grunt ŚDM?

Formacja, którą proponował Blachnicki, ta duchowa i społeczna, zaangażowanie w życie narodu i dla innych, bardzo pociągała młodzież. Kard. Wojtyła to widział i czuł. Blachnicki uczył młodych ludzi wzrastania w Kościele, uczył ich kochać Kościół. A przede wszystkim, by się nie bać! On był człowiekiem wielkiej odwagi. Młodzież czerpała od Blachnickiego siłę ducha i szła za nim. Styl Blachnickiego, metoda prowadzenia duszpasterstwa zbiegały się z wizją kard. Wojtyły i odpowiadały mu. Kształcenie intelektualne, miłość do Kościoła i bycie z Kościołem, co wtedy nie było łatwe, oraz odwaga obywatelska. I Blachnicki, i Wojtyła uczyli młodych praw człowieka – że mają prawo do modlitwy, do gromadzenia się, do wykształcenia według ducha swojego narodu i ducha Kościoła.

Wizje Blachnickiego i Wojtyły spotkały się w ŚDM. Czy nie mówimy o tym za mało? Że ŚDM to jest owoc dwóch proroków Kościoła?

Być może. Można powiedzieć, że Jan Paweł II był zakochany w oazie. Miał potrzebę przebywania z ludźmi z tego środowiska. W Rzymie papieżowi wyraźnie brakowało ducha oazy. Pamiętam, jak jechaliśmy w pierwszą podróż, pielgrzymkę do Ameryki. Był rok 1979. Zatrzymaliśmy się w Santo Domingo na Dominikanie. I nagle papież usłyszał tam pieśń oazową. Widziałem, jak bardzo się wzruszył. Odżyły w nim wszystkie spotkania, ogniska, pogodne wieczory, które przeżywał z oazą w Polsce. I dlatego, kiedy spotkali się z ks. Blachnickim, już po wyborze kard. Wojtyły na tron Piotrowy, zrodził się pomysł, by trzeci stopień oazy robić w Rzymie.

To było 25 października 1978 roku. Dwaj giganci Kościoła ustalili to przy kolacji, po inauguracji pontyfikatu.

Chodziło o to, by młodzież przeżyła Kościół jakby od środka, od Rzymu. Bo tak przeżywał to kard. Wojtyła. Dla niego ważniejszy był Rzym niż wszystkie studia. Mówił: „Mogę się nauczyć teologii w Polsce, ale katakumb, miłości do Kościoła trzeba się uczyć w Rzymie!”. Leżało mu to na sercu, by młodzież przeżyła Rzym i historię Kościoła, by pokochała Kościół. Po roku od wspomnianej kolacji młodzież oazowa przyjechała nad Tybr.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL