Liderzy kampanii za wyjściem Wielkiej Brytanii z UE chowają głowy w piasek. Brexit będzie musiała przeprowadzić... zwolenniczka pozostania w UE.
Sytuacja jest co najmniej dziwna. Twarze Brexitu, po zwycięskim referendum, powinny przejąć stery i rozpocząć proces realizacji woli większości Brytyjczyków. Tymczasem i Boris Johnson, i Michael Gove, i Nigel Farage, każdy w różnych okolicznościach, nagle znikają ze sceny. A nowym szefem Partii Konserwatywnej i nowym premierem zostanie najprawdopodobniej obecna minister spraw wewnętrznych Theresa May, która wspierała kampanię zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Czyli wspierała m.in. premiera Davida Camerona, który po przegranym referendum podał się do dymisji. Na Wyspach powtarzają się teraz trzy pytania: Czy urząd na Downing Street 10 w Londynie obejmie nowa Margaret Thatcher? Czy i na jakich warunkach doprowadzi do wyjścia z UE? Dlaczego Brexitu nie mogą przeprowadzić jego najwięksi entuzjaści?
W co grał Boris?
Główną twarzą kampanii za Brexitem stał się były burmistrz Londynu Boris Johnson, absolwent elitarnego college’u w Eton i uniwersytetu w Oksfordzie. Podobnie jak większość brytyjskiego establishmentu. Wymieniany jako pewny następca premiera Davida Camerona na długo przed referendum, a po wygranej i po rezygnacji Camerona – niemal pewny lokator Downing Street. Johnson w pewnym sensie zdradził Camerona, angażując się w kampanię Leave (za wyjściem z UE). Obaj politycy znali się świetnie z czasu, gdy tworzyli ekskluzywne i snobistyczne środowisko studenckie. Londyńczycy polubili Johnsona za bezpośredni styl bycia, łamiący trochę stereotyp sztywnego arystokraty. Gdy w 2008 r. odchodził „czerwony” Ken Livingstone, krytycy mówili, że teraz dla odmiany nastaną rządy komika. Okazało się, że „komik” jest całkiem poważnym i skutecznym zarządcą wielomilionowej metropolii. Dowodem na to był wybór na drugą kadencję. Jak widać, podobną skutecznością wykazał się również podczas kampanii za Brexitem. Co się zatem stało, że dziś nie jest kandydatem na premiera, choć do niedawna była to kandydatura oczywista? – Johnson właśnie pokazał, jakim jest cwaniakiem. Prowadził zawsze grę obliczoną na objęcie przywództwa w Partii Konserwatywnej, miał nadzieję zrobić to, rozkręcając wielką kampanię za Brexitem, ale nie wygrywając jej – mówi GN prof. Tim Bale, politolog z Queen Mary University w Londynie, autor m.in. książek poświęconych historii Partii Konserwatywnej. – Kiedy więc wygrał referendum, okazało się, że nie ma planu na przeprowadzenie Brexitu i że nie jest gotowy do walki o przywództwo w partii. Zorientował się, że nie wygra tej rywalizacji, postanowił więc wycofać się, by uniknąć upokorzenia – dodaje prof. Bale.
Prasa brytyjska zwróciła uwagę na jeszcze jeden motyw: tak jak Johnson zdradził Camerona, tak teraz Johnsona zdradził Michael Gove, minister sprawiedliwości (druga twarz kampanii za Brexitem), który postanowił, że wystartuje w wyborach na szefa torysów, tym samym stając się konkurentem dla Johnsona. Koniec końców również on wypadł z tego wyścigu, bo w pierwszym głosowaniu wewnątrzpartyjnym przegrał zdecydowanie z Theresą May.
Zadanie wykonane
Prawdziwą niespodzianką dla zwolenników Brexitu była jednak rezygnacja z działalności politycznej Nigela Farage’a. Lider Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa miał szczególne powody, by świętować wynik referendum i snuć wizje o objęciu ważnych państwowych funkcji. A przynajmniej stać się jednym z architektów praktycznego wyprowadzenia kraju ze struktur unijnych (choć może nie jako negocjator z Brukselą, ze względu na jego wyjątkowo niedyplomatyczny język). W przeciwieństwie do wielu „nawróconych” nagle na uniosceptycyzm konserwatystów, on zawsze powtarzał, że Wielka Brytania powinna opuścić Unię Europejską. Nawet jeśli sam przez parę lat nieźle zarabiał na zasiadaniu w Parlamencie Europejskim. W strasburskim gmachu dał się poznać jako nieprzebierający w słowach mówca. „Nie jestem dyplomatą, tylko parlamentarzystą, który ma reprezentować interesy swoich wyborców” – odpowiadał krytykom, którzy oskarżali go o obrażanie wszystkich dokoła. Prawdziwym popisem krasomówczym, ale też merytorycznym, była publiczna polemika z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym. Z dzisiejszej perspektywy można by nawet powiedzieć: prorocza. Poszło o niedoszłą konstytucję europejską (odrzuconą w referendach przez Francuzów i Holendrów) i stworzony na jej podstawie traktat lizboński. „Program prezydencji, który przedstawił pan rano, pokazuje, jakiej Unii Europejskiej chcecie – mówił do Sarkozy’ego. – Unii, która szczegółowo kontroluje każdy drobny aspekt naszego życia: wszystko, zaczynając od wspólnej polityki imigracyjnej, przez to, jak zarządzać szpitalami i klubami piłkarskimi. Wykazujecie pogardę dla pojęcia demokracji, której, jak sami twierdzicie, jesteście orędownikami. Europejczycy nie potrzebują pogłębionej integracji politycznej. To dlatego we Francji powiedzieli »Nie«, w Holandii powiedzieli »Nie«, w Irlandii powiedzieli »Nie« i w Wielkiej Brytanii, gdyby mogli głosować, w przygniatającej większości powiedzieliby »Nie«.” Farage powtarzał aż do referendum, że polityczna integracja nie jest potrzebna do osiągnięcia dobrobytu: „Gdy wyrzekniemy się demokracji i decyzje podejmować będą za nas eurokraci, na pewno nie będziemy realizować interesów naszych obywateli. Chciałbym, żebyśmy wyszli z Unii, ale nadal współpracowali z naszymi europejskimi partnerami w ramach wolnego rynku. Współpraca TAK, wspólnota polityczna NIE”.
Zastępca redaktora naczelnego
W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.
Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny