Nowy numer 12/2019 Archiwum

Porządek w miłości

Ksiądz Antoni Bartoszek mówi o rozumności i ładzie w miłowaniu, czyli o ordo caritatis.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Miłość kojarzy się z porywem serca, a Ty uczysz o ordo caritatis, czyli o „porządku miłości”. Po co porządek w miłości?

Ks. Antoni Bartoszek: Bo mamy kochać wszystkich, ale nie da się wszystkich kochać tak samo i nie wszystkim powinno się wyrażać miłość w ten sam sposób. Nie wszystkim potrafimy pomóc, dlatego potrzebny jest pewien porządek, który wskazuje kryteria, jak dobrze pomagać.

Skoro mamy kochać wszystkich ludzi, to chyba powinniśmy pomagać każdemu bez wyjątku?

W praktyce to jest niemożliwe. Nawet Pan Jezus nie uzdrowił wszystkich chorych.

Czy jest możliwe ustalenie jakiejś „kolejności” pomagania?

Tak. Najpierw jest troska o swój dom, potem o rodzinę, sąsiedztwo, miasto, ojczyznę. Taka kolejność narzuca się sama. Najbardziej kochamy tych, którzy są nam najbliżsi, z którymi łączą nas różne więzy. Poświęcamy im najwięcej czasu. Nie jesteś w stanie dać tyle samo czasu innym, ile dajesz własnej rodzinie. Św. Paweł pisze: „A jeśli kto nie dba o swoich, a zwłaszcza o domowników, wyparł się wiary i gorszy jest od niewierzącego” (1 Tm 5,8). Ranga miłości wobec „swoich” jest tu podkreślona.

Czy są sytuacje, w których trzeba konkretnie ustalić, w jakiej kolejności należy pomagać?

Stewardesy w samolocie mówią, że maski z tlenem należy założyć najpierw sobie, potem dziecku. Nie dlatego, że mama czy tata są egoistami, ale po to, aby potrafili pomagać dziecku. Wiele osób oczekuje na przeszczepy serca. Dawców jest zawsze mniej niż potencjalnych biorców. Muszą być określone kryteria kolejności przeszczepów. Źle by się działo, gdyby decydowało o tym to, kto więcej zapłaci.

Czy nie powinna decydować po prostu kolejność zgłoszeń?

Nie. W transplantologii są  określone kryteria, którymi lekarze powinni się kierować (stan zdrowia, wiek, zgodność biologiczna itd.). Tu nie decyduje zwykła kolejka. Ponadto etyka katolicka akcentuje dobrowolność zgody na oddanie narządów. Owszem, można zachęcać, ale nie wolno narzucać tej formy pomagania innym. A w kontekście uchodźców nie można narzucać państwom, jak mają pomagać i komu. To musi być wolna decyzja osoby lub wspólnoty, która chce pomagać.

Miłosierny Samarytanin nie był Żydem, a jednak to właśnie on pomógł, i to człowiekowi obcemu. Czy Jezus nie chce nam powiedzieć, że to nie więzy krwi są najważniejsze, ale miłość gotowa służyć każdemu?

W Samarytaninie dostrzegamy wrażliwość i otwartość serca. Z tej racji był on i jest patronem wolontariuszy. Istnieje jednak drugi wymiar tej przypowieści, mniej zauważany. Chodzi o „racjonalność działania”. Samarytanin wie, jakie środki ma do dyspozycji. Wino służy do dezynfekcji, oliwa uśmierza ból, a bydlę jest środkiem transportu. Wie on, że to są środki doraźne, dlatego konieczna jest pomoc instytucji, czyli gospody. Jeśli przekazał pieniądze na opiekę, to znaczy, że miał te pieniądze. Dał dwa denary. Płaca za dniówkę dla robotnika wynosiła wtedy jeden denar. Czyli przekazał pensję za dwa dni swojej pracy. Gdyby nie pracował za pieniądze, nie miałby z czego bezinteresownie pomagać. Wydaje mi się, że czasem jednostronnie akcentujemy ten emocjonalny aspekt, wręcz szantażujemy tym innych. Tymczasem aby dobrze pomagać, trzeba połączyć wrażliwość serca z racjonalnością działania, z kompetencją, z pewnym porządkiem właśnie.

No dobrze, więc pomagajmy racjonalnie, ale każdemu bez wyjątku.

Zauważmy, że w przypowieści poszkodowany był umierający, czyli był w skrajnej potrzebie fizycznej. Jeśli się mu nie pomoże, to umrze. Kiedy ktoś obok mnie umiera, mam obowiązek mu pomagać niezależnie od tego, czy to mój przyjaciel, czy wróg. Bywają jednak sytuacje, kiedy w jakimś wypadku jest więcej osób w skrajnej potrzebie. Jeden człowiek może uratować w danej chwili jednego. Od kogoś trzeba zacząć. Od kogo? To pytanie musi sobie postawić. Jeśli Samarytanin spotkałby na drodze dwóch równie ciężko rannych, z których jeden byłby Samarytaninem, a drugi Żydem, to gdyby zaczął ratować najpierw swojego rodaka, nie byłby to przejaw ani antysemityzmu, ani ksenofobii. To naturalna kolejność. Albo gdyby leżało tam jeszcze jego dziecko, to ratowałby najpierw dziecko. To wcale nie znaczy, że nie kocha dwóch pozostałych.

Skomplikujmy jeszcze sytuację. A gdyby dziecko było lekko ranne, a ktoś drugi umierający, to wtedy o kolejności pomocy decyduje stopień potrzeby?

Święty Tomasz z Akwinu mówi bardzo wyraźnie, że jeśli ktoś obcy jest w skrajnej potrzebie, to jemu trzeba pomóc w pierwszej kolejności. Nawet twój ojciec może poczekać. W kwestii uchodźców – mamy bezwzględny obowiązek pomagać tym, którzy ratują życie, uciekają przed prześladowaniem, którym grozi im śmierć. Ale nie każdy imigrant jest w takiej sytuacji. Bo jeśli ktoś szuka tylko poprawienia sytuacji materialnej, to jest inna kwestia. Oczywiście jest to praktycznie bardzo trudne do ustalenia.

To jest trudne nawet wtedy, gdy ktoś zaczepia nas na ulicy i prosi o pieniądze. Nie wiemy, z kim mamy do czynienia, czy z potrzebującym, czy z naciągaczem

Z pomocą przychodzi właśnie ordo caritatis. Są dwa typowe zachowania ludzi w takich sytuacjach. Pierwsze: daję pieniądze i mówię sobie, jeśli on mnie oszuka, to bierze to na swoje sumienie. Drugie podejście jest bardziej racjonalne: próbuję dowiedzieć się, czego potrzebuje, i idę z nim kupić te produkty. Warto ten przykład przenieść na skalę makro. Jeśli odpowiadam za jakąś społeczność i decyduję o pomaganiu na dużą skalę, to ordo caritatis nakazuje wybierać tę drugą opcję. Muszę pomagać racjonalnie, nie mogę się opierać na spontaniczności. Ponieważ konsekwencje błędu są o wiele większe w wymiarze społecznym.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..
  • Michał
    03.08.2016 13:52
    sp szczypta złośliwości nie zaszkodzi
    ( Ewangelią możemy się okładać i ścigać na
    cytaty). Mam dwójkę dzieci bardzo je kocham i nawet czasem karmię nim zacznę się modlić .
    Wiem tyle,że Jezus mówi żeby wyjść poza schemat i miłować innych
  • kama
    03.08.2016 17:48
    Autentyczne zdarzenie:
    Przed sklepem zostałam zaczepiona przez ok.10-letniego chłopca, który poprosił o pieniądze na bułkę. Akurat miałam w torbie drożdżówki z dżemem. Podałam mu je. On je wziął i zamaszystym ruchem wyrzucił na trawnik. Oniemiałam. On oburzony powiedział: "ja chcę pieniędzy" i odszedł. (To było jakieś 15 lat temu w Polsce).
    To co wyprawia się w Europie w związku z tzw. uchodźcami idealnie pasuje do tego zdarzenia. Tylko nieliczni to biedni uciekinierzy. Większość (młodzi, dobrze odżywieni) przybywa po zasiłki, łatwe kobiety i w celach szerzenia islamu. A my, naiwni, dajemy im te "bułki z dżemem", bo miłosierdzie, bo papież upomina, bo pani Merkel zaprasza.
  • orzech ty
    13.06.2017 16:37
    > Przed sklepem zostałam zaczepiona przez ok.10-letniego chłopca, który poprosił o pieniądze na bułkę.

    nihil novi

    Przed sklepem w kraju zachodnim zwanym potocznie Anglią podchodzi gość i prosi o drobne, po czym na moich oczach idzie z tą kasą po bibułki (znaczy tytoń już miał)
    Ni chuchu, nigdy więcej! - nie będę sponsorował kurzoków!

    Mój kumpel zostaje zaczepiony przez "bezdomnego" (również w kraju zachodnim...) proszącego a jakże o pieniądze na jedzenie, a on, ujęty za serce, mu na to że ma coś lepszego i wyjmuje z plecaka całą reklamówkę jedzenia i mu daje. Na to ten bezdomny wziął tą reklamówkę i wywalił. Bardzo głodny był.

    Po takich historiach nie daję nikomu.
    doceń 2
  • orzech ty
    13.06.2017 16:49
    Widać że ksiądz myśli, że my głupie bęcwały i nie umiemy gogli używać. Ordo caritatis znaczy porządek dobroczynności, miłosierdzie w katolickiej nomenklaturze a nie miłości.
    Ksiądz wybaczy ale my naprawdę umiemy sprawdzić znaczenie słów w słowniku (https://glosbe.com/la/pl/caritatis).
    Na załączonym obrazku widać też że Kościół w Polsce lubi, co tam, uwielbia, wręcz kocha tłumaczyć dobroczynność (caritatis) jako miłość i karmić nas taką pyszną papką.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji