Nowy numer 49/2019 Archiwum

Duch Wembley

I znowu mamy „zwycięski remis”. Jak 43 lata temu. Czy to zapowiedź fali zwycięstw?

Starsi czytelnicy na pewno pamiętają „złotą” epokę naszej piłki nożnej, kiedy zdobywaliśmy trzecie miejsce w Mistrzostwach Świata w 1974 i 1982 roku. Warto przypomnieć, że zanim nastały czasy drużyny Kazimierza Górskiego Polacy kopali piłkę – delikatnie mówiąc – nienadzwyczajnie, zawsze odpadając w eliminacjach wielkich imprez. Przełomowe były eliminacje do tamtych mistrzostw, a zwłaszcza ostatni mecz z Anglią, rozgrywany w 1973 roku na słynnym stadionie Wembley. Anglicy musieli wygrać, nam wystarczał remis. Skończyło się 1:1 i choć mecz przypominał obronę Częstochowy, w Polsce zapanowała euforia. Wszyscy mówili o „zwycięskim remisie”. A potem przyszła seria wspaniałych zwycięstw. Wielkość polskiej piłki trwała mniej więcej dekadę, a potem wróciliśmy do naszej zwykłej szarzyzny.

Teraz gramy w piłkę najlepiej od tamtych czasów. Mistrzowie świata mieli w meczu z nami co prawda przewagę, ale ten remis został osiągnięty w znacznie lepszym stylu niż „zwycięski remis” na Wembley. To napawa optymizmem. Żeby osiągnąć w piłce sukces nie wystarczy mieć dobrych piłkarzy. Trzeba jeszcze mieć świadomość własnej wartości i wierzyć w to, że z najlepszymi można grać jak równy z równym. Drużyna, która wychodzi na boisko z założeniem, że może przegrać, byle tylko się nie skompromitować, przegra na pewno. Wydaje się, że czasy kiedy Polacy wychodzili z takim założeniem na boisko, póki co minęły. Możemy więc pozwolić sobie na odrobinę optymizmu. Pamiętajmy jednak, że poziom poszczególnych reprezentacji jest dziś bardzo wyrównany i nikt nie odnosi łatwych zwycięstw. To, że zremisowaliśmy z Niemcami nie oznacza, że możemy lekceważyć kolejnych rywali.

 

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Leszek Śliwa

Zastępca sekretarza redakcji „Gościa Niedzielnego”

Prowadzi stałą rubrykę, w której analizuje malarstwo religijne. Ukończył historię oraz kulturoznawstwo (specjalizacja filmoznawcza) na Uniwersytecie Śląskim. Przez rok uczył historii w liceum. Przez 10 lat pracował w „Gazecie Wyborczej”, najpierw jako dziennikarz sportowy, a potem jako kierownik działu kultury w oddziale katowickim. W „Gościu Niedzielnym” pracuje od 2002 r. Autor książki poświęconej papieżowi Franciszkowi „Franciszek. Papież z końca świata” oraz książki „Jezus. Opowieść na płótnach wielkich mistrzów”, także współautor dwóch innych książek poświęconych malarstwu i kilku tomów „Piłkarskiej Encyklopedii Fuji”. Jego obszar specjalizacji to historia, historia sztuki, dawna broń, film, sport oraz wszystko, co jest związane z Hiszpanią.

Kontakt:
leszek.sliwa@gosc.pl
Więcej artykułów Leszka Śliwy

Zobacz także

  • wojowniknajprzedniejszy
    17.06.2016 13:51
    Każdy, kto choć trochę grał w piłkę nożną i ma zmysł samozachowawczy zauważy, co się dzieje na boisku. A działo się na Wembley. Tylko, jak my mogliśmy grać jak równy z równym, jak jeden z piłkarzy w sposób chamski i bezczelny sprzedał mecz. Dla ułatwienia dodam, że grał w ataku, na lewym skrzydle. Spowalniał akcje, podawał niecelnie. Zauważmy, jak Heniu Kasperczak odbiera piłkę Curriemu i podaje do Laty, on zrywa się i biegnie do przodu. Po co? A no tylko po to, żeby zepsuć akcje. To samo było na Mistrzostwach świata w RFN, w 1974 roku. Bezczelnie strzela w sytuacji sam na sam prosto w bramkarza Maiera, kiedy jest obok niego dwóch wolnych zawodników, Deyna i Kasperczak. Wziął 20 tyś dolarów od Argentyńczyków za sprzedany mecz, sam mecz był wygrany, i zabrał dla siebie. Po mistrzostwach pan Bohdan Tomaszewski zapytał go w studio przed całą Polska. „Panie Gadocha, ja byłem na 7 Olimpiadach i wiele widziałem, chciałbym zapytać, dlaczego pan nie chciał wygrać tego meczu z RFN i na samych mistrzostwach nie strzelił żadnej bramki?”. To samo robił w meczu z Jugosławią. Dzisiaj piłkarze z tej drużyny nie podają mu ręki. Nazywa się Robert Gadocha.
    Były reprezentant Polski w piłce nożnej ...
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji