Nowy numer 42/2018 Archiwum

Moskwa, 9 maja, święto. Ale czego?

Wydaje się, że odpowiedź na tytułowe pytanie jest oczywista. Przeciągająca corocznie przez Plac Czerwony defilada czci kolejną rocznicę zakończenia II wojny światowej. Może zabrzmi to dziwnie, ale nie jest to prawda.

Od wielu lat początek maja przynosi większe lub mniejsze dyskusje na temat obecności światowych polityków na moskiewskiej paradzie wojskowej 9 maja. Kontrowersje te z reguły są konsekwencjami bieżących wydarzeń międzynarodowych. Tak było w ubiegłym roku, gdy przyjazd do Moskwy na jubileuszowe uroczystości lub jego odmowa była probierzem stosunku do rosyjskiej agresji na Ukrainę. Również na arenie krajowej problem ten pojawiał się przez lata – by przypomnieć chociażby dyskusje nad udziałem premiera Józefa Oleksego w uroczystościach w 1995 r. Lech Wałęsa groził wówczas Oleksemu odpowiedzialnością karną, jeżeli uda się on do Moskwy. Ostatecznie Oleksy jednak pojechał do Rosji, a po całym zamieszaniu pozostała piosenka Kazika na Żywo „Łysy jedzie do Moskwy”. Podobnie było z wizytą Aleksandra Kwaśniewskiego w maju 2005 r., gdy zdecydował się on – wbrew licznym głosom – jednak stanąć na Placu Czerwonym. W 2010 r. na uroczystości pojechał wypełniający obowiązki prezydenta RP Bronisław Komorowski, a w defiladzie wziął udział pododdział żołnierzy z batalionu reprezentacyjnego Wojska Polskiego. Tym razem krytyka była dużo słabsza, choć defilada Polaków wśród sztandarów z wizerunkami Lenina, czerwonej gwiazdy oraz sierpa i młota była dość dziwna. Na piersiach Polaków zawieszono jubileuszowe rosyjskie medale, a rozchodzący się po Placu Czerwonym głos lektora przypominał o naszym wkładzie w zwycięstwo nad Hitlerem. Niestety, tylko z perspektywy armii Berlinga.

Najciekawsze jest jednak to, że wszelkie spory o wizyty w stolicy Rosji opierają się na dyskusji, czy to właśnie tam należy świętować zakończenie II wojny światowej. Rosjanie przez lata doprowadzili bowiem do sytuacji, że moskiewskie uroczystości uważa się za główny punkt corocznych obchodów. W ubiegłym roku Bronisław Komorowski podjął – jak się okazało całkowicie nieudaną – próbę uczynienia z Westerplatte miejsca upamiętniającego nie tylko początek, ale i koniec wojny.

Oczywiście przy okazji kontrowersji związanych z miejscem obchodów pojawiają się spory, kiedy należy świętować zakończenie wojny w Europie – 8 czy 9 maja? W 2005 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych, chcąc pogodzić zwolenników obu dat, uchwaliła wprowadzenie w dniach 8–9 maja święta o bardzo długiej nazwie: „Czas Upamiętniający i Jednoczący Tych, Którzy Stracili Życie Podczas II Wojny Światowej”. Problem jest jednak szerszy.

Krótsza wojna

Już w pierwszych dniach stycznia 1944 r. ustalono, że państwa sprzymierzone doprowadzą do bezwarunkowej kapitulacji Niemiec, a stosowny dokument zostanie podpisany wspólnie przez USA, Wielką Brytanię i ZSRR. Po raz pierwszy Niemcy podpisały kapitulację 7 maja 1945 r. w Reims. Zgodnie z zapisem dokumentu działania wojenne miały zostać zakończone 8 maja o 23.01. Kolejnego dnia – w wyniku nacisku Sowietów i Brytyjczyków – akt kapitulacji podpisano po raz kolejny. Stało się to późną nocą z 8 na 9 maja 1945 r. w Berlinie, już po ustaniu działań wojennych. Który więc dzień stał się dniem zwycięstwa? Nie budziło to wątpliwości w Europie Zachodniej – tam dzień zakończenia wojny obchodzony był 8 maja. Natomiast w ZSRR i innych krajach obozu komunistycznego dniem zwycięstwa był 9 maja.

Przez lata rozbieżność pomiędzy Europą Zachodnią i Wschodnią tłumaczono różnicą czasową. Gdy ustały działania wojenne, w Europie był jeszcze 8 maja, w Moskwie kalendarz wskazywał już kolejny dzień. Co jednak ciekawe i mało komu wiadome – 9 maja Sowieci nie świętowali (podobnie jak dzisiaj Rosjanie) zwycięstwa w II wojnie światowej, ale w rozpoczętej dopiero w 1941 r. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. To ta wojna zdejmowała ze Związku Sowieckiego odium agresora z lat 1939–1940 i sojusznika III Rzeszy, a stawiała go wśród ofiar niemieckiej agresji. Według aktualnie obowiązującego w Rosji prawa 9 maja jest dniem zwycięstwa ustanowionym 8 maja 1945 r. „dla upamiętnienia zwycięskiej Wielkiej Wojny Ojczyźnianej narodu radzieckiego przeciwko niemiecko-faszystowskim najeźdźcom i zwycięstw Armii Czerwonej uwiecznionych pokonaniem hitlerowskich Niemiec podkreślonym bezwarunkową kapitulacją”. W dokumencie tym nie padają odniesienia do innych uczestników wojny. Co ciekawe, dokument podpisał Michaił Kalinin, przewodniczący Prezydium Rady Najwyższej ZSRR. Ten sam, którego nazwisko znajduje się pod wyrokiem katyńskim. I do dzisiaj – zgodnie z rosyjskim prawem – 9 maja to pamiątka zakończenia właśnie Wojny Ojczyźnianej i to ten fakt świętuje się przy większym lub mniejszym udziale zagranicznych gości. Wspominane powyżej medale, które zawieszono na piersiach polskich żołnierzy w maju 2010 r., zawierały napis: „65 lat zwycięstwa w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej lat 1941–1945”.

Zwycięska Polska Ludowa

W Polsce decyzją władz komunistycznych od 1945 r. 9 maja był Narodowym Świętem Zwycięstwa i Wolności. Dekret Rady Ministrów i Krajowej Rady Narodowej głosił: „Celem upamiętnienia po wsze czasy zwycięstwa Narodu Polskiego i Jego Wielkich Sprzymierzeńców nad najeźdźcą germańskim, demokracji nad hitleryzmem i faszyzmem, wolności i sprawiedliwości nad niewolą i gwałtem – dzień 9 maja, jako dzień zakończenia działań wojennych, stanowić będzie Narodowe Święto Zwycięstwa i Wolności”. To chichot historii, bo akurat 9 maja 1945 r. w sowieckim więzieniu siedziało 16 przywódców Polskiego Państwa Podziemnego (w tym wicepremier rządu uznawanego m.in. przez USA i Wielką Brytanię). Według prawa międzynarodowego tego dnia przynajmniej pół polskiego terytorium znajdowało się pod sowiecką okupacją (a w praktyce cały kraj). Mało kto bowiem pamięta, że nawet według ówczesnego prawa nowa, powojenna granica Polski została ustanowiona dopiero 5 lutego 1946 r., kiedy doszło do wymiany dokumentów ratyfikujących umowę graniczną z sierpnia 1945 roku.

Co dziwne, owa fatalna data utrzymana została także po 1989 r., gdy Polska zaczęła świętować zakończenie wojny 8 maja (tak jak inne zachodnie państwa). Odkryłem to zupełnie przypadkiem, gdy przygotowywałem wykład dotyczący powojennej historii na prośbę Polonii z Minnesoty. Pobieżna kwerenda pokazała, że od strony formalnej przez 25 lat polskiej niepodległości 9 maja był świętem państwowym o podobnym statusie jak np. Narodowe Święto Niepodległości (choć nie był to dzień wolny od pracy). W 2014 r. udało się zainteresować tym problemem polityków, co ostatecznie przyniosło zmianę w kwietniu 2015 r. Od tego dnia 8 maja jest Narodowym Dniem Zwycięstwa. I choć dzisiaj wielu spiera się, czy dla Polski upadek III Rzeszy był zwycięstwem, myślę, że warto ten dzień utrzymać w kalendarzu historycznym. Chociażby z myślą o tym, że w maju 1945 r. kapitulację niemieckiego wojska w Wilhelmshaven w imieniu gen. Stanisława Maczka przyjął płk Antoni Grudziński. Gorzkie to było zwycięstwo, ale jednak nim było. Pamiątką po komunistycznym 9 maja pozostały wciąż ulice o tej nazwie, które istnieją wciąż w 51 polskich miejscowościach.

dr Andrzej Zawistowski – dyrektor Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej, adiunkt w Katedrze Historii Gospodarczej i Społecznej Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

« 1 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji