Nowy numer 30/2021 Archiwum

Czego nam brakuje?

Niedawno znajomy ksiądz, który od kilku lat regularnie odwiedza Chiny – bynajmniej nie w celach turystycznych, ale jak najbardziej duszpasterskich – pokazał mi zdjęcie.

Chyba dwustuosobowa grupa chińskich dzieci ubranych w jednakowe koszulki pozuje na schodach domu parafialnego. Zdjęcie zostało zrobione w czasie letnich kolonii, zorganizowanych przez jedną z chińskich diecezji dla dzieci z katolickich rodzin. Kilkusetosobowa grupa robi ogromne wrażenie. Wiem, że w Chinach wszystko jest wielkie i liczne (nawet luksusowych mercedesów najwięcej sprzedaje się w Chinach), ale o Kościele katolickim w tym kraju do tej pory tak nie myślałem.

Zdjęcie i relacje wspomnianego księdza (nie wymieniam jego nazwiska, by nie zaszkodzić mu przy kolejnym wyjeździe do Państwa Środka) pokazują złożoność sytuacji chrześcijan w Chinach. Z jednej strony żyją pod stałą presją władz, co prowadzi czasem do zdejmowania krzyży ze świątyń, burzenia kościołów czy aresztowania duchownych, o czym piszemy na ss. 32–33. (W internecie można znaleźć mnóstwo zdjęć i filmików pokazujących akcje chińskich władz wymierzonych w Kościół). Z drugiej strony widzę fotografię dwustuosobowej grupy katolickich dzieci pod opieką kilkunastu młodych sióstr zakonnych. Obrazek prawie niemożliwy do zobaczenia w Europie. Aż serce rośnie. Zwłaszcza że informacje o Kościele na Starym Kontynencie sprowadzają się często do tego, że gdzieś jakiś kościół zamknięto, połączono lub zlikwidowano parafie. Ostatnio na przykład biskup katolickiej diecezji Wrexam w północnej Walii w specjalnym liście pasterskim oznajmił, że z powodu braku księży do 2020 roku zostaną zamknięte 22 kościoły spośród czynnych dziś 62.

Od czasu do czasu stawiam w tym miejscu pytanie o powody kurczenia się Kościoła w Europie. Powtarzam je, bo nie potrafię pogodzić się z taką sytuacją. Doskwiera mi widok coraz bardziej pogańskiej Europy. Seminariów i kościołów w Polsce też raczej nie trzeba powiększać z powodu masowego napływu nowych kleryków i wiernych. Czego nam, katolikom, brakuje, że to nie my przemieniamy ten świat, ale świat przemienia nas? W próbach odpowiedzi wskazuje się często na rozwijające się od czasu oświecenia prądy intelektualne przeciwne chrześcijaństwu, które mają ogromny wpływ na kształt naszej cywilizacji. A w konsekwencji na sposób życia milionów ludzi. To oczywiście prawda. I trzeba wiedzieć, w jakim świecie się żyje, ale mnie bardziej interesuje to, jaki jest Kościół. Czy czegoś mu brakuje? Dlaczego nie potrafi przyprowadzić milionów Europejczyków na niedzielną Mszę św.? Jakiekolwiek padną odpowiedzi, na jedną nie potrafię się zgodzić – że postępująca laicyzacja jest naturalnym procesem, z którym nic nie da się zrobić. Trzeba ją przejść – jak ospę u dzieci.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się