Nowy numer 42/2019 Archiwum

To "Amoris laetitia" a nie "Spełniamy życzenia"

Ważne rzeczy są w adhortacji o rodzinie, ważne jest też to, czego tam nie ma.

No i jest posynodalna adhortacja papieża Franciszka o rodzinie. Mało który dokument kościelny był tak powszechnie oczekiwany – jednak przez różne środowiska z zupełnie różnych powodów. Chyba najbardziej niecierpliwie wyglądali go ludzie, którzy Kościół uważają za siedlisko opresji i centrum zniewolenia. Bo poszła fama, że dokument ten będzie początkiem marszu Kościoła, pod rękę ze światem, przestronną drogą ku przyszłości, wolnej od ograniczeń, od przykazań i od gadania o grzechu. Adhortacja, według tego scenariusza, miała w praktyce znieść nierozerwalność małżeństwa. Dopuszczenie do Komunii osób żyjących w obiektywnym grzechu cudzołóstwa – a na to powszechnie liczono – byłoby bezpośrednim zaprzeczeniem nauce Chrystusa, wyrażonej bez żadnych niedomówień w Ewangelii. Gdyby coś takiego się wydarzyło, musiałoby spowodować katastrofalną reakcję łańcuchową. Każdy dośpiewałby sobie, że skoro wolno zlekceważyć jedno z Bożych przykazań, to wolno i pozostałe. I Kościół nie byłby już dla ludzi skałą woli Bożej, lecz galaretowatą masą, formowaną wedle upodobań klientów.

Ale to czyste gdybanie. W adhortacji nie ma żadnych awansów dla grzechu (jak się jedni spodziewali, a inni obawiali), bo też i być nie mogło. Duch Święty czuwa nad Kościołem, a tym samym czuwa też nad jego nauką, formułowaną przez kolejnych papieży.

Papież zwraca w adhortacji uwagę na potrzebę włączenia rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach, „w chrześcijańskie wspólnoty na różne możliwe sposoby, byle tylko uniknąć okazji do zgorszenia”, ale to co innego. To przecież nawiązanie do tego, co napisał Jan Paweł II w „Familiaris consortio”. Mamy się troszczyć o naszych braci i siostry, którzy ponoszą skutki złych wyborów, ale to nie znaczy, że mamy zły wybór nazywać dobrym i udawać, że nic się nie stało. W dokumencie jest, owszem, mowa o rozeznawaniu, ale ono nie może „polegać na szukaniu współczującego księdza, który powie takiej osobie to, co ona chce usłyszeć”.

Zwraca też uwagę stanowcze stwierdzenie papieża: „Oczywiście, jeśli ktoś afiszuje się z obiektywnym grzechem tak, jakby był częścią ideału chrześcijańskiego, czy chciałby narzucić coś innego od tego, czego naucza Kościół, to nie może domagać się, by uczyć katechizmu czy przepowiadać, i w tym sensie istnieje coś, co go oddziela od wspólnoty”.

Papież w adhortacji odnosi się do wielu spraw, a jego podejście do każdej z nich jest całkowicie zgodne z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, od naturalnych metod regulacji poczęć po stanowisko wobec związków homoseksualnych.

Nie mogło być inaczej.

Przeczytaj omówienie: Nowa adhortacja o rodzinie - gorące tematy

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Zobacz także

  • Maluczki
    10.04.2016 10:55
    Ależ się borykamy!
    Gdyby w Kościele było uczone tego, co to jest małżeństwo i tego przestrzegane, to nie musielibyśmy borykać się z odpieraniem ataków materializmu na Kościół z tego powodu.
    To, co dziś nazywa się małżeństwem, nim nie jest.
    Małżeństwem jest tylko i wyłącznie mężczyzna i kobieta złączeni miłością małżeńską, która jest czysta, czyli pierwsza i jedyna. Pan Jezus wyraził to tak:
    "On odpowiedział: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę? I rzekł: Dlatego opuści człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwojgiem, lecz jednym ciałem. Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela"
    Mt19,4-6.
    To właśnie miłość małżeńska sprawia że małżonkowie stanowią jedno ciało. Miłość małżeńska nie jest aktem woli małżonków. Jest ona darem Boga. Dar ten otrzymują jedynie dzieci rodziców żyjących po Bożemu, bo miłość małżeńska jest to miłość pochodząca z Nieba, która uszczęśliwia. Jedynymi ludźmi na tym świecie, którym jest dane tu na ziemi zakosztować miłości panującej w Niebie, to małżonkowie.
    Aby człowiek został obdarzony przez Boga zdolnością do miłości małżeńskiej,musi do tego wzrastać w odpowiednich warunkach.
    Dziecko od poczęcia musi być obdarzane miłością i w takich warunkach wzrastać aż do pełnoletniości.
    Polega to na wychowywaniu w sprawiedliwości, pełnym poszanowaniu jego godności, nieskalanej wierności i oddaniu. Ta rola przynależy głównie matce, ale może też zastąpić ją inna kobieta np. babcia. Ojciec też bierze w tym udział, ale jego rola jest drugoplanowa.
    Dziecko należy chronić przed złymi treściami i uczyć je na temat prawdy o życiu, oraz przygotowywać do samodzielnego życia. To przygotowanie i nauka winno być ukończone wraz dojrzeniem biologicznym dziecka.
    Takie wychowanie dziecka uzdalnia je do miłości oblubieńczej, która po współżyciu płciowym przeradza się w miłość małżeńską
    Człowiek ma nie tylko nie rozdzielać tego co Bóg złączył, ale ma obowiązek wobec Boga i dzieci, troszczyć się o to, aby Bóg mógł jak najwięcej łączyć i aby to złączone mogło bez przeszkód realizować swoje złączenie.
    Tak rodzi się i jest małżeństwo i nic innego małżeństwem nie jest. Reszta to cudzołożne spółki egzystencjalno-seksualne.
    Odnośnie czystości;
    Sama czystość to mało, ona nie daje zdolności do miłości oblubieńczej/małżeńskiej. Nieczystość zabija zdolność do miłości oblubieńczej/małżeńskiej.
    Zdolność do miłości oblubieńczej i zawarcia małżeństwa ludzie posiadają od momentu dojrzenia do paru lat po dojrzeniu. Potem ta zdolność stopniowo zanika i zawarcie prawdziwego małżeństwa staje się niemożliwe. Ludzie po tym okresie nie są już zdolni do bycia jednym ciałem.
    Każde działanie szkodzące małżeństwom, jest grzechem przeciwko Szóstemu Przykazaniu Bożemu.
  • Andrzej
    11.04.2016 09:56
    Warto zauważyć, że w adhortacji papieża Franciszka pominięty został bardzo istotny fragment adhortacji Jana Pawła II „Familiaris Consortio” dot. moralnego zakazu przystępowania do Komunii św. osobom współżyjącym w drugich związkach (FC 84), natomiast z drugiej strony w p. 298 pojawia się zachęta do utrzymania intymnego współżycia w nieregularnym (cudzołożnym) związku w celu dochowania wierności partnerowi i dla dobra dzieci. Świadczy o tym poniższy fragment adhortacji, gdzie jest odwołanie [19] do Konstytucji Duszpasterskiej papieża Pawła VI "Gaudium et spes":

    "Czym innym jest drugi związek, który umocnił się z czasem, z nowymi dziećmi, ze sprawdzoną wiernością, wielkodusznym poświęceniem, zaangażowaniem chrześcijańskim, świadomością nieprawidłowości swojej sytuacji i wielką trudnością, by cofnąć się wstecz bez poczucia w sumieniu, że popadłoby się w nowe winy. Kościół uznaje sytuacje „gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów – jak na przykład wychowanie dzieci – nie mogą uczynić zadość obowiązkowi rozstania się”[19]".

    [19] JAN PAWEŁ II, Adhort. apost. Familiaris consortio (22 listopada 1981), 84: AAS 74 (1982), 186. W tych sytuacjach wielu, znając i przyjmując możliwość pozostawania w związku “jak brat i siostra”, którą oferuje im Kościół, odkrywają, że jeśli brak pewnych wyrazów intymności “nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone” (Sobór Wat. II, Konst. duszpast. Gaudium et spes, 51).

    Ten 51 punkt „Gaudium et spes” mówi bowiem: 
    "Gdzie zrywa się intymne pożycie małżeńskie, tam nierzadko wierność może być nastawiona na próbę a dobro potomstwa zagrożone. Wtedy bowiem grozi niebezpieczeństwo zarówno wychowaniu dzieci, jak i zdecydowanej woli przyjęcia dalszego potomstwa".
    Źródło: http://www.duszpasterstworodzin.gniezno.opoka.org.pl/upload/files/dokumenty_kosciola/gaudium_et_spes.pdf

    Problem w tym, że ww. fragment "Gaudium et spes" odnosi się do małżeństw sakramentalnych. A tutaj w adhortacji został przywołany do sytuacji nieregularnej dot. związku nieregularnego czyli cudzołożnego.

    Cały czas aktualne są słowa Pana Jezusa, że "Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela" (Mt 19, 6), a więc żaden człowiek (także dziecko) nie może rozdzielać prawowitych małżonków i nikt poza Bogiem nie może mieć pierszeństwa przed prawowitym współmałżonkiem, który jeśli nawet zdradził, to zawsze ma szansę się nawrócić i być otwarty na odbudowę relacji. 
    Aktualne również jest 6, 9 Boże Przykazanie oraz aktualne jest przymierze małżonków z Bogiem tj. sakramentalna przysięga małżeńska, w której nie ma żadnej klauzuli dodatkowej zwalniającej z obowiązku jej dotrzymania, co stanowi istotę jej nierozerwalności. Żadne okoliczności łagodzące (np. wina jednej czy drugiej strony) tej prawdy Bożej nie zmieniają. 
    "Trzeba słuchać bardziej Boga niż człowieka" (D 5, 29) - z wczorajszego niedzielnego Czytania...
    doceń 7
  • pepino
    11.04.2016 15:23
    polecam: http://ekai.pl/wydarzenia/polska/x98642/ks-prof-mazurkiewicz-papiez-bardziej-broni-grzesznikow-niz-doktryny-kosciola/
    doceń 5
  • jeszcze jeden głos
    13.04.2016 10:11
    Ten dokument powinien być rozpatrywany w szerokim kontekście dotychczasowych działań Bergoglio na Stolicy Piotrowej.

    Od samego początku wyrażał on swoje heterodoksyjne przekonania w kwestiach moralności, także małżeństwa. Trzeba przypomnieć o jego posunięciu w sprawie procesu uznawania małżeństw za niezaistniałe. Wprowadzone przez niego zmiany, zresztą przygotowane w tajemnicy przed Kościołem i wbrew przyjętym procedurom, są z jednej strony powrotem do naprawdę złych praktyk w tej dziedzinie, a z drugiej strony dodają do tych skompromitowanych praktyk nowe równie złe elementy. Jest to podważenie nierozerwalności małżeństwa poprzez praktykę orzecznictwa kościelnego, zresztą niezgodną z nauczaniem KK.

    Mieliśmy też zgorszenia związane z synodem "O rodzinie", który od początku był tubą dla podważających nauczanie Kościoła w sprawie moralności seksualnej i małżeństwa, jak kar. Kasper. W czasie tego synodu, który pewnie zostanie zaliczony do chwil próby i kuszenia Kościoła, słyszeliśmy różne wypowiedzi biskupów i kardynałów opowiadających się za komunią dla rozwiedzionych i za uznaniem homoseksualizmu.

    Jasne było więc, że dokument po-synodalny przygotowany przez Bergoglio i jego najbliższych współpracowników - charakterystyczne są to często ludzie nieumocowani w odpowiednich strukturach watykańskich - będzie szedł w tę samą stronę, czyli podważenia nierozerwalności małżeństwa, prób uznania związków pozamałżeńskich za akceptowalne, podważenia nauczania o grzechu sodomskim. Oczywiście nie mogło to być zrobione w oparciu o Pismo Święte i dotychczasowe nauczanie KK, które są w tych sprawach bardzo jasne. Musiało więc dojść do wybiórczego cytowania i przekręcania tekstów.
    Przykładem jest choćby cytowanie Familiaris Consotio jednak bez jego kategorycznych ustaleń dotyczących odmowy komunii żyjącym w ponownych związkach, jeśli nie zdecydowali się na życie we wstrzemięźliwości. Co więcej, cytowany jest w kontekście związków niesakramentalnych dokument SW2 "Gaudium et spes" mówiący, że dla podtrzymania wierności potrzebne są pewne formy intymności. Jest to jednak wypaczenie tego dokumentu, bo tam chodziło o małżeństwa, a nie związki niesakramentalne.

    Oczywiście autorzy jak ognia próbowali unikać wypowiedzi, które dawałyby się zakwalifikować jako heretyckie. Jednak przy tak brutalnym, pomimo bergogliańskiego języka "miłosierdzia", ataku na małżeństwo i moralność w dziedzinie seksualności. Dokument ten stwierdza jakoby wymaganie, żeby małżeństwo było na wzór więzi Chrystusa z Kościołem jest nierealistyczne.

    Pogląd taki został potępiony na Soborze Trydenckim, gdzie powiedziano, że nieprawdą jest jakoby przykazania Boże były ponad ludzkie siły, a każdego, kto by tak twierdził obłożono klątwą. Sam Chrystus mówi: "Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny
    sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”. Mt 11, 29-30

    Na szczęście ten dokument nie wprowadza rozwiązań doktrynalnych, ani rozstrzygnięć pastoralnych. A niestety pewnie będzie takich coraz więcej, bo Bergoglio będzie dalej realizować plany swoje i swojej grupy. Zresztą, gdyby nawet wypowiadał się w tym dokumencie urzędu, to i tak nie miałby on mocy wiążącej, bo żaden papież nie ma prawa podważać nauczania KK, w tym poprzednich papieży, a tym bardziej nauczania Chrystusa. Mówi o tym np. dokument dotyczący papiestwa SW1.
    doceń 4

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji