Nowy numer 46/2018 Archiwum

Apokaliptyczne proroctwo

O tej książce papież Franciszek powiedział: „Radzę ją przeczytać”. Wcześniej zwracał na nią uwagę publicznie także kard. Ratzinger. „Pan świata” to napisana ponad sto lat temu prorocza wizja dzisiejszej cywilizacji.

W styczniu 2015 r. papież Franciszek wracał samolotem z Filipin. Jeden z dziennikarzy zapytał go wówczas, co ma na myśli, kiedy mówi o „kolonizacji ideologicznej”. Franciszek dał najpierw jako przykład sytuację, gdy udziela się pomocy finansowej szkole pod warunkiem uwzględnienia przez nią „teorii gender”. „Wprowadzają do życia ludzi idee, które nie mają nic wspólnego z ich życiem narodowym” – mówił z oburzeniem. Potem przywołał książkę, wydaną na początku XX w.: „Pana świata” Roberta Hugh Bensona. „Jest to książka, której autor zobaczył w tamtym czasie dramat kolonizacji ideologicznej… Czytając tę książkę, zrozumiecie dobrze, co mam na myśli, używając określenia »kolonizacja ideologiczna«”.

Franciszek mówił o tej samej książce już wcześniej. W homilii z 18 listopada 2013 r. stwierdził, że „także dzisiaj duch światowości prowadzi nas do progresywizmu, do uniformizmu myślenia”. Wymienił przy tym utwór Bensona, mówiąc, że pokazuje on, jak duch świata prowadzi do apostazji, „niemal jakby to było proroctwo, jakby [autor] przewidywał, co się stanie”.

No dobrze, ale czy ktoś z nas słyszał o „Panu świata” i Bensonie? Dzisiaj – przynajmniej w Polsce, bo w świecie anglofońskim jest inaczej – ten tytuł i autor są praktycznie nieznani.

Autor, Robert Hugh Benson, urodzony w 1871 r., był – bagatela! – synem anglikańskiego arcybiskupa Canterbury. Miał braci, którzy także byli literatami. Robert szedł początkowo drogą kariery duchownego anglikańskiego, lecz w roku 1903 nawrócił się do Kościoła katolickiego, a rok później otrzymał ważne święcenia kapłańskie w Rzymie. Zmarł w roku 1914.

„Pan świata” nie wyczerpuje dorobku literackiego ks. Bensona. Jednak to „Pana świata” stawia się do dziś w szeregu tak wybitnych dzieł jak „My” Jewgienija Zamiatina (1921), „Nowy wspaniały świat” Aldousa Huxleya (1932) czy „1984” George’a Orwella (1948).
 

Imperium humanitaryzmu

W świecie XXI w., przedstawionym w „Panu świata”, Europa jest jednością polityczną (i to razem z Afryką – najwyraźniej jesteśmy w świecie europejskich imperiów kolonialnych); istnieje parlament europejski i prezydent Europy. Obie Ameryki są zjednoczone (chociaż nie odgrywają też większej roli politycznej – tutaj Benson nie przewidział zmiany, która miała nastąpić wraz z I wojną światową). Ludzie Zachodu obawiają się Cesarstwa Wschodniego, obejmującego całą Azję od Uralu, a religijnie reprezentującego przede wszystkim mahometanizm.

Już w prologu powieści mówi się nam, że liczą się tylko trzy siły duchowe: katolicyzm, humanitaryzm i religie Wschodu. O tych ostatnich wiemy najmniej, natomiast dramatyczna akcja książki wynika z apokaliptycznej konfrontacji Kościoła i świeckiego humanitaryzmu.

Humanitaryzm jest ideologią panującą w krajach Zachodu. Jest równocześnie wrogi chrześcijaństwu i jednak powstały jakby wskutek pewnej operacji przeprowadzonej na chrześcijaństwie: stworzyli go ludzie należący do społeczeństw niegdyś chrześcijańskich, usuwając z kultury chrześcijańskiej pierwiastek nadprzyrodzoności i w ogóle więź z Bogiem różnym od świata. W to miejsce humanitaryzm wprowadził mglistą duchowość typu panteistycznego (jako żywo przypominającą New Age znany nam z lat 90. ubiegłego wieku). Jednak panteistyczne medytacje są przedmiotem zainteresowania nielicznych, natomiast masy – kierowane przez emocjonalną pożywkę z gazet – pasjonują się raczej wielkimi ruchami społecznymi: dążenie do zjednoczenia świata i wyeliminowania z niego niepokojów jest najważniejszym tematem społecznych przeżyć.

Humanitaryzm, jako ideologia dominująca, tworzy parę z demokracją, jako ustrojem państwowym, z partią socjalistyczną w roli głównej. Istotną i już w ogóle nieskrywaną rolę odgrywa masoneria, organizacja niejako zastępująca Kościół w życiu społeczeństwa. Potrzebne temu nowemu społeczeństwu rytuały i święta są kopiami rytuałów masońskich, przyrządzanymi fachowo przez księży-odstępców, wciąż świetnie czujących się w masowych celebrach.

Na ten nowoczesny laicki świat patrzymy z perspektywy Londynu, przez pryzmat życia przedstawicieli jego elity: polityka Olivera Branda i jego żony Mabel. W tle przesuwają się tłumy – wyciszone i szare na co dzień, zaś dziko rozemocjonowane, gdy trzeba świętować kolejne etapy zjednoczenia świata lub ścigać katolików rozpoznanych jako podejrzanych o zamachy na przywódców ludzkości. Codzienność jest racjonalnie zorganizowana, masy ludzi przenoszą się bezszelestnie do pracy i z niej. Jest jakoś szaro i bezwonnie, dba się o wyciszenie wszelkich hałasów. Jeśli zdarzy się jakiś wypadek, natychmiast na miejscu zjawia się „służba eutanazji”, by oszczędzić cierpień poranionym; zresztą eutanazja – zalegalizowana w 1998 roku (!) – jest wyjściem do wyboru dla każdego, kto chce „odejść z godnością”.
 

Kościół czasów ostatecznych

Jedyną duchową alternatywą dla tej mieszanki humanitaryzmu i liberalnego socjalizmu jest Kościół i stworzona kiedyś pod jego wpływem cywilizacja chrześcijańska. Katolicy są już jednak mniejszością w morzu bezreligijnych społeczeństw Zachodu. Mniejszością, w której wzrastające ciśnienie okoliczności przyspiesza ekstatyczną świętość nielicznych, ale i apostazję całych narodów lub wpływowych hierarchów.

W powieści Bensona widzimy dwóch papieży: najpierw Jana XXV, panującego przez kilka dziesięcioleci obrońcę wiary świadomie upodobnionego do Piusa X (w którego czasach powstawał utwór); następnie wybranego w trybie nadzwyczajnym Sylwestra II, pasterza czasów dosłownie ostatecznych. Dwóch papieży – ale przedstawiony nam styl papiestwa składa się z trzech warstw.

Pierwsza to Rzym papieski odmalowany jako barwna enklawa tradycji, przyciągająca do siebie wszystkie osobistości starej cywilizacji chrześcijańskiej, na czele z monarchami wypędzonymi ze swoich królestw, teraz służącymi papieżowi do uroczystej Mszy. Ta enklawa „dawnego życia” jest jakby kompletnym przeciwieństwem szarości i funkcjonalności nowoczesnych miast. W Rzymie żyje się z manifestacyjną staroświeckością (dość powiedzieć, że kardynałowie jeżdżą karocami, a papież na mule lub jest noszony na sedia gestatoria z powiewającymi strusimi piórami…).

Jednak w środku tej wydzielonej przestrzeni konserwatywnego buntu przeciw unifikacji i ubóstwionej nowoczesności znajdują się nagle winda i maszyna do pisania (mamy rok 1907!), które uprzedzają, że Kościołem zarządza się – w sumie – bardzo nowocześnie.

« 1 2 »
oceń artykuł
  • Ktoś
    03.10.2017 11:06
    po co komu?
    doceń 7
  • JAWA25
    03.10.2017 11:29
    „Pana świata” stawia się do dziś w szeregu tak wybitnych dzieł" kto stawia?
    doceń 7
  • JAWA25
    03.10.2017 11:31
    "Humanitaryzm, jako ideologia dominująca, tworzy parę z demokracją, jako ustrojem państwowym, z partią socjalistyczną w roli głównej. Istotną i już w ogóle nieskrywaną rolę odgrywa masoneria" brakuje cyklistów i ...
    doceń 9
  • JAWA25
    03.10.2017 12:05
    nie byłoby przeciwstawienia humanitaryzmu i chrześcijaństwa, gdyby chrześcijanie zawsze i wszędzie przestrzegali zasady "jeden drugiego brzemiona noście" (Ga 6,2) i "nie ma wolnego ani niewolnika" (Kol 3,10) tymczasem jeszcze w 1866 Kongregacja ds. Wiary uznawała niewolnictwo za usprawiedliwione
    doceń 8

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji