Nowy numer 21/2022 Archiwum

Centralizm szkodzi Europie

O kulisach debaty w PE, niejednomyślności komisarzy i sojusznikach Polski z prof. Ryszardem Legutką, europosłem PiS, rozmawia Jacek Dziedzina

Jacek Dziedzina: Czy w kuchni Parlamentu Europejskiego krytycy polskiego rządu mówią to samo co na sali plenarnej? Naprawdę wierzą, że w Polsce dzieje się coś złego?

Prof. Ryszard Legutko: Duża część europosłów ma poglądy centralistyczne i to jest dla nich dobra okazja, żeby się wtrącać w nasze sprawy. A że Unia już dawno przesunęła się na lewo, to każdy rząd konserwatywny jest z konieczności podejrzany. Na to nakłada się kompleks Orbána. Ta artyleria wymierzona w Polskę jest po to, żeby nas na samym początku przydusić, żeby nie powtórzył się casus Orbána, zwłaszcza że jesteśmy krajem większym niż Węgry. I takie sygnały dostawałem: wy idziecie drogą Orbána, nie możemy do tego dopuścić. Z drugiej jednak strony bardzo wielu europosłów z tych grup, które oficjalnie są krytyczne, zarówno chadecy, jak i socjaliści, a nawet liberałowie i zieloni, podchodziło do nas prywatnie, mówiąc: trzymajcie się, popieramy was. A po debacie gratulowali nam świetnego wystąpienia pani premier i mówili, że to w ogóle skandal, że do debaty doszło.

Nawet krytycy mają świadomość, że to zwykły teatr?

Tak, i to nie tylko ze wschodniej części Europy, ale też z innych krajów. To się nie przebiło, bo nie zabrali głosu na forum. Wiem, że na przykład węgierski Fidesz chciał zabrać głos, ale się nie załapał na listę. A jeszcze ciekawsze jest to, że podobno sama Komisja Europejska chciała całe to zamieszanie wokół Polski wyciszyć.

Przecież w świat poszedł komunikat, że decyzja o wszczęciu postępowania zapadła jednomyślnie…

Rozmawiałem z dwoma komisarzami dzień przed decyzją i przekazali mi informację, że jest wola wyciszenia sprawy. Później to kolegium komisarzy trwało o godzinę dłużej, niż zaplanowano, co jest bardzo rzadkie, po czym wyszedł wiceprzewodniczący Timmermans i powiedział, że decyzja zapadła jednogłośnie. My jednak mamy informacje, że wcale tak nie było. Nie zaistniało żadne głosowanie, było dużo głosów krytycznych wobec tego projektu. I z tego, co wiemy, bardzo przyzwoicie zachowała się nasza komisarz, pani Elżbieta Bieńkowska.

Próbowała zablokować tę decyzję?

Miała wypowiadać się przeciwko wszczynaniu jakichkolwiek procedur. Nie mogę wziąć pełnej odpowiedzialności za to, bo tam nie byłem, spotkanie miało charakter poufny, ale z wiarygodnych przecieków wynika, że tak właśnie było.

To w ogóle dopuszczalne, że nie wiemy, kto w jaki sposób głosował w Komisji w tak ważnej sprawie?

To jest specyfika tej instytucji. I do tego jeszcze wiceprzewodniczący Timmermans najwyraźniej minął się z prawdą, mówiąc, że decyzja zapadła jednomyślnie. Widać też, że to była raczej jego inicjatywa. On już dał się poznać jako centrysta unijny, ideolog. W czasie debaty w PE powiedziałem wyraźnie, że są zastrzeżenia do tej procedury, zgłaszają je służby prawne Rady Europejskiej, jest nawet dostępny dokument, który zasadniczo kwestionuje tę procedurę. A Timmermans nie odpowiedział, tylko zaczął rzucać jakimiś ogólnikami, że skoro weszliśmy do Unii wszyscy, to godzimy się na to, żeby się nawzajem kontrolować…

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama