Nowy numer 29/2019 Archiwum

Wierny szpieg

Film Spielberga „Most szpiegów” nie mija się specjalnie z faktami, ale reżyser chyba przesadził, serwując nam wzruszający wizerunek sowieckiego szpiega.

Tytuł filmu sugeruje, że będzie to szpiegowski thriller, ale tak nie jest. Nie ma tu także żadnej zagadki, bo scenariusz został oparty na dobrze znanej i udokumentowanej historii schwytania w 1957 r. sowieckiego szpiega Rudolfa Abla, w okresie narastającego napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Związkiem Radzieckim.

Pierwsze, rozgrywające się właściwie bez słów sceny „Mostu szpiegów”, z Ablem na pierwszym planie, to prawdziwy filmowy majstersztyk, w znacznej mierze dzięki kreacji Marka Rylance’a. Zatrzymany przez agentów Abel zostaje oskarżony o działalność szpiegowską i mimo że może spodziewać się kary śmierci, nie korzysta z propozycji współpracy z amerykańskim wywiadem ani też nie ujawnia żadnych szczegółów swojej szpiegowskiej działalności.

Ponieważ nikt nie chce bronić oskarżonego, rząd zwraca się do Jamesa Donovana, brooklyńskiego prawnika, który w czasie II wojny współpracował z amerykańskim wywiadem. Donovan jest specjalistą w sprawach ubezpieczeniowych, nie ma doświadczenia w sprawach kryminalnych, ale podejmuje się obrony sowieckiego szpiega. Zdaje sobie sprawę, że naraża się opinii publicznej, reagującej nerwowo na szpiegowską działalność w grożącej konfliktem sytuacji międzynarodowej. Wbrew stanowisku żony i przyjaciół Donovan słusznie uważa, że „każdy zasługuje na obronę. Każdy człowiek się liczy”. Wydaje się nawet, że zaczyna podziwiać swojego klienta za niezłomną postawę w czasie śledztwa, podczas którego nikogo nie wydał. Wobec niezbitych dowodów winy kara jest surowa, ale adwokatowi udaje się przekonać sędziego, by nie wydawał wyroku śmierci. Po kilku latach okaże się, że dzięki tej decyzji na tytułowym moście dojdzie do wymiany Abla na amerykańskiego pilota Gary’ego Powersa, zestrzelonego w czasie szpiegowskiej misji nad terytorium Rosji. Mostem szpiegów nazywano znajdujący się w Berlinie most Glienicke, na którym przebiegała granica między Berlinem Zachodnim a Niemcami Wschodnimi, i gdzie później jeszcze kilkakrotnie doszło do wymiany agentów.

Film Spielberga nie mija się specjalnie z faktami, ale reżyser chyba przesadził, serwując nam niezwykle wzruszający wizerunek Abla. Jego postać budzi sympatię widza, który zapomina, dla kogo działał i jakich szkód dokonał w czasie szpiegowskiej misji. Na ekranie widzimy dobrodusznego starszego człowieka prześladowanego przez zbirów z FBI.

Czerwona panika

Spielberg znakomicie pokazał przejawy „czerwonej paniki”, czyli strachu przed konfliktem nuklearnym, jaka wybuchła w Stanach Zjednoczonych w najbardziej chłodnych momentach zimnej wojny. Nie widzimy jej przejawów bezpośrednio na ekranie, ale jest wszechobecna w mistrzowskich scenach rozmowy Donovana z dziećmi. Adwokat, który nie wierzy, a może nie chce wierzyć w starcie między mocarstwami, musi uspokajać zestresowanego syna, który przynosi ze szkoły najnowsze informacje, jak zabezpieczyć się przed wybuchem bomby atomowej. Reżysera nie interesują natomiast polityczne realia i uwarunkowania, które do tej paniki doprowadziły.

Czy rzeczywiście, jak wynika z filmu, była to nieuzasadniona histeria? Czy objawy wrogości, z jaką spotyka się Donovan, kiedy podjął się obrony sowieckiego szpiega, były niczym nie umotywowaną reakcją bezrozumnego tłumu podburzonego państwową propagandą? To, co widzimy na ekranie, czyli ataki na dom i rodzinę obrońcy, zostały w filmie przerysowane dla celów dramaturgicznych. W czasie, kiedy bronił szpiega, Donovan otrzymywał listy z pogróżkami, a jego żona i dzieci spotykały się z niechętnymi komentarzami, ale nikt do nich nie strzelał ani nie obrzucał kamieniami.

Zimna wojna, potraktowana w filmie z dystansu, była przecież rzeczywiście wojną, nawet jeśli do jawnej konfrontacji militarnej między mocarstwami dochodziło tylko sporadycznie. W wydanej również w Polsce książce „Zimna wojna” Robert Cowley, ceniony historyk wojskowości, zauważył, że „zarówno Wschód, jak i Zachód dążyły do pełnego zwycięstwa. Nie było żadnej płaszczyzny porozumienia”. Natomiast Donovan miał rację co do sensu budowy przydomowych schronów przeciwatomowych, bo jak dowodzi Cowley, „cały system obrony cywilnej był w gruncie rzeczy bezsensownym marnotrawstwem czasu i pieniędzy”. A takie schrony powstawały jak grzyby po deszczu. Nie można jednak zaprzeczyć, że strach przed zagładą był nieuzasadniony. Amerykanie budowali schrony, a my zbieraliśmy zrzucaną z balonów stonkę. Służby wywiadowcze USA nie miały też zbyt wiele sukcesów w wykrywaniu działających tam siatek szpiegowskich, więc sprawa schwytania Abla została mocno nagłośniona, a FBI wzywała do zachowania czujności. Znakomicie oddają to filmy i fragmenty telewizyjnych programów informacyjnych z lat 50. dostępne w internecie, w tym również dotyczące procesu Abla.
 

Los szpiega

Te objawy szpiegomanii mogą nas dzisiaj śmieszyć, ale sukcesy sowieckich siatek szpiegowskich nie były przecież czystą fantazją. Wyśmiewano się z działalności senatora McCarthy’ego, chociaż dzisiaj, po ujawnieniu wielu tajnych dokumentów, w ramach operacji Venony, dzięki której rozszyfrowano radzieckie depesze, można stwierdzić, że senator nawet nie doceniał penetracji amerykańskiej administracji, sfer gospodarczych i intelektualnych przez agentów czy środowiska współpracujące z komunistami. Fizycy pracujący nad bombą atomową, wysocy funkcjonariusze waszyngtońskiej administracji, jak np. Alger Hiss z Departamentu Stanu, to tylko niektórzy z ówczesnych radzieckich szpiegów. FBI nie mogło jednak użyć w sądzie zdobytych tą drogą dowodów, by nie zdradzić szczegółów tajnej operacji, więc agencję oskarżano o polowanie na czarownice.

W czasie seansu śmiech widzów wywołała scena, w której szpiegowi przedstawiono, prócz dwóch innych, zarzut, że nie zarejestrował się jako agent obcego wywiadu działający na terenie USA. Jednak scenarzystów nie poniosła fantazja, bo ustawa o działalności obcych wywiadów w tym kraju zobowiązywała wszystkich agentów, obojętnie czy z państw przyjaznych czy wrogich do rejestracji w odpowiednim departamencie Sekretariatu Stanu. Za brak rejestracji groziła kara więzienia, ale trudno się spodziewać, by tzw. wrodzy agenci zbyt często tego przepisu przestrzegali. Abel za brak rejestracji został dodatkowo skazany na 5 lat więzienia.

Zarówno Abel, którego prawdziwej tożsamości CIA nie zdołało nigdy odkryć, ani Powers nie spotkali się po powrocie ze zbyt entuzjastycznym przyjęciem. Rosjanie chyba nie do końca ufali Ablowi i odsunęli od pracy w wywiadzie, chociaż oficjalnie fetowano go jako bohatera. Powersa po powrocie krytykowano, że nie wykonał rozkazu aktywowania mechanizmu autodestrukcji samolotu, przez co w ręce wroga wpadły urządzenia szpiegowskie, a on sam nie popełnił samobójstwa, jak to zaleciła mu CIA, i ujawnił Rosjanom tajne informacje. Wszystkie te zarzuty oddaliła senacka komisja. Później Powers aż do swej tragicznej śmierci pracował jako pilot helikoptera dla jednej ze stacji telewizyjnych.

Most szpiegów, reż. Steven Spielberg, wyk.: Tom Hanks, Mark Rylance, Scott Shepherd, Amy Ryan, Sebastian Koch, USA, 2015

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL