Nowy numer 27/2020 Archiwum

Najmłodsza córa islamu

Wy wszyscy z francuską flagą, symbolem zdrajców, zasługujecie na kule w łeb – napisał na Facebooku jeden z terrorystów przed zamachem w Paryżu. Wychował się we Francji. Kilkanaście tysięcy takich jak on myśli podobnie. Najstarsza córa Kościoła stała się łatwym łupem dla islamu.

Drugie wyznanie

Reportaż, kolejny z serii, o werbowaniu młodych Francuzów i przenikaniu struktur Al-Kaidy do Francji ukazał się na dwa tygodnie przed 13 listopada w „Madame Le Figaro”. Dounia Bouzar ostrzega w nim, że sprawa jest poważna. Pisze też: „Francja poddała się islamowi. Mówię to jako była muzułmanka”. Choć przechadzając się dziś ulicami Miasta Świateł łatwo zauważyć, że kraj ten zmienia wyznanie, to niestety trudno jest zweryfikować, jak faktycznie rzeczy się mają. Poprawność polityczna i laïcité doprowadziły bowiem we Francji do absurdów, takich jak zakaz spisu ludności pod kątem wyznań. Dlatego nie wiadomo do końca, ilu jest nad Sekwaną wyznawców Mahometa. Jak twierdzi dziennik „Le Monde”, we Francji żyje od dwóch i pół do ośmiu milionów muzułmanów. Powołuje się przy tym na badania instytutów Insee i INED, które w 2008 r. podały, iż mieszka tam około 3,9 mln muzułmanów między 18. a 50. rokiem życia. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych szacowało zaś w tym samym czasie, że liczba ta przekracza 5 mln. Dla porównania mówi się o 11 mln katolików, 0,5 mln protestantów, 150 tys. buddystów i 125 tys. żydów.

Pewne jest, że wyznawcy Allaha spotykają się w 2500 meczetach we Francji. Według „Magazine Le Figaro” 148 z nich skupia salafitów, czyli radykalny odłam islamu (mówi się nawet o 300 takich miejscach!). Gazeta powołuje się na dane MSW. – Jedna czwarta katolików w ostatnim czasie zaczęła meczety odwiedzać. Zaczyna się od tego, że ktoś cię zaciągnie na modlitwę w piątek – tłumaczy mi Moh-Christophe, nawrócony z islamu na chrześcijaństwo Algierczyk.

Odwiedzamy jedno z większych miejsc kultu muzułmanów w Île-de-France. Meczet w Creteil może pomieścić 1600 osób. Oświetlony jak stadion, dominuje nad kilkutysięcznym osiedlem pod Paryżem. Jest piątek, czas najważniejszej dla wyznawców Allaha modlitwy. Wokół świątyni jest coraz gęściej. Wszyscy pospiesznie ściągają obuwie przed wejściem. Mężczyźni w długich sukniach arabskich, ale i Francuzi w garniturach. Niektórzy w dresach wbiegają na ostatnią chwilę. Meczet jest już prawie pełen, kiedy muezin odśpiewuje pierwsze nuty modlitwy.

– Gdyby ci wszyscy Francuzi kiedyś nawiązali relację z Chrystusem, nie przychodziliby tu – mówi mi Moh-Christophe. – Kiedy 50 lat temu przyjechałem do Francji, na ulicach mijałem księży w sutannach, zakonnice. To mnie frapowało. O Chrystusie usłyszałem w radiu. Teraz nie wolno takich rzeczy mówić. Kościół się schował. A na ulicach zamiast sutann widzę suknie imamów. To o czym to świadczy? Francja to łatwy łup dla islamu, bo trafia tu w pustkę.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama