Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wielkie milczenie

z Alainem Besançonem, historykiem, o tym, dlaczego w Paryżu doszło do zamachów i jaka jest w tym rola islamu rozmawia Joanna Bątkiewicz-Brożek


Joanna Bątkiewicz-Brożek: Gdzie był Pan 13 listopada wieczorem?


Alain Besançon: W domu, trochę czytałem, słuchałem muzyki.


O tym, co dzieje się za rogiem, usłyszał Pan z telewizji?


Zadzwoniły do mnie dzieci i powiedziały, co się dzieje.


Pana pierwsza reakcja? Wściekłość?


Skąd! Próbowałem raczej na szybko zanalizować sytuację.


I co?


Mamy, cośmy chcieli. 


Mocne. Kogo Pan posadził na ławie oskarżonych? Politykę Francji na Bliskim Wschodzie czy waszą „świętą” laïcité? 


Postawa Francji wobec muzułmanów – to jest winny. Przyjęliśmy ich, nie myśląc o tego konsekwencjach. Całkowita uległość. I ta postawa dotyczy wszystkich – szefów przedsiębiorstw, polityków, Kościoła, Żydów. Wszystkim wydawało się, że muzułmanie to tacy sami ludzie jak my, że wsiąkną w społeczeństwo tak jak katolicy. I w imię równości otwierano im szeroko ramiona.


Polacy, którzy w latach 70. i 80. wyemigrowali do Francji, nie dostawali ani mieszkań, ani takich zasiłków socjalnych jak muzułmanie. Bo są katolikami.


Obawiam się, że ma pani rację. Muzułmanie mają we Francji więcej przywilejów, nawet nagina się do nich zasady laïcité.


Bo?


Bo Francja ma wyrzut sumienia za Algierię, Maroko, Tunezję i całą Czarną Afrykę. Za podboje i wojny, za kolonizację tych ziem. Po prostu. Oczywiście uległość wobec muzułmanów jest również efektem nacisków tego środowiska. Muzułmanie upominają się o swoje bardziej niż katolicy. 


Przy tym nie są skorzy do asymilacji.


W ogóle się nie asymilują. To jest religia ekspansji. Tam, gdzie przyjeżdżają, tam się mnożą i robią swoje. Oni muszą opanować teren.


Dlatego we Francji meczety rosną jak grzyby po deszczu.


A wierni coraz bardziej się radykalizują.


Czy od początku nie należało kontrolować miejsc, gdzie są muzułmanie?


Należało, zanim przyjadą, wyjaśnić Francji, czym jest islam. 


A kto to miał zrobić?


Jest jedna instytucja, na barkach której spoczywał ten obowiązek – Kościół katolicki. A on do dzisiaj milczy i nie chce wyjaśniać swoim wiernym, czym jest islam. Kościół u nas milczał też w sprawie komunizmu, nazizmu. To wielkie trzy cisze. Ich konsekwencje ponosimy w ostatnich dniach.


Bardzo poważny zarzut Pan stawia.


Poważny. Wiele zawdzięczam Kościołowi. Dlatego nie mogę przejść spokojnie nad tym, że wobec islamu „zdymisjonował”. Że nie chce mówić prawdy o islamie. Kościół także jest uległy wobec muzułmanów, a to bardzo poważny błąd.


Kościół prowadzi dialog z islamem. To jeszcze możliwe? 


Tylko jeśli rozmówca nie stawia się w roli naszego wroga. 


A dlaczego w Kościele nie mówimy o ewangelizacji muzułmanów? Przed zamachem w Paryżu spotkałam nawróconych z islamu, ochrzczonych, i o to mnie pytali.


Ochrzczeni muzułmanie? Nic nie słyszałem. 


« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama