Nowy numer 27/2020 Archiwum

Najmłodsza córa islamu

Wy wszyscy z francuską flagą, symbolem zdrajców, zasługujecie na kule w łeb – napisał na Facebooku jeden z terrorystów przed zamachem w Paryżu. Wychował się we Francji. Kilkanaście tysięcy takich jak on myśli podobnie. Najstarsza córa Kościoła stała się łatwym łupem dla islamu.

Za zamachami z 13 listopada w Paryżu nie stoi islam – powtarzają jak mantrę Francuzi. Kamikaze w Bataclan jednak nie krzyczeli nic innego tylko „Allah Akbar!”. „To nie są prawdziwi muzułmanie, to gangsterzy, którzy stali się fanatykami” – upiera się Samuel Laurent, autor głośnej nad Sekwaną książki „Al-Kaida we Francji”. „Jak wytłumaczyć islamskim radykałom, że oni nie reprezentują islamu?” – pytała z kolei imama z Paryża prezenterka telewizji France 24. „Oni reprezentują islam, tylko się bardziej zradykalizowali” – zaczął przełamywać tezę dziennikarki imam, ale ona szybko ucięła rozmowę. „Francja nie chce słyszeć prawdy o islamie, a to, że w tę religię wpisana jest przemoc, jest tematem tabu” – powiedział mi Alain Besançon, wybitny francuski historyk (rozmowa tutaj).

Czemu tak się dzieje? Czemu nad Sekwaną wciąż jak grzyby po deszczu rosną meczety? Jest ich tam już ponad 2500. Według tygodnika „Le Figaro Magazine” ponad 140 z nich opanowali salafici, czyli radykalny odłam islamu. Niektóre dane mówią, że co dziesiąty muzułmanin we Francji to salafita. Co gorsza, jak się okazuje, odpowiedzialni za rzeź nad Sekwaną byli Francuzami. – To były nasze dzieci, sami je wykarmiliśmy – przyznał przybity sytuacją minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve. „Takich jak oni, zradykalizowanych przez Państwo Islamskie, może być na naszym terytorium nawet kilkanaście tysięcy” – pisały gazety. Ci zradykalizowani to zwykle bardzo młodzi ludzie, między 16. a 20. rokiem życia. Wielu z nich pochodzi z dobrych i w miarę zamożnych domów. Ale także, co wydaje się kluczem, z rodzin ateistycznych. „Nawrócenie” odbywa się często w ciszy, przed komputerem. Nic nie wskazuje na radykalizację młodego człowieka, aż przychodzi moment, że zostawia rodzicom list...

Wybrani

„Kiedy będziesz czytać te słowa, będę już w Ziemi Obiecanej, w Sham (to tereny Syrii, część Libanu, Jordanii i Palestyny oraz Iraku i Turcji – według islamu na tych ziemiach odbędzie się apokaliptyczny koniec świata – red.). W Sham muszę umrzeć, by iść do Raju. (...) Zostałam dopuszczona do Prawdy. Jestem wybrana i poprowadzono mnie. Wiem, że Ciebie to wiele nie obchodzi, ale wszyscy kiedyś umrzemy, ukarze nas rozwścieczony Bóg. Mamusiu, to początek końca świata. (...) Wszyscy skończą w piekle, z wyjątkiem tych, którzy będą walczyć po stronie ostatniego imama Sham. Z wyjątkiem takich jak ja. To dla mnie trudne. Wrócę po Ciebie – powiedziano mi, że to możliwe. I kiedy obie znajdziemy się w Raju, będziesz dumna, że zostałam wybrana”.

To fragmenty listu, który 16-letnia Adele zostawiła rodzicom. O tej historii huczała cała Francja. Ojciec Adele jest psychoanalitykiem, matka historykiem. Zamożni, mieszkają w centrum Paryża. Adele ma świetne oceny w szkole, dobre relacje z matką, dobrze też rozumie się z siostrą. Nic nie wskazuje na to, że dziewczyna w zaciszu swojego pokoju całkowicie zmienia swoje myślenie. Prowadzi podwójny profil na Facebooku. Na nowym zamieszcza zdjęcia z Syrii, fotografie kobiet w burkach i z bronią w ręku.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama