Nowy numer 44/2020 Archiwum

Wszystko gra przejdź do galerii

Przyszedłem, by zobaczyć, jak z kawałka drewna można wyczarować mistrzowskie skrzypce, a usłyszałem prawdziwe love story. Posłuchajcie opowieści w dobrym tonie.

Gdy wszedłem do pracowni lutników, byłem pewien jednego: Aleksandra i Arkadiusz Gromkowie mogą bić rekord Guinnessa pod względem liczby instrumentów (muzycznych i stolarskich) zgromadzonych na metrze kwadratowym. O ich miejscu pracy naprawdę nie można powiedzieć: coś tu nie gra. Patrząc na ścianę pracowni, można dostać oczopląsu. Różne odcienie drewna, materiały, narzędzia, słoiki, struny. Obok słoiczka z zajęczym klejem w szeregu posłusznie ustawiły się smyczki z końskiego włosia.

Jak w ulu

W pracowni lutniczej, która przykucnęła przy nowoczesnej Akademii Muzycznej, ruch jak w ulu. Ludzie wchodzą, wychodzą. Zamawiają skrzypce, przynoszą uszkodzone instrumenty. Niektórzy doskonale wiedzą, o co prosić, inni przynoszą skrzypce, które znaleźli w babcinej szafie, bo ich zdaniem „coś za bardzo brzęczą”. A małżeństwo lutników bierze się do roboty. I z dnia na dzień uczy się najtrudniejszej cechy na świecie: cierpliwości. Naprawdę niewiele się w tej pracy zmieniło od czasów legendarnego lutnika z Cremony. À propos tego geniusza: Dom Sotheby’s rzadką altówkę z warsztatu Antonio Stradivariusa z 1719 roku, uważaną za jeden z najdoskonalszych instrumentów, jakie wykonał włoski lutnik, wycenił na, bagatela, 45 mln dolarów. To rekordowa cena za instrument muzyczny.

Zachowało się jedynie 10 altówek Stradivariusa. W swej pracowni lutnik wykonał 600 skrzypiec i 50 wiolonczel. Mimo technicznych gadżetów XXI wieku i „wszystkomających” urządzeń do obróbki drewna praca nad wyczarowywaniem z kawałka świerka misternie wykonanych skrzypiec nie zmieniła się od wieków. Lutnicy używają naturalnych klejów. Biorę do ręki słoiczek. Klej zajęczy wygląda jak małe chropowate grudki bursztynu. Wsypuje się go do słoiczka i rozpuszcza na parze.

Ola, uważaj na niego!

Gromkowie ukończyli w Poznaniu wyższe studia z zakresu lutnictwa, a pracownię prowadzą razem od 15 lat. Skąd taki pomysł na życie? – Pochodzę z Wodzisławia Śląskiego – opowiada Arek. – Kiedyś na lekcji skrzypiec przyszła do mojej nauczycielki jej była uczennica, która studiowała lutnictwo. Zaczęła opowiadać. Chłonąłem tę opowieść i zachwyciłem się. Byłem w piątej klasie podstawówki. Spodobało mi się. Cały czas suszyłem mamie głowę: „Chcę robić instrumenty!”. I po latach rzeczywiście trafiłem do Poznania. – U mnie to brat pierwszy wybrał lutnictwo. Pamiętam, jak sam robił sobie na dywanie gitarę elektryczną – śmieje się Ola. – Zaraził mnie. Też połknęłam bakcyla. To dzięki lutnictwu poznałam męża. Już w liceum Arek miał opinię geniusza. Wszyscy mówili, że gdy przyjdzie na studia, dla pracowni nastaną trudne czasy. Skoro jest taki zdolny, to na pewno będzie niesamowicie zarozumiały – pomyślałam sobie wówczas. Arek przyszedł po egzaminach wstępnych.

« 1 2 3 »
Wszystko gra

WIARA.PL DODANE 19.11.2015

Wszystko gra

oceń artykuł Pobieranie..

Marcin Jakimowicz

Dziennikarz działu „Kościół”

Absolwent wydziału prawa na Uniwersytecie Śląskim. Po studiach pracował jako korespondent Katolickiej Agencji Informacyjnej i redaktor Wydawnictwa Księgarnia św. Jacka. Od roku 2004 dziennikarz działu „Kościół” w tygodniku „Gość Niedzielny”. W 1998 roku opublikował książkę „Radykalni” – wywiady z Tomaszem Budzyńskim, Darkiem Malejonkiem, Piotrem Żyżelewiczem i Grzegorzem Wacławem. Wywiady z tymi znanymi muzykami rockowymi, którzy przeżyli nawrócenie i publicznie przyznają się do wiary katolickiej, stały się rychło bestsellerem. Wydał też m.in.: „Dziennik pisany mocą”, „Pełne zanurzenie”, „Antywirus”, „Wyjście awaryjne”, „Pan Bóg? Uwielbiam!”, „Jak poruszyć niebo? 44 konkretne wskazówki”. Jego obszar specjalizacji to religia oraz muzyka. Jest ekspertem w dziedzinie muzycznej sceny chrześcijan.

Czytaj artykuły Marcina Jakimowicza


Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także