Nowy numer 43/2020 Archiwum

Czeka nas gorący rok

1050 lat temu na polskiej ziemi został postawiony krzyż – przejmujący znak zwycięstwa nad grzechem i śmiercią – przypominają biskupi. Zapowiada się rok wielkich łask dla Polski. Nie możemy go przespać.

Zapowiada się bardzo gorący rok w polskim Kościele, ponieważ jubileusz chrztu Polski zbiega się z Rokiem Miłosierdzia, ogłoszonym w Kościele powszechnym przez papieża Franciszka. Do tych dwóch jubileuszy dochodzą jeszcze Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Te trzy wydarzenia (1050. rocznica chrztu, Rok Miłosierdzia, ŚDM) są zapowiedzią nieba otwartego nad Polską. Czeka nas czas łaski, czas błogosławiony. Wielka szansa odnowy, umocnienia, ożywienia polskiego Kościoła. Obyśmy jej nie zmarnowali!

Zwycięstwo Wielkiego Milenium

Gdy mówimy o rocznicy chrztu Polski, nasuwają się skojarzenia i porównania z obchodami milenijnymi w 1966 roku. Prymas Wyszyński uczynił z jubileuszu chrztu Polski wielkie narodowe rekolekcje, genialnie duszpastersko wykorzystał tę okazję. Sam rok milenijny poprzedziła Wielka Nowenna, 9 lat (!) przygotowań zgodnie z programem opracowanym przez prymasa podczas jego pobytu w więzieniu.

W program nowenny wpisał się Sobór Watykański II i jego ożywcze inspiracje. W obchodach polskiego milenium chciał wziąć udział osobiście papież Paweł VI. Władze komunistyczne dwukrotnie mu tego odmówiły. Partyjni rządcy za pomocą aparatu bezpieczeństwa próbowali na wszelkie sposoby osłabić działania Kościoła, a więc np. aresztowali peregrynujący obraz jasnogórski, organizowali konkurencyjne obchody Tysiąclecia Państwa Polskiego, utrudniali ludziom udział w uroczystościach. Rok 1966 stał się czasem duchowej walki, z której Kościół wyszedł zwycięsko.

Przyczyniła się do niego jedność episkopatu prowadzonego wizją i moralną siłą prymasa. Paweł VI wzmocnił jeszcze jego autorytet, mianując go swoim legatem na centralne obchody 3 maja na Jasnej Górze. Owoce roku 1966 są nie do przecenienia. „Bez tamtego Milenium trudno sobie wyobrazić następne ćwierć wieku polskiej historii: pontyfikat św. Jana Pawła II, wielki ruch »Solidarność« oraz odzyskaną w 1989 roku wolność” – podkreślają biskupi w liście pasterskim. Milenium nie było tylko okolicznościową kościelną „akademią”, było duchowym zwycięstwem, umocnieniem wiary, potężnym zastrzykiem nadziei dla umęczonego narodu i Kościoła.

Czy uda się powtórzyć sukces z 1966 r.?

Czym będą obchody chrztu Polski w roku 2016? Żyjemy w zupełnie innej sytuacji politycznej, w innym miejscu historii. Mamy wolną ojczyznę, ale walka duchowa jest aktualna w każdym pokoleniu. W gruncie rzeczy stawka jest nadal ta sama: czy Polska pozostanie wierna swojemu chrztowi? W 1966 roku celem Kościoła nie było pokonanie komunistów, ale uratowanie umysłów, serc, dusz przed kłamstwem dominującej bezbożnej ideologii. Chodziło o umocnienie i odnowienie wiary Polaków. Dziś, tak samo jak 50 lat temu, zagraża nam utrata Boga.

Papież Franciszek zwraca uwagę w „Ewangelii gaudium” na proces sekularyzacji, który sprowadza „wiarę i Kościół do sfery prywatnej i wewnętrznej”, neguje wszelką transcendencję, potęguje „deformację etyczną, osłabienie poczucia grzechu osobistego i społecznego oraz stopniowy wzrost relatywizmu, co powoduje ogólną dezorientację”. Sekularyzacja nie jest dziś promowana w prymitywny sposób przez reżimową partię, ale bardziej subtelnie przez dominujące media, naciski ze strony Unii Europejskiej i innych organizacji międzynarodowych, przez sporą część polityków, którzy marzą o Polsce „nowoczesnej”, czyli takiej, która odetnie się od swoich chrześcijańskich korzeni. Dlatego powtarzają, że wiara ma pozostać w zakrystii, w przestrzeni prywatnej, Kościół ma się pogodzić ze światem.

Rocznica chrztu Polski będzie kapitalną okazją do tego, aby wezwać Polaków na nowo do wierności, do wyboru Chrystusa. Najpierw w osobistej wierze, a potem także do konsekwentnego życia według tej wiary w życiu społecznym, kulturalnym, politycznym. Sól musi mieć smak, inaczej na nic się nie przyda. Mieszko I przy chrzcielnicy został zapytany o to, „czy wyrzeka się szatana i jego próżnej chwały. Następnie, czy wierzy w Boga Ojca Wszechmogącego, w Jego Jedynego Syna – Jezusa Chrystusa, wcielonego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, w Ducha Świętego, w święty, katolicki i apostolski Kościół, w społeczność świętych i w zmartwychwstanie ciała. Na wszystkie te pytania Mieszko odpowiedział: »Wierzę!«” – czytamy w liście biskupów. Potem pada zdanie: „To samo wyznanie wiary powtarzamy i my 1050 lat później”. I tu mam pewną wątpliwość.

To brzmi jakby zbyt prosto. „Powtarzamy i my…”. Ale kto? Czy na pewno wszyscy katolicy na nowo wyrzekną się zła i wyznają wiarę? Tu tkwi, jak sądzę, punkt ciężkości. Czy jako Kościół pozostaniemy na poziomie okolicznościowej akademii, czy uda się nam to, co udało się kard. Wyszyńskiemu w 1966 roku, czyli przeprowadzenie autentycznych narodowych rekolekcji? Czy będzie to rok nowej ewangelizacji, czyli odpowiedzi wiary na wyzwania dzisiejszego sekularyzmu? Nie wystarczy już dziś tylko sięganie po sprawdzone metody masowego katolicyzmu.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama