Nowy numer 43/2020 Archiwum

Między prochem a pięknem

Do Florencji pojechałam odpocząć, ale nie da się odpocząć od umierania.

Trzeciego dnia pobytu za wskazaniem Muratowa weszłam na wzgórze ze wznoszącym się kościołem San Miniato al Monte z XI wieku. W zachęcających do nieustannego odkrywania włoskich tajemnic „Obrazach Włoch” rosyjskiego pisarza wyczytałam, że siedząc na schodach przed nim, Dante żegnał się z rodzinnym miastem. Rzeczywiście, to dobry punkt wyjścia do wędrówki po Florencji – mieście cudzie z kościołami wyfruwającymi ku niebu z prawie każdej ulicy jak z gniazda. Widać je było spod San Miniato jak na dłoni wokół rzeki Arno, przedzielającej tę kartkę z widoczkiem – bo to niewątpliwie najlepsza perspektywa do fotografowania – na dwie części.

Jednak, jakby wiedziona przez nieżyjących sprawców mojego przybycia tutaj – Dantego i Muratowa – zamiast na plac przed kościołem skierowałam się na cmentarz. Przez „Porte Sante” weszłam tam z boku świątyni, czując, że perspektywa eschatologiczna jest najodpowiedniejsza do oglądania piękna Florencji. Z trasy, głośnej od aut jadących obwodnicą, weszłam do miejsca pełnego milczenia nad tym, co działo się w życiu leżących tu, a kiedyś tworzących i zwyczajnie kochających to miasto. Zobaczyłam stojące pośród cyprysów popiersia zmarłych, między innymi Carlo Collodiego, autora „Pinokia”, otwarte i niezapisane kamienne księgi, okazałe kaplice będące domami spoczynku dla trumien, krzyże i figury Pana Jezusa i aniołów, ale też rzeźby ludzi –  np. parę zakochanych z białego marmuru, z przyczepioną do dłoni karteczką, kto jest autorem tego dzieła sztuki.

Usiadłam na ławce na brzegu morza pomników i pod mocnym słońcem południa wystawiłam twarz w stronę tych, którzy odpłynęli przed wiekami z falami czasu. To była najlepsza perspektywa do przypomnienia sobie, że każde nieśmiertelne ziemskie piękno powstaje z rąk tych, co się w proch obrócą.

A dzwony kościoła San Mianiato, stanowiącego naturalną ścianę cmentarza, włączyły się do moich rozmyślań, odzywając się na „Anioł Pański": „Święta Maryjo, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Barbara Gruszka-Zych

od ponad 30 lat dziennikarka „Gościa Niedzielnego”, poetka. Wydała ponad dwadzieścia tomików wierszy. Ostatnio „Nie chciałam ci tego mówić” (2019). Jej zbiorek „Szara jak wróbel” (2012), wybitny krytyk Tomasz Burek umieścił wśród dziesięciu najważniejszych książek, które ukazały się w Polsce po 1989. Opublikowała też zbiory reportaży „Mało obstawiony święty. Cztery reportaże z Bratem Albertem w tle”, „Zapisz jako…”, oraz książki wspomnieniowe: „Mój poeta” o Czesławie Miłoszu, „Takie piękne życie. Portret Wojciecha Kilara” a także wywiad-rzekę „Życie rodzinne Zanussich. Rozmowy z Elżbietą i Krzysztofem”. Laureatka wielu prestiżowych nagród za wywiady i reportaże, m.innymi nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w dziedzinie kultury im. M. Łukasiewicza (2012) za rozmowę z Wojciechem Kilarem.

Kontakt:
barbara.gruszka@gosc.pl
Więcej artykułów Barbary Gruszki-Zych

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także