Nowy numer 44/2020 Archiwum

Jak nam zagrają

Z serią koncertów przyjedzie do Polski chór armii niemieckiej. Żołnierze-artyści wystąpią w mundurach Wehrmachtu i ze swastykami w tle. wykonają pieśni żołnierskie z okresu III Rzeszy… Bulwersujące? Uspokajamy: chodzi o chór armii rosyjskiej, z sierpem i młotem w tle, wykonujący kawałki z okresu ZSRR i sławiący „zielone ludziki” zajmujące Krym. Lepiej?

Ależ nie można tego porównywać – słychać nieraz głosy oburzenia tych, którzy totalitaryzm sowiecki zwykli traktować z większą taryfą ulgową niż nazizm. Przyznajmy: tego nie można porównywać. Przede wszystkim dlatego, że Niemcy rozliczyli się ze swoją przeszłością i nie do pomyślenia jest, by chór armii niemieckiej gloryfikował jakiekolwiek nazistowskie symbole.

ZSRR bis

Dziś trudno sobie wyobrazić, by ktokolwiek w Niemczech zgodził się na występ chóru niemieckiej armii ze swastyką czy wizerunkiem Hitlera w tle. Zresztą sama niemiecka armia sobie tego nie wyobraża. Rosja posowiecka nie tylko nigdy w takim stopniu jak Niemcy nie odcięła się od totalitarnego reżimu, ale wręcz w ostatnich latach zaczęła podkreślać pewną ciągłość i chęć odnowienia „najlepszych” tradycji ZSRR. A sam Chór Aleksandrowa (bo o nim mówimy), który kolejny raz zagości w Polsce, w 2013 r. w centrum multimedialnym agencji RIA Novosti wystąpił pod portretem Stalina i napisem „Za Ojczyznę, za Stalina, za socjalizm”. Cóż, takie prawo zwycięzców: ponieważ to Związek Radziecki pokonał III Rzeszę, w naturalny sposób on też wygrał narrację historyczną. I to jemu też więcej wybaczono. Również fakt, że fetowany w Rosji do dziś Stalin był nie mniejszym mordercą niż Hitler. O ile jednak można zrozumieć, że samych Rosjan nie stać w myśleniu na przewrót kopernikański, który pozwoliłby im bardziej krytycznie spojrzeć na własną historię (nie pozwalają na to choćby neoimperialna polityka historyczna Kremla i ogólnonarodowy mit Wielkiej Wojny Ojczyźnianej), o tyle trudna do zaakceptowania jest postkolonialna mentalność występująca nieraz w Polsce. Wyraża się ona w powtarzaniu z nabożeństwem historycznej herezji, głoszącej, że Sowieci przynieśli nam wyzwolenie. Próba przekonywania, że ambicją chorego jest pełne wyzdrowienie, a nie zastąpienie dżumy cholerą, od ćwierćwiecza skazana jest na porażkę.

Żołnierz śpiewać może

Cóż właściwie złego w tym, że chór, zresztą znakomity, odbędzie trasę koncertową, że ludzie będą się dobrze bawić, śpiewać, tym bardziej że rosyjscy pieśniarze w mundurach wykonują także polskie pieśni patriotyczne… Parę lat temu miałem okazję osobiście obserwować z bliska ten fenomen. Występ na żywo Chóru Aleksandrowa rzeczywiście robi wrażenie. I trudno mieć pretensje do ludzi, że zwyczajnie dają się ponieść emocjom, jakie w naturalny sposób rodzą się w czasie koncertu: to po prostu kawał dobrej muzyki żołnierskiej.

Tylko doprawdy poczułem się nieswojo, gdy w czasie wykonywania jednego z hitów zespołu, „Dien Pobiedy” (Dzień zwycięstwa), na ekranach wyświetlano archiwalne nagrania z wkroczenia Armii Czerwonej do Warszawy i później Berlina. Rozejrzałem się dokoła: dwie trzecie sali skakało i klaskało z radości. Reszta, podobnie jak ja, patrzyła z niedowierzaniem, czy to aby na pewno jeszcze Polska…

Oficjalna nazwa chóru brzmi: Dwukrotnie Odznaczony Orderem Czerwonego Sztandaru Akademicki Zespół Pieśni i Tańca Armii Rosyjskiej im. A.W. Aleksandrowa. Gdy powstawał w 1928 roku, nosił nazwę Zespół Krasnoarmiejskiej Pieśni Centralnego Domu Armii Czerwonej. Założycielem był właśnie rosyjski kompozytor Aleksandr Wasilijewicz Aleksandrow, autor hymnu Związku Radzieckiego. Wszystkich zaś, którzy uważają, że to tylko „zespół śpiewaczy” wykonujący chwytliwe kawałki żołnierskie, zadziwi zapewne informacja, że każdy członek chóru jest albo zawodowym, albo kontraktowym żołnierzem armii rosyjskiej. Armii, która jest bezpośrednim wykonawcą neoimperialnej polityki Władimira Putina, czego przykładem były wojna w Gruzji w 2008 roku i tocząca się ciągle wojna na wschodzie Ukrainy. Do Polski przyjeżdża zatem na występy oficjalny chór armii państwa, które również wobec Polski i krajów naszego regionu nie kryje swojej nieprzyjaznej polityki. Zespół w swoim repertuarze ma m.in. porywający utwór pod słodko brzmiącym tytułem „Uprzejmi ludzie”. Nie jest tajemnicą, że tym określeniem nazywa się w Rosji „zielone ludziki”, które za pomocą terroru zajęły Krym. Czy również ten kawałek chór zamierza wykonać w czasie swojego tournée w Polsce? I czy znowu nabite po brzegi sale (bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki) będą głośne od oklasków?

Pochwała imperializmu

Od lat trasę koncertową Chóru Aleksandrowa w Polsce organizuje Europejska Agencja Reklamowa. Jej szefem jest Piotr Skulski, absolwent Międzynarodowego Studium Marketingu i Zarządzania w Moskwie, nagrodzony swego czasu przez rosyjski MON „za przyjaźń polsko-rosyjską i wzajemne wsparcie”, były kandydat na prezydenta Warszawy, dyrektor festiwalu filmów rosyjskich Sputnik nad Polską. Dwa lata temu w czasie jednego z występów Chóru Aleksandrowa w Polsce organizator zaprosił widzów do wspólnego odśpiewania „Sto lat” dla Władimira Putina, który akurat obchodził swoje 60. urodziny…

Tak naprawdę nie byłoby nic kontrowersyjnego w występach zespołu w Polsce, gdyby nie polityka Kremla. Ot, profesjonalny zespół, którego repertuar z pewnością imponuje: to ponad 2 tysiące utworów, wśród których znajdują się zarówno pieśni rosyjskich narodowych kompozytorów, pieśni ludowe, jak i muzyka sakralna czy światowe dzieła muzyczne. Trudno jednak zatrzymywać się na samej warstwie artystycznej w sytuacji, gdy chór reprezentuje oficjalnie wrogą nam armię, otwarcie głosząc pochwałę imperializmu rosyjskiego.

Uprzejmi ludzie

Fakt, że również nad Wisłą z większą tolerancją wspomina się sowiecką okupację, a przez to z większym pobłażaniem traktuje się wszystkie symbole i reprezentantów tamtego czasu, to oczywiście nie tylko efekt mitologii przyjaźni polsko-radzieckiej. Trzeba spojrzeć na to w szerszym kontekście akceptacji, a czasem wręcz fascynacji komunizmem, jaka w Europie Zachodniej opanowała wiele środowisk intelektualnych. Do dziś w wielu miastach na Zachodzie (zdarza się, że również w Polsce) ciągle można spotkać symbole komunistyczne jako część popkultury lub środek demonstracji poglądów. Podobizny Lenina, napis „CCCP” oraz atrakcyjne graficznie sierp i młot zdobią tysiące T-shirtów. Dodajmy do tego stałą obecność symbolu „romantycznej” rewolucji, Che Guevary. O ile jednak Zachód nie doświadczył na własnej skórze dobrobytu komunizmu, to wszelkie sentymentalne oglądanie się wstecz w Polsce musi budzić zdziwienie. Obecnie zaś nawet nie o sam komunizm chodzi, ale po prostu o rosyjski imperializm, który zagraża pokojowi w Europie. Do Polski na koncerty nie przyjeżdża „zespół śpiewaczy”, tylko… „rozśpiewana część armii rosyjskiej”. Chór Aleksandrowa jest nawet finansowany przez rosyjski resort obrony. Po aneksji Krymu wystąpił na zajętym bezprawnie przez Rosję terenie, sławiąc wspomnianych „uprzejmych ludzi”. Dla wszystkich, którzy w koncertowej euforii nie będą zwracać uwagi na teksty, mała próbka propagandowych możliwości Chóru Aleksandrowa: „Uprzejmi ludzie z uprzejmym wzrokiem uprzejmie stoją, uprzejmie proszą, po prostu stoją uprzejmie obok i broń w swoich dłoniach uprzejmie noszą” – śpiewają żołnierze-artyści o swoich kolegach napadających Krym. Miłego odbioru.

***

Chór Aleksandrowa 2 grudnia kończy serię koncertów w Polsce rozpoczętą 19.11 w Warszawie. Ostatni koncert odbędzie się w Lublinie. Powyższy tekst został opublikowany w "Gościu Niedzielnym" jeszcze przed rozpoczęciem występów chóru w Polsce.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także