Nowy numer 44/2020 Archiwum

"Błogosławieństwo" od... wróżki

Dyskutujemy namiętnie kwestię tzw. świeckiego państwa oraz świeckiej szkoły. Można mieć wrażenie, że kwestia, czy w szkole powinien być krzyż, czy też nie – skutecznie spędza sen z powiek wielu „światłym”.

W świeckiej szkole, według niektórych mędrców, nie powinno być religii i krzyża. Podobno niektóre szkoły ochoczo włączają się w te trendy. I mimo że religia w szkole się odbywa, już na rozpoczęcie roku księdza katechety nie zapraszają. Albo nawet jeśli zapraszają, to katecheta czuje się trochę jak persona non grata. Więc siedzi cichutko, w ostatnim rzędzie. Ale do sedna. Otóż idea świeckiej szkoły powolutku dociera do radosnej świadomości części dyrektorów. Ale ponieważ nic w przyrodzie nie ginie, i pustkę wartości zwykle zapełniają inne wartości, w jednej ze szkół na południu kraju doszło do ciekawej sytuacji.

Podczas pasowania na uczniów w klasach pierwszych oprócz tradycyjnej oprawy (wiadomo: wielki ołówek na ramieniu nowego ucznia, piosenki, uroczyste chwile) dziećmi zajęła się... wróżka. Tak, wróżka. Ksiądz na uroczystość zaproszony nie został. Została natomiast zaproszona pani w powiewnej sukni, dziwacznym uczesaniu i makijażu, z różdżką w dłoni. Pani podchodziła do każdego z nowo upieczonych uczniów i mówiła: „Aby wam się szczęściło i dobrze wiodło podczas całej nauki w szkole, pogłaszczę was”. Po czym pani wróżka kłamczuszka chodziła od dziecka do dziecka, kładła mu na głowie dłonie.

I tak właśnie zapewniała piątki oraz szóstki na nową drogę życia. O sprawie poinformowała mnie jedna z matek, która obserwując cały spektakl, po prostu stała jak wryta. Bo jakoś nie wpadła na pomysł, że bez jej wiedzy i zgody do szkoły przyjdzie pani wróżka i będzie „głaskać” dzieci. A post factum trudno się było bronić. Inna rzecz, że prócz rzeczonej matki pozostali rodzice nie widzieli w tym „czarodziejskim” działaniu nic zdrożnego... Niewinna zabawa? Szkoła chciała dobrze? Być może. Ale skoro chcemy być bardziej „świeccy” od pana Palikota i spółki, to róbmy to konsekwentnie. Podczas „świeckiej” uroczystości szkolnej, czyli w miejscu, gdzie rozum powinien już dawno podpowiadać, aż wstyd przypominać zasadę: dzieci zabobonów nie uczymy. Nawet podczas zabawy.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także