Nowy numer 42/2020 Archiwum

Nierozerwalność czy niedojrzałość. Jaki problem?

Jeżeli ktoś zgubił los na loterii, to nie będzie rozpaczał, dopóki się nie zorientuje, że ten los gwarantował mu dziesięciomilionową wygraną.

Wrze niemal od dyskusji i głosów w sprawie Komunii dla rozwiedzionych, którzy wstąpili w powtórne związki. To temat, który zmonopolizował rynek debat o toczącym się w Watykanie synodzie biskupów o rodzinie. Ciekawe spostrzeżenie podsuwa abp Henryk Hoser, który jest jednym z trzech polskich biskupów uczestniczących w obradach.

Zwraca on uwagę, że ten temat głównie absorbuje uczestników synodu z Europy Zachodniej. Biskupi z Azji czy Afryki tymczasem protestują, gdyż są przekonani, że jest to problem zwłaszcza sytego społeczeństwa europejskiego. Co gorsze, problemy tego społeczeństwa zawłaszczają debatę o Kościele. A Kościół to więcej niż Europa.

Wiadomo, że bliższa ciału koszula, ale może faktycznie warto spojrzeć dalej, bo być może biskupi z Afryki i Azji mają dobrą intuicję. Być może zamiast skupiać się na szczegółach, trzeba podjąć refleksję nie tyle ogólną, co raczej podstawową.

Jeśli mówimy o nierozerwalności małżeństwa, to najpierw trzeba się zastanowić, ile osób w społeczeństwie, które żywo o temacie dyskutuje, tak naprawdę wie, o czym mówi i po co. Receptą bowiem na problem rozwodów nie jest dopuszczenie lub niedopuszczenie do sakramentów osób żyjących w powtórnych związkach.

Receptą jest stała, regularna i inspirująca formacja na temat małżeństwa, ale nie tylko. Konieczne wydaje się wzmocnienie przekazu, że chrześcijaństwo to więcej niż system praw i obowiązków. To zdecydowanie więcej niż handelek - niebo za dobre sprawowanie, a za nieposłuszeństwo - kara, wieczny ogień i generalnie masakra.

Zatem ważniejsze byłoby wzbudzenie świadomości, jak wielką tragedią dla człowieka jest dobrowolne zerwanie więzi z Bogiem, a tym samym utrata dostępu do sakramentów, niż dywagacje, czy lepiej będzie opowiedzieć się po stronie konserwatystów watykańskich czy też liberałów.

W tym kontekście mogę się zgodzić, że debata o synodzie idzie trochę obok rzeczywistych potrzeb człowieka szukającego dziś Boga.

Nawet w sytym społeczeństwie Zachodu, a może zwłaszcza w nim, trzeba uświadomić człowiekowi, że wszystkim, co może zrobić, jest uchwycenie się Jezusa. Albo On ostatecznie przemieni nasze życie, albo z własnego wyboru popadniemy w czarną rozpacz i wieczne nieszczęście. Przez swoją decyzję właśnie. I chyba najbardziej będzie bolało to, że była szansa.

Komunia Święta jest źródłem siły do zmagania się z trudnościami, które wynikają z decyzji o pójściu za Jezusem. Jest pokarmem, który powoli nas zmienia w Chrystusa, którego spożywamy (kapitalnie mówił o tym teolog dogmatyk ks. dr Grzegorz Strzelczyk, chociażby podczas ostatnich Wrocławskich Dni Duszpasterskich. Całe nagranie wykładu na jego prywatnej stronie). Generalnie człowiekowi nie jest na tej drodze łatwo, a bez dostępu do Ciała Pańskiego jest jeszcze gorzej.

Dlatego konieczne jest obudzenie świadomości na temat ciężaru decyzji o zerwaniu więzi z Bogiem. Jeżeli ktoś zgubił los na loterii, to nie będzie rozpaczał, dopóki się nie zorientuje, że ten los gwarantował mu dziesięciomilionową wygraną. A świadomość taką można osiągnąć tylko i wyłącznie na pewnym etapie dojrzałości.

Mam właśnie przed sobą ostatnią książkę Krzysztofa Zanussiego "Strategie życia, czyli jak zjeść ciastko i je mieć". Zanussi zastanawia się w niej między innymi, jak przeżyć życie i czy któryś ze sposobów jest etycznie słuszniejszy od innych. Reżyser pisze między innymi o rodzinie, która stała się również tematem obrad synodu. Zwraca także uwagę na kwestię dojrzałości. Pisze, że naturalnym dążeniem dzieci jest to, by osiągnąć dorosłość, wyzwolić się z zależności i uzyskać status dorosłego człowieka. Tymczasem dziś mamy do czynienia z sytuacją paradoksalną. Zanussi dowodzi, że w społeczeństwie pojawiła się obecnie niechęć do bycia dorosłym. Ludzie nie chcą dorosłości, bo ta wiąże się z koniecznością podejmowania decyzji i odpowiedzialności za nie.

Dlatego też może są takie naciski na biskupów, by pewne kwestie za nas rozwiązali, by sami wzięli odpowiedzialność? Może po prostu - jak zauważa Zanussi - jesteśmy zwyczajnie niedojrzali, również do tego, by iść za Jezusem. Jeśli to by była prawda, to trzeba się cofnąć do poziomu przedszkolnej katechezy, a nie debatować o problemach ludzi dorosłych.

***

Dla naszych Czytelników mamy 4 egzemplarze książki Krzysztofa Zanussiego. Zapraszamy do udziału w KONKURSIE.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama