GN 43/2020 Archiwum

Wszystkie babki z KGW

Tańczą jak baletnice albo promują kołoc grulownik. Albo też spotykają się, by obgadać sprawy tego świata, patriotycznie ukierunkować i mądrze, po wiejsku, wyemancypować.

Od Bałtyku po gór szczyty. Od wschodu do zachodu. W małych wioskach, w nieco większych miejscowościach. Wszędzie tam, gdzie mieszkają aktywne, chętne do działania, ale też i do babskich rozmów przy kawie panie. Koła gospodyń wiejskich, w skrócie KGW, skupiają tysiące kobiet z całej Polski. I chociaż koła te niezorientowanym nadal kojarzą się z wiekowymi babciami, które wieczorową porą udeptują kapustę na kiszenie, prawda o nich jest dużo ciekawsza, wielobarwna i inspirująca. Powstawały od połowy XIX wieku – pełniły wtedy funkcję nie tylko kaganka wiejskiej oświaty, ale często też były (damską i subtelną) formą oporu wobec zaborcy. W międzywojniu zrzeszone w kołach panie najczęściej wykorzystywały spotkania do poszerzania wiedzy z zakresu prowadzenia gospodarstwa domowego. Podobnie było w PRL, kiedy to w latach 50. koła rozkwitły (czasem nie unikając upolitycznienia). Po 1989 r., uważane (niesłusznie) za relikt upadłego systemu, koła upadły. Niemodne, wyśmiewane, niepotrzebne. A jednak kobietom na wsi integracja i działanie potrzebne były. Koła zaczęły odradzać się kilkanaście lat temu i ten renesans trwa.

Do tańca...

Aleksandra Szczepańska z KGW Kopalnia nie przypuszczała nawet, że działając w kole gospodyń zdobędzie szturmem ogólnopolskie media. Krokiem baletowym zresztą, w baletowej spódniczce tutu uszytej z firanki. A zaczęło się tak. Zwykła działalność w lokalnym kole gospodyń: wspólne gotowanie, kultywowanie tradycji, robienie kwiatów z bibuły, przetworów na zimę oraz uczestniczenie we wszystkich świętach kościelnych. Norma w działalności kół gospodyń w całej Polsce. Jednak paniom z Kopalni nie wystarczyło. – Modnie jest aktywnie spędzać czas, a obecnie również seniorzy widzą potrzebę działania, spotykania się. Nasz występ z tańcem baletowym miał być jednorazowy, przygotowałyśmy go na śląską Barbórkę. Spódniczki z firanki uszyłyśmy. Zatańczyłyśmy i bardzo się wszystkim spodobało. Założyłyśmy zespół Barbórki. Zaczęłyśmy tańczyć i występować, najpierw sporadycznie.

Z biegiem czasu coraz częściej, bo chętnie nas zapraszają, a my się świetnie bawimy. Więc wzbogacamy repertuar. Teraz mamy jeszcze fragment „Jeziora łabędziego”, taniec rodem z Bollywood, kankana, ale również poloneza – opowiada pani Aleksandra. – Tańczymy na regionalnych festynach, ale i jeździmy w trasy. Nawet telewizja zaprasza nas na występy. W KGW Kopalnia działa 14 pań, z czego 7 tańczy. Najstarsza ma 76 lat, a najmłodsza 60. Danuta Jastrzębska z KGW Chwaszczyno na co dzień prowadzi gospodarstwo rolne. Wolny czas poświęca natomiast pracy w kole gospodyń w swojej miejscowości. – Mówiąc z przymrużeniem oka, trochę... popłynęłam. Po prostu społeczna praca w kole jest dla mnie ogromnie ważna i poświęcam jej bardzo dużo czasu. Zajmuję się sekcją turystyczną. Organizuję wyjazdy, wycieczki, jestem w zarządzie koła, prowadzę też kronikę – opowiada pani Danuta. – Mamy też zespół wokalny – Kaszubki. Występujemy w pięknych regionalnych strojach, z akompaniamentem. Nagrałyśmy nawet płytę z kaszubskimi kolędami, premiera tuż przed Bożym Narodzeniem! W chwaszczyńskim kole działa ok. 70 pań. Ze względu na wiek część z kobiet pełni funkcje honorowe. Chwaszczyńskie koło powstało już w 1958 r. – Powstało oddolnie, założyły je same kobiety. Z potrzeby łączenia się i wspierania. Wcale nie wychwalały komuny i systemu – śmieje się pani Danuta. – W tamtych czasach koła były dla wielu kobiet źródłem wiedzy na temat nowoczesnego prowadzenia gospodarstwa. Dlatego chętnie przychodziły na spotkania – opowiada pani Danuta, która o historii miejscowości i o dziejach koła gospodyń pisuje również do lokalnego portalu internetowego. – Teraz dostępna jest literatura, kobiety na wsi są wykształcone. Kilkadziesiąt lat temu panie szukały wiadomości, jak hodować pisklęta, jak nowocześnie gotować, chciały się dokształcać, więc organizowały przeróżne kursy z zakresu prowadzenia gospodarstwa. I jak to kobiety: wspierały się. Z potrzeby własnej i swoich dzieci stworzyły więc na przykład tzw. dzieciniec wiejski – mówi pani Danuta. Dzieciniec, miejsce mądrego i bezpiecznego „przechowania” dzieci podczas wakacji. Bo jak to na wsi, gdy żniwa, wszyscy dorośli zajęci. Dlatego panie z koła gospodyń stworzyły coś w rodzaju półkolonii na terenie miejscowej szkoły. A teraz? Niepotrzebne są już wykłady ze sposobów karmienia trzody chlewnej. Natomiast warto wiedzieć, jak metodą decoupage ozdobić stare meble, jak haftować po kaszubsku. Ale również... jak być slim i fit. Panie szaleją więc w nowoczesnej formacji tanecznej. – Są w naszym kole rolniczki, prawniczki, nauczycielki, właścicielki firm. Kobiety pewne siebie, czynne, nowoczesne. Tymczasem gdy pani Danuta robi rezerwację na kolejny wyjazd do teatru czy na wycieczkę, kiedy dzwoni i mówi, że przyjadą panie z koła gospodyń wiejskich, z drugiej strony słuchawki wyczuwalne jest pewne... zmieszanie i zdziwienie. – Cały czas chyba kojarzymy się społeczeństwu z grupą babć skubiących pierze.... – uśmiecha się pani Danuta.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama