Nowy numer 49/2020 Archiwum

Śpiew morelowego drzewa

Dźwięk duduka czasem przypomina ludzki płacz. Ormianie twierdzą, że jest on instrumentem najbardziej chrześcijańskim, bo „gra się na nim po to, by się wyżalić i wybaczyć”. W Polsce tylko Kamil Radzimowski wie, jak na nim grać. 


Smutek, nostalgia i barwa – trudna do określenia, z niczym nieporównywalna. – Jest w niej coś pierwotnego, niepojętego – twierdzi artysta. Niektórzy zestawiają to brzmienie z saksofonem, ale ciepły, nosowy dźwięk duduka ma w sobie więcej delikatności. Chwilami brzmi jak klarnet, innym razem przypomina ludzkie wołanie czy płacz. Ormianie uważają nawet, że duduk jest instrumentem najbardziej chrześcijańskim, bo „gra się na nim po to, by się wyżalić i wybaczyć”, wznosząc swojego ducha ponad prześladowców. Zdaniem mieszkańców Armenii dźwięk tego instrumentu słyszą też umarli, a ich dusze schodzą się do miejsca, gdzie rozbrzmiewa muzyka.
Skala emocji zawarta w duduku sprawia też, że coraz częściej doceniają go filmowcy. Instrument ten można usłyszeć m.in. w „Ostatnim kuszeniu Chrystusa”, „Gladiatorze”, „Królu Arturze” czy „Pasji” Mela Gibsona. – Nie ma na świecie żadnego innego instrumentu, którym można by wyrazić tyle smutku i cierpienia – mówi z przekonaniem Kamil Radzimowski. 


W cieniu Araratu


Polski dudukista stara się, by jego własne koncerty były widowiskiem, dlatego dba o każdy szczegół – także o fantazyjne stroje, które sam projektuje. Podczas koncertu zmienia je kilkakrotnie. – Na koniec zostawiam zawsze ten najlepszy – to taka wisienka na torcie – mówi. 
Jednak największą wagę przywiązuje do dźwięku. Duduk, instrument o grubo ponadtysiącletnich tradycjach pasterskich, wymaga przestrzeni, którą w mniejszych pomieszczeniach zastępują rozmaite pogłosy i efekty. Radzimowski, który jest również realizatorem dźwięku, dobiera je z wielką pieczołowitością. Twierdzi też, że jako jedyny w kraju wie, jak nagrywać ten instrument – jakiego przy tym używać sprzętu albo jaką ustawić odległość od mikrofonu. – Kiedyś nagrywałem duduk w innym studiu, dla Teatru Telewizji – opowiada. – Realizator przez godzinę ustawiał mikrofon, ale i tak nagrał instrument źle, z powietrzem. Byłem z tego bardzo niezadowolony.
W Polsce duduk dopiero zaczyna się przyjmować. Dzieje się to właśnie za sprawą Radzimowskiego, który jest jedynym w kraju artystą grającym koncerty na tym instrumencie. I jednym z dwóch w Europie – drugim takim muzykiem jest Levon Minassian, Ormianin mieszkający we Francji. – Gra tak, że skóra cierpnie. Nigdy nie miałem okazji się z nim spotkać, ale mam nadzieję, że to kiedyś nastąpi – mówi Radzimowski.
Sam najchętniej zamieszkałby w Erywaniu, stolicy Armenii – pięknym mieście z widokiem na potężną górę Ararat, na której osiadła Arka Noego. – W tym kraju człowiek czuje się bezpiecznie – twierdzi. – W sklepie można zostawić pieniądze na blacie, pójść po towar i mieć pewność, że nikt tych pieniędzy nie weźmie. To kraj bardzo przyjazny także dla rodzin. Tylko z pracą są problemy – dodaje. Na razie swoją pasją zaraża innych. Przyjaciel, którego uczy grać na duduku, właśnie wyleciał w podróż do Armenii. 
A czy organista ze Służewa zagra kiedyś koncerty w ojczyźnie duduka? – Tam jest tylu wybitnych dudukistów, że byłoby to wożenie drzewa do lasu – mówi Kamil Radzimowski. – Ale czasem faktycznie o tym myślę i zastanawiam się, jak by to było – dodaje.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama