Nowy numer 43/2020 Archiwum

Śpiew morelowego drzewa

Dźwięk duduka czasem przypomina ludzki płacz. Ormianie twierdzą, że jest on instrumentem najbardziej chrześcijańskim, bo „gra się na nim po to, by się wyżalić i wybaczyć”. W Polsce tylko Kamil Radzimowski wie, jak na nim grać. 


Instrument popularny na Bliskim Wschodzie, w Armenii grę na nim można studiować na wyższej uczelni, a u nas pozostaje prawie w ogóle nieznany. Duduk – kawałek rurki z morelowego drewna połączonej z trzcinowym stroikiem. Wygląda niepozornie, ale gra tak, że słuchaczy przechodzi dreszcz wzruszenia. – Kiedy kończę utwór, zwykle zapada cisza. Oklaski pojawiają się mniej więcej po 10 sekundach – tak wielkie jest zaskoczenie i emocje, które wywołuje duduk – mówi Kamil Radzimowski, jedyny profesjonalny dudukista w Polsce.


Oczarowany dźwiękiem


Na co dzień jest organistą w kościele dominikanów na warszawskim Służewie. Kulturą Wschodu interesuje się od dawna – we wszystkich jej przejawach, z wyjątkiem religii, bo, jak podkreśla, pozostaje wierny katolicyzmowi. Fascynuje go orientalna muzyka, arabskie skale dźwięków.
Co ciekawe, pierwszy kontakt Radzimowskiego z pochodzącym z Armenii dudukiem nie miał wcale miejsca podczas podróży na Kaukaz, ale w Moskwie. – Usłyszałem tam piosenkę znanego gruzińskiego artysty Walerego Meladzego – opowiada muzyk. – Było w niej parę nut, które mnie oczarowały. I tak po nitce do kłębka trafiłem do sklepu z instrumentami. Duduka jednak nie kupiłem, bo kiedy w niego dmuchnąłem, nie pojawił się żaden dźwięk. Pomyślałem: ojejku, na tym się nie da grać!
Mimo to brzmienie duduka nie dawało mu spokoju. Słuchał wielu nagrań, w których pojawiał się ten niezwykły instrument, i coraz bardziej rosło w nim
pragnienie, żeby go kupić. Pierwszy duduk, który sprowadził sobie z Armenii, był bardzo słabej jakości: – Ćwiczenie na nim było udręką, krew ciekła mi z ust, ale powiedziałem sobie: będę grać. Kupiłem następny instrument, tym razem profesjonalny. Różnica była kolosalna. Przekonałem się, że trzeba uczyć się od razu na najlepszym sprzęcie, inaczej łatwo się zniechęcić. 
Wbrew pozorom duduk jest instrumentem bardzo wymagającym. Nie da się na nim grać długo, jeśli nie ćwiczy się regularnie. – Usta wtedy bardzo bolą, słabną ich mięśnie i nie mają siły, by złapać ustnik – przekonuje artysta.


Niepojęta barwa


Jednak, jak podkreśla Dżiwan Gasparian, armeński mistrz duduka, do którego Kamil Radzimowski jeździł pobierać lekcje, technika to tylko 30 proc. gry. Pozostałe 70 proc. stanowią emocje, czyli „dusza”, jak mówią Ormianie. Może dlatego żadnej innej nacji nie udaje się na duduku zagrać tak jak mieszkańcom Armenii. Nawet bliskim pod względem geograficznym Gruzinom. – Od razu rozpoznaję, kiedy gra Gruzin, bo nawet w połowie nie wydobywa tego piękna, co Ormianie – twierdzi Radzimowski. – Ja też nigdy nie będę grał tak jak oni, bo nie wychowałem się w tej kulturze. 
Mimo to muzyk nieraz słyszał już od dudukistów z Armenii, że bardzo podoba im się jego gra. – To dla mnie największy komplement – wyznaje. Od trudnych w odbiorze dla Europejczyka ormiańskich melodii częściej jednak wykonuje własne kompozycje. W repertuarze ma też muzykę żydowską, bałkańską i filmową. Gra ją w filharmoniach razem z orkiestrami symfonicznymi, a także w trio na duduk, wokal i akordeon. Zdarzają się też występy solowe. 
Co go najbardziej fascynuje w duduku?

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama