Nowy numer 25/2018 Archiwum

Pociąg widmo

Najpierw wszystko wskazywało na kolejną naciąganą historię w medialnym sezonie ogórkowym. Potem o pociągu wyładowanym niemieckim złotem zaczęły pisać światowe media. No i potoczyło się. Zanim cokolwiek odnaleziono, po złoto zgłosili się Żydzi i Rosjanie.

Wrocław był drugim co do wielkości po Berlinie miastem III Rzeszy. W bankach zgromadzony był spory majątek, w skarbcach państwowych duże rezerwy, głównie złota. Gdy II wojna światowa zbliżała się ku końcowi, niemieckie władze miasta zaapelowały do mieszkańców, by ci zdeponowali swój majątek na policji. Po wojnie funkcjonariusze wspominali, że dokładnie skatalogowanych skrzyń z kosztownościami, obrazami i złotem było tak dużo, że nie mieściły się w specjalnie wyznaczonych pomieszczeniach i zalegały na korytarzach w piwnicach urzędów. W 1945 r. było jasne, że trzeba się ewakuować. Tylko jak tak ogromny skarb wywieźć z miasta? Zdecydowano się na pancerny pociąg. Początkowo zakładano, że skarby z Wrocławia zostaną wywiezione na Zachód. W okolicach Wałbrzycha miano jednak zdecydować inaczej.

Niezbadane fortyfikacje

Postanowiono ukryć pociąg w labiryncie podziemnych korytarzy, które Niemcy drążyli w Sudetach w okolicach Wałbrzycha. To tam znajduje się osławiony zamek Książ, tam powstał podziemny kompleks technologiczno-produkcyjny, gdzie przeniesione zostały badania i produkcja rakiet serii V, którymi Niemcy chciały wygrać wojnę. Obszar został wybrany świetnie. Góry, doliny, przełęcze. Wszystko zalesione i – co ważne – niedostępne dla alianckiego lotnictwa. Nieliczni świadkowie tamtych czasów (większość zabito) wspominali, że rozmach podziemnej infrastruktury był ogromny. Do dzisiaj niewiele wiemy na temat tuneli, podziemnych hal produkcyjnych i systemu bunkrów. Torów, które prowadziły w nieznane i dróg, które nagle urywały się na mapach. Poszukiwacze skarbów, którym od czasu do czasu udawało się natrafić na jakieś zasypane wejście, byli szybko przepędzani. W końcu w lesie nie można prowadzić wykopalisk na własną rękę. Z kolei państwo polskie nigdy specjalnie nie spieszyło się z tym, by poniemieckie fortyfikacje zbadać. Może dlatego, że przez okres 100 lat prawowity właściciel ma prawo odzyskać swoją własność.

Tymi prawowitymi właścicielami mogą być Niemcy albo Żydzi. Nie ulega jednak wątpliwości, że przy dzisiejszych możliwościach technologicznych nie trzeba przekopywać każdego metra kwadratowego gruntu, by sprawdzić, co się pod nim znajduje. Pomocne mogą być zdjęcia satelitarne, lotnicze, georadarowe i cała masa innych technologii używanych na co dzień przez wywiad, armię czy archeologów. Pociąg ze skarbem wyjechał z Wrocławia w maju 1945 roku i – dosłownie – zapadł się pod ziemię. Jak można ukryć przed światem pociąg pancerny wyładowany złotem? Pamiętajmy o tunelach. Niedaleko Wałbrzycha było ich sporo. Niemcy drążyli je i kopali, a potem doskonale maskowali. W sytuacji zagrożenia wysadzali i zasypywali. Przy okazji zmieniali topografię terenu, obsadzali drzewami, a nawet zmieniali bieg rzeczek i potoków, tak by nawet nieliczni świadkowie nie byli w stanie znaleźć miejsca, które mieli w pamięci. Tak zapewne było z wieloma transportami i ładunkami. Także z tym, który opuścił Wrocław z częściowo zrabowanym, a częściowo zdeponowanym złotem. Przez kilka wakacyjnych tygodni informacje o pociągu były powielane przez kolejne portale i gazety, ale prawdziwe emocje pojawiły się dopiero kilkanaście dni temu, gdy Generalny Konserwator Zabytków Piotr Żuchowski powiedział na konferencji prasowej, że widział zdjęcia georadarowe okolicy, w której skład ma się znajdować, i jest na 99 proc. pewny, że pociąg rzeczywiście istnieje. Na zdjęciach inspektor (w randze wiceministra) miał widzieć pojedyncze wagony, a nawet zainstalowane na nich uzbrojenie. Na koniec konferencji ostrzegł, by nie prowadzić poszukiwań na własną rękę, bo pociąg może być zaminowany. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że to ostrzeżenie zadziałało... jak zachęta.

« 1 2 »
oceń artykuł

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji