Nowy numer 25/2018 Archiwum

Powrót zamęczonego za cud

65 lat po męczeńskiej śmierci, ks. Josef Toufar wraca do swej parafii w Číhošti.

Dramat ks. Toufara rozegrał  się w czasie szczególnym. Był  grudzień 1949 r. Komuniści od ponad roku mieli już pełną władzę w Czechosłowacji i właśnie przystąpili do generalnej rozprawy z Kościołem. W więzieniach siedzieli  już biskupi ze Słowacji, zaczęły się także masowe aresztowania w Czechach.

Ks. Toufar miał wówczas 47 lat. Przed rokiem został mianowany proboszczem w Číhošti, niewielkiej miejscowości na pograniczu Czech i Moraw, w parafii pw. Wniebowzięcia NMP. 11 grudnia 1949 r., w trzecią niedzielę Adwentu, jak zwykle odprawiał poranną Mszę świętą. W kazaniu mówił o tajemnicy obecności Boga w ludzkim życiu. Kiedy powiedział: „Tutaj, w tabernakulum, jest nasz Zbawiciel”, zgromadzeni w świątyni dostrzegli, że drewniany krzyż stojący na ołtarzu wyraźnie się pochylił, jakby potwierdzając słowa kapłana. Ksiądz tego nie zauważył. Po Mszy św. przyszli jednak do niego parafianie, opowiadając o niezwykłym wydarzeniu. Początkowo nie przywiązywał wagi do tych opowieści. Ponieważ jednak zgłaszali się kolejni świadkowie, którzy - choć stali w różnych miejscach świątyni - widzieli dokładnie to samo, zaczął spisywać ich relacje.

Wiadomości o poruszającym się krzyżu szybko rozeszły się po Czechach i Morawach. Do Číhošti zaczęli przyjeżdżać wierni z całego kraju, pojawił się także watykański dyplomata ks. Ottavio de Liva z nuncjatury w Pradze.

„Cudem w Číhošti”, jak nazywano tamte wydarzenia, szybko zainteresowały się władze. Początkowo nic nie wskazywało na tragiczny finał sprawy. Miejscowy funkcjonariusz bezpieki Antonín Goldbricht  po przesłuchaniu świadków napisał krótki meldunek bez alarmowania kogokolwiek. Wydawało się, że sprawa na tym się zakończy. Stało się inaczej za sprawą jednego człowieka - szefa partii i państwa, twardogłowego stalinowca Klimenta Gottwalda.  Wydarzenia w Číhošti, postanowił wykorzystać do generalnej rozprawy z Kościołem. Już w styczniu 1950 r. o proboszczu z Číhošti debatowało Biuro Polityczne Komunistycznej Partii Czechosłowacji. Zdecydowano wszcząć śledztwo w sprawie „cudu” i nadać mu priorytet państwowy.  Osobiście nadzorował je minister sprawiedliwości, odpowiedzialny także za walkę z Kościołem, a prywatnie zięć Gottwalda Alexej Čepička.

28 stycznia 1950 r. na  probostwo zajechali funkcjonariusze ze specjalnej jednostki 701 A. Księdza porwano i osadzono w wiezieniu Valdice koło Jiczyna. Tam przez miesiąc był niezwykle brutalnie przesłuchiwany. Ekipą śledczą kierował porucznik Ladislav Mácha, komunista z przedwojennym stażem, a na dodatek sadysta, który za znęcenia się nad więźniami w latach 60. został wydalony ze służby.  Od swego przełożonego, późniejszego szefa czechosłowackiej bezpieki Osvalda  Závodskego otrzymał na piśmie rozkaz: „Wyciągnąć z oskarżonego zeznania za każdą cenę”. Księdza katował codziennie, aż do utraty przez niego przytomności.

22 lutego 1950 r. osiągnął swój cel. Ciężko pobitego, z licznymi obrażeniami wewnętrznymi kapłana zmusił do podpisana zeznania, w którym przyznał się, że rzekomo molestował nieletnich chłopców oraz do tego, że przy pomocy urządzeń zainstalowanych za ołtarzem, poruszał krzyżem. Przyznanie się było elementem szerszego planu. Nie chodziło tylko o to, aby księdza złamać, ale dokonać na nim medialnego mordu. Prosto z więzienia, księdza przewieziono do kościoła, aby tam odegrał inscenizację „cudu”. Miało to być sfilmowane. 23 lutego Toufara przywieziono do Číhošti, ale był tak straszliwie zmaltretowany, że nie zdołał się utrzymać na nogach przy ołtarzu. Film jednak powstał. Nosił tytuł „Biada temu, od którego przychodzi zgorszenie”.  Był pokazywany w Czechosłowacji, jako dowód na to,  jak niegodziwi są księża oraz Watykan. W roli kapłana wystąpił pracownik prokuratury generalnej dr. Čížek.  Filmowano go w taki sposób, aby nie pokazywać jego twarzy.

Stan zdrowia ks. Toufara gwałtownie się pogarszał. 25 lutego 1950 r. umieszczono go pod fałszywym nazwiskiem w rządowej klinice w Pradze. Operacja nie zdołała uratować mu życia. Jak stwierdzili później lekarze, ksiądz miał rozległe obrażenia wewnętrzne i zewnętrzne, powstałe na skutek ustawicznego bicia. Zmarł tego samego dnia wieczorem. Później podano, że przyczyną śmierci były wrzody żołądka. Wrzucono go do zbiorowej mogiły na praskim cmentarzu w Ďáblicích. W dokumentacji odnotowano, że to ciało Josefa Zouchara. Pod takim zmienionym dla niepoznaki nazwiskiem ksiądz został przyjęty do kliniki, w której zmarł.

Wyjaśnieniem okoliczności śmierci ks. Toufara zajął się w 1994 r. Urząd ds. Badania i Dokumentacji Zbrodni Komunistycznych (UDV). Przesłuchania świadków pozwoliły odtworzyć przebieg zbrodni oraz ujawnić jej mocodawców z kierownictwa partii. Ustalono, że zeznania chłopców, których rzekomo miał molestować ks. Toufar, były składane pod naciskiem i groźbami. Doszło także do procesu Ladislava Máchy. Choć został skazany na 3 lata więzienia, do więzienia nigdy nie trafił. Dzięki zabiegom bratanicy księdza pani Marii Pospíšilovej udało się ustalić miejsce jego pochówku oraz przeprowadzić identyfikację szczątków.  Nie było łatwe.  W bezimiennych mogiłach w  Ďáblicích pochowanych jest ok. 2800 ofiar stalinowskich represji w Czechosłowacji. W identyfikacji pomogła dokumentacja cmentarna i medyczna, przechowywana w rządowej klinice oraz badania DNA. Badania zakończyły  się w listopadzie 2014 r. Wcześniej pamięć o księdzu męczenniku czeskiemu społeczeństwu przywróciła książka Miloša Doležala, pt. „Jako bychom dnes zemřít měli” („Jak gdybyśmy dziś umrzeć mieli”), która w 2012 r. otrzymała tytuł książki roku w plebiscycie największego czeskiego dziennika „Lidové nowiny”. W 2013 r. rozpoczął się Jego proces beatyfikacyjny.

Na dzisiejszy dzień zaplanowano powrót ks. Josefa do swych parafian - pogrzeb z udziałem m.in. ordynariusza diecezji Hradec Kralove, do której należy Číhošt oraz metropolity praskiego kard. Dominika Duki i przedstawicieli władz państwowych. Miejsce spoczynku ks. Toufara to specjalna krypta, wybudowana w środku świątyni.

Nigdy nie zostało wyjaśnione, dlaczego krzyż się wówczas poruszył.  U progu nocy stalinowskiej tamte wydarzenia spowodowały wielkie ożywienie religijne. Ludzie masowo odwiedzali kościół w Číhošti, modlili się tam. Metafizyczny wymiar tamtego dramatu jest nadal aktualny. Czesi często deklarują się jako niewierzący, jednak niedawne badania pokazały, że ponad połowa spośród nich, modliła się kiedyś do osobowego Boga, a 70 proc. wierzy w życie pozagrobowe.  Pogrzeb ks. Toufara to dla nich widoczny znak, pozwalający połączyć otwarcie na nadprzyrodzony wymiar naszej rzeczywistości z biografią kapłana męczennika.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

  • PL
    11.07.2015 13:18
    Może byście coś napisali o ludobójstwie Polaków na Wołyniu - dziś 72. rocznica.
    doceń 2
  • circ
    12.07.2015 03:25
    O ludobójstwie na Wołyniu pisano już setki razy. Czy komunistom nie dość?
    Boli was pamięć o męczenniku komuny?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama