Nowy numer 28/2020 Archiwum

Tradycyjne metody leczenia

W referendum z 22 maja Irlandczycy opowiedzieli się za legalizacją związków jednopłciowych. 62 proc. głosujących poparło zmianę artykułu 41. irlandzkiej konstytucji, który odtąd będzie brzmiał: „Małżeństwo może być zawarte zgodnie z prawem przez dwie osoby, bez względu na płeć”.

W tym samym artykule jest mowa również o tym, że państwo będzie chronić małżeństwo, na którym oparta jest rodzina. Co daje konstytucyjne podstawy do adopcji dzieci przez „małżeństwa” jednopłciowe. Szymon Babuchowski zastanawia się, jak to możliwe w kraju, w którym większość obywateli deklaruje swój katolicyzm (ss. 54–55). Coś, co zapewne jeszcze kilkanaście lat temu nie mieściło się w głowie większości obywateli, dziś jest powszechnie akceptowane i uważane za wielką zdobycz.

Obym się mylił, ale mam wrażenie, że gdyby do podobnego referendum doszło w Polsce, wynik mógłby być bardzo podobny. Może przewaga zwolenników uznania związków jednopłciowych za małżeństwo nie byłaby tak duża jak na Zielonej Wyspie, ale rozstrzygnięcia bardzo bym się obawiał. Co dzieje się z ludźmi, że masowo godzą się na zachowania nazywane grzechami sodomskimi? Autor w tekście „Co z tą Irlandią” wskazuje na okoliczności towarzyszące wspomnianemu referendum – ograniczone zaangażowanie Kościoła oraz zmasowaną akcję propagandową zwolenników rewolucji obyczajowej. Ale nie wyczerpują one powodów przegranej chrześcijańskich zasad i całej ludzkości – jak skomentował referendum sekretarz stanu Stolicy Apostolskiej kard. Pietro Parolin. Główną przyczyną choroby toczącej większość Europejczyków jest bezbożność. I to ona sprawia, że człowiek jest w stanie uznać za małżeństwo związek dwóch facetów. O bezbożności jako najgroźniejszej współczesnej chorobie wielokrotnie mówił i pisał kard. Ratzinger. Kto chce się o tym przekonać, niech sięgnie do ostatniego tomu trylogii „Theologia Benedicta” ks. Jerzego Szymika. Szeroko o książce piszemy na ss. 30–32.

Jak można się bronić przed chorobą bezbożności? Relacjonując pielgrzymkę mężczyzn do Piekar Śląskich, Andrzej Grajewski napisał m.in.: „Patrząc na długie kolejki do konfesjonałów, w których ustawiało się także wielu młodych ludzi, pomyślałem, że problem relatywizmu pielgrzymi w Piekarach rozwiązują tradycyjnymi metodami” (s. 4).

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się