Nowy numer 43/2020 Archiwum

Niezapomniany

Gdyby nie udział w sporach politycznych ostatnich lat, byłby bohaterem wszystkich Polaków.

Prof. Władysław Bartoszewski pozostanie w mojej pamięci przede wszystkim jako niezłomny świadek XX wieku, więzień KL Auschwitz, żołnierz Armii Krajowej, Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Był człowiek dokonującym heroicznych wyborów w czasie wojny oraz w latach komunistycznej dyktatury.  Jestem przekonany, że i w przyszłości znajdą czytelników jego liczne dzieła naukowe oraz pełna pasji i żaru publicystyka. Był także felietonistą „Gościa Niedzielnego”. Kiedy dostrzegł, że linia tygodnika wyraźnie rozmija się z jego poglądami, zrezygnował ze współpracy, informując o tym naczelnego w grzecznym liście.

Czytał nas jednak do końca. Był wspaniałym, porywającym mówcą. O wielkich sprawach potrafił mówić nie tylko z patosem, ale i ironią oraz dystansem do własnej osoby. Byłem świadkiem jego kilku spotkań z młodymi Niemcami. Zawsze wyglądało to podobnie. Najpierw słuchano go tylko z pewnym zaciekawieniem, później w skupieniu, a na końcu w nastroju identyfikacji ze słowami mówcy. A nie mówił Niemcom rzeczy łatwych. Przypomniał kim byli ich ojcowie i dziadkowie, a jednocześnie podkreślał swoją wiarę w to, że oni mogą i powinny być inni. Z pewnością nie szybko znajdzie się ktoś, kto będzie potrafił tak mówić do naszych zachodnich sąsiadów i będzie przez nich z równą uwagą słuchany. W swej aktywności publicznej był człowiekiem pełnym sprzeczności.

Odegrał ważną rolę w dziele rozliczenia czasu dyktatury komunistycznej, której skutków boleśnie doświadczył. W 1952 r. w sfingowanym procesie został  skazany na 8 lat więzienia za szpiegostwo. Później był inwigilowany i represjonowany do końca PRL. W stanie wojennym został internowany.  Polityków z SLD tolerował, ale nie miał dla nich szacunku, także dla Aleksandra Kwaśniewskiego. Doceniał jego talent polityczny, ale widział w nim przede wszystkim sprytnego komucha, potrafiącego umiejętnie wykorzystać moment, aby zdobyć zaufanie społeczeństwa i wygrać wybory.

Nie chciał firmować jego polityki, dlatego zrezygnował z urzędu ministra spraw zagranicznych. Wspierał zabiegi o powstanie Instytutu Pamięci Narodowej. Był także jednym z pierwszych, którzy otrzymali z IPN materiały z okresu wieloletniej inwigilacji w czasach komunistycznych. Na tej podstawie powstała książka, która jest ważnym przyczynkiem do dziejów PRL. Z tym większą przykrością odnotowałem później jego napastliwe ataki na książkę Gontarczyka i Cęckiewicza o Lechu Wałęsie. Tym bardziej absurdalne, że Bartoszewski tej książki nie przeczytał.

Znakomicie współpracował z prezydentem Warszawy Lechem Kaczyńskim przy budowie Muzeum Powstania Warszawskiego, został jednak jego zdecydowanym przeciwnikiem, gdy tamten wygrał wybory prezydenckie. Nie mógł mu wybaczyć lapsusów w polityce zagranicznej i personalnej, na co prezydent Kaczyński zareagował bardzo stanowczo. Spór polityczny zamienił się w ostry konflikt personalny, którego nie przerwała tragiczna śmierć prezydenta w Smoleńsku. Bartoszewski publicznie powiedział wtedy wiele niemądrych i niezwykle bolesnych słów o braciach Kaczyńskich oraz ich obozie politycznym. Zresztą w ostatnich latach zradykalizował język opisując swych przeciwników politycznych wyłącznie słowami pełnymi niechęci, a nieraz i pogardy. Oni odpłacali mu tym samym.

Postponowano go nieraz podle, bez względu na dawne zasługi. Tej niechęci boleśnie doświadczał zwłaszcza w czasie uroczystości ku czci Powstańców Warszawskich, kiedy część zebranych gwizdała i buczała, gdy pojawiał się na Cmentarzu Powązkowskim.  Pokłosie tamtych nastrojów można spotkać i dzisiaj, czytając chamskie i małostkowe wpisy na niektórych portalach. Musiało ich być dużo, gdyż niektóre z nich zawiesiły nawet możliwość komentowania informacji o jego śmierci, aby nie dopuścić do skandalu w dniach żałoby po nim.  

Swój gwiezdny czas w polityce miał kiedy był ministrem spraw zagranicznych w rządzie Jerzego Buzka. Stworzył wówczas program na miarę wyzwań stojących przed polską polityką. Przygotował Polskę do członkostwa w Unii Europejskiej, ugruntował pojednanie z Niemcami. W ostatnich latach wrócił do polityki i został ważnym urzędnikiem w Kancelarii Premiera. Odgrywał znacząca rolę w pierwszej kadencji rządu Tuska, w drugiej był już tylko figurantem, bez wpływu nawet na kwestie za które formalnie odpowiadał, czyli relacje z Izraelem i Niemcami.

Był w ostrym konflikcie z min. Sikorskim, który wielokrotnie lekceważył jego opinie. W Kancelarii premier Kopacz był już tylko szacownym rekwizytem. Prof. Bartoszewski z pewnością wiele zrobił dla porozumienia polsko-niemieckiego, czy polsko-żydowskiego. Nie potrafił jednak z podobną empatią podejść do sporów polsko-polskich, dzisiaj niestety bardziej rozległych i groźniejszych dla naszej przyszłości, aniżeli tamte, historyczne.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się