Nowy numer 42/2020 Archiwum

Tonący Kremla się chwyta

Grecja już od kilku lat balansuje na krawędzi bankructwa. A że Unia Europejska ponagla w sprawie głębokich reform gospodarczych i odmawia kolejnych pożyczek, premier Tsipras pojechał szukać pomocy w Moskwie.

Święty Mikołaj i święty Spirydon to jedni z najbardziej popularnych świętych Kościoła prawosławnego. Obaj żyli na przełomie III i IV wieku. Szczególnie czczeni są w Rosji i Grecji. Siedemnastowieczna ikona przedstawiająca obu świętych, która podczas II wojny światowej została zrabowana z Grecji przez nazistów, a następnie zdobyta przez Rosjan podczas podboju III Rzeszy, stała się nowym symbolem przyjaźni przywódców obu państw. 9 kwietnia, podczas spotkania w Moskwie, Władimir Putin uroczyście zwrócił ją greckiemu premierowi Alexisowi Tsiprasowi. To jednak nie względy wiary były głównym powodem kwietniowej wizyty. Wszak Tsipras deklaruje się jako ateista, a Putin od lat znany jest z instrumentalnego traktowania religii. Oba kraje dostrzegły wielką szansę w zacieśnianiu relacji. Grecja wykorzystuje przyjaźń z Moskwą, by udowodnić, że w razie fiaska negocjacji z UE gotowy jest „plan B”. Kreml zaś nie przepuści żadnej okazji do spotykania się z tymi przywódcami wspólnoty europejskiej, którzy osłabiają i tak już bardzo kruchą politykę twardej linii Brukseli wobec Rosji.

Koń trojański?

Prorosyjskie sentymenty premiera Tsiprasa i jego lewicowej partii SYRIZA, która wygrała przedterminowe wybory parlamentarne w styczniu 2015 roku, od dawna nie były tajemnicą. W końcu większość liderów tego ugrupowania, łącznie z szefem rządu, ma za sobą przeszłość w Komunistycznej Partii Grecji. Ambasador Rosji w Atenach był pierwszym zagranicznym dyplomatą przyjętym przez Alexisa Tsiprasa po objęciu stanowiska.

Grecki premier od początku urzędowania konsekwentnie torpeduje starania unijnych przywódców o utrzymanie jednomyślnego, krytycznego wobec Kremla stanowiska. Był jednym z liderów frakcji w UE sprzeciwiającej się zaostrzeniu sankcji po ostrzelaniu pod koniec stycznia ukraińskiego miasta Mariupol. W marcu szef rządu powtórzył, że jego zdaniem restrykcje to „droga donikąd”. Warto podkreślić, że prorosyjska polityka wcale nie spotyka się ze sprzeciwem greckiego społeczeństwa. Wręcz przeciwnie. Oba kraje łączą wspólnota religijna oraz głębokie więzi historyczne. Grecy pamiętają, że to właśnie Rosja była mocarstwem najsilniej wspierającym odrodzenie się niepodległej Hellady w 1821 roku. Pierwszy prezydent kraju Joanis Kapodistrias był ministrem spraw zagranicznych na dworze cara Aleksandra I. Z kolei po latach bardzo uciążliwego i mało skutecznego programu naprawczego greckiej gospodarki, narzuconego przez Unię Europejską, Zachód ma w Grecji fatalną opinię. Według cytowanych przez BBC badań instytutu Pew Research Center, tylko 23 proc. mieszkańców pozytywnie ocenia UE, za to aż 63 proc. deklaruje sympatię dla Rosji. Nic więc dziwnego, że właśnie Moskwa była jednym z pierwszych celów zagranicznych podróży Alexisa Tsiprasa. 9 i 10 kwietnia spotkał się m.in. z Władimirem Putinem, przewodniczącym Dumy Siergiejem Naryszkinem oraz studentami elitarnego Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – MGIMO. Wizyta greckiego premiera przyniosła kolejną serię wypowiedzi podminowujących jedność unijnego stanowiska wobec Rosji. Szef rządu powtórzył, iż Grecja jest przeciwna sankcjom. Ostrzegł, że mogą one spowodować „nową zimną wojnę”. Tsipras zaproponował pełnienie przez jego kraj roli „pomostu między UE a Rosją”. Podczas spotkania ze studentami roztaczał mglistą wizję budowania „nowej architektury bezpieczeństwa w Europie”, oczywiście we współpracy z Kremlem. Przywódcy obu państw potwierdzili też, że trwają rozmowy nad wspólnymi projektami energetycznymi. Dwudniowa wizyta z bogatym programem spotkań jest więc jasnym sygnałem, że Tsipras, jak zresztą wielokrotnie podkreślał, ma zamiar prowadzić politykę zagraniczną bez oglądania się na unijne stanowisko, a Rosja postrzegana jest jako bliski sojusznik. Premier powróci do Moskwy w maju, gdy jako jeden z nielicznych europejskich przywódców będzie gościł na paradzie zwycięstwa w rocznicę zakończenia II wojny światowej.

Pogróżki bankruta

Za buńczuczną retoryką greckiego premiera kryje się jednak desperacka próba uniknięcia finansowej katastrofy. Z końcem kwietnia mija termin spłaty kolejnej raty pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego – 450 mln dolarów. Kilkuletnia kuracja gospodarki Hellady i wpompowanie w nią przez UE niebotycznej sumy 7,2 mld euro przyniosły mizerne skutki.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama