Nowy numer 42/2020 Archiwum

Wdowy płaczą naprawdę

Dwustu mężczyzn i jedna kobieta reprezentują 22 tysiące. Marszem, modlitwą, refleksją. Idą w ciszy, by o tamtych było głośno.

Maria Bojemska, w czarnym kapelusiku, czarnym eleganckim płaszczu, z obrączką na palcu lewej dłoni, do Warszawy przyjechała podmiejską kolejką. Potem przesiadła się do tramwaju, by następnie dokończyć trasę na piechotę na staromiejskim bruku. Pantofle, na dość wysokim obcasie, raźno stukają na kocich łbach. W rytmie bardzo konkretnym: do katedry, do katedry, do katedry polowej. Na co dzień Maria jest Marysią. Bez makijażu, bez obcasów. Zwykła uczennica klasy drugiej w liceum nazaretanek. Na VIII Katyńskim Marszu Cieni będzie odgrywać rolę wdowy. Ważna rola. Tych wdów były tysiące i tysiące. I trzeba pamiętać.

Miej miłosierdzie dla nas...

Najpierw Msza św. w warszawskiej katedrze polowej. Ubrani w mundury przedwojennych polskich oficerów mężczyźni służą do Mszy, modlą się. Przystępują do Komunii. Wszystko dla tych i za tych, którzy strzałem w tył głowy 75 lat wcześniej zostali zamordowani w Katyniu, Charkowie, Miednoje. Z tylu katedry gromadzą się kobiety, które wcielą się we wdowy, córki, siostry oficerów. Katyńskie sieroty. Modlą się za te kobiety, które w 1940 r. w jednej chwili zostały same. Solidarność i współodczuwanie pokoleń. Koniec Mszy świętej. Rekonstruktorzy – oficerowie – przechodzą do katedralnej kaplicy katyńskiej.

Głośno i wyraźnie: „Dla Jego bolesnej męki, miej miłosierdzie dla nas i świata całego”... Niektórzy na ścianie kaplicy szukają znajomych nazwisk pomordowanych oficerów. Idąc w marszu, będą trzymali znicz z nazwiskiem bohatera, którego reprezentują. Którego pamięć przywracają światu. I będą się nadal za niego modlić. Krótki salut. Wychodzą w milczeniu. Teraz trzeba pokonać trasę spod katedry aż pod Muzeum Wojska Polskiego. Tam uformuje się marsz. Jadą więc rekonstruktorzy komunikacją miejską. Idą na piechotę. W płaszczach, rogatywkach, butach skórzanych. Ułanom na warszawskim bruku brzęczą ostrogi. Przed godziną 15 ponad 200 rekonstruktorów czeka na rozkazy. Komendant marszu Jarosław Wróblewski z Grupy Historycznej Zgrupowania „Radosław” (twórcy marszu) czyta regulamin. Uczestnicy, głównie członkowie różnych grup rekonstrukcyjnych, przyjechali do Warszawy niemal z całej Polski. Na własny koszt. Bo bardzo chcieli. – Pamiętajmy, marsz to nie defilada. Nie idziemy radośnie, nie idziemy w chwale. Jesteśmy upokorzonymi jeńcami. Jesteśmy cieniami tych, którzy ponieśli największa cenę za wolność, za to, że się nie poddali – mówi Wróblewski. – Dla mijanych osób będziemy znakiem zapytania. Będziemy jakimś bólem. Przypominamy, budzimy. Zawsze w ciszy.

Wymarsz

Ustawiają się czwórki. W pierwszej czwórce gen. Bronisław Bohaterewicz oraz ks. mjr Andrzej Niwa. W postać generała wcielił się pan Przemysław Maćkowiak z Lubonia. Przyjechał razem z córką Konstancją i grupą przyjaciół. Wśród nich jest Monika Warchalewska z synkiem Aleksym. Na potrzeby marszu tworzą rodzinę generała. – To jest pasja. I świadomość, że przekazujemy żywą historię naszym dzieciom. Jesteśmy na marszu po raz pierwszy i – mimo że przyjazd wymagał wielu wyrzeczeń i pracy – będziemy chcieli wrócić za rok. W postać ks. Niwy wcielił się… ks. Marcin Krępa, prawdziwy kapelan Koła Pułkowego 8. Pułku Ułanów księcia Józefa Poniatowskiego w Krakowie. – Mój dziadek służył w tym pułku. A ja idę, by oddać hołd ks. Niwie. Był jedynym księdzem z diecezji tarnowskiej, który zginął w Katyniu.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama