Nowy numer 43/2020 Archiwum

Honor rodziny uratowany

Członek rodziny, która zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, uspokaja niecierpliwego szwagra: powoływanie zewnętrznej komisji śledczej zaledwie 5 lat od tragedii jest przedwczesne i niestosowne. Trwa przecież śledztwo domowe.

Wyjechali wcześnie rano. Kwiecień 2010. Rodzinna pielgrzymka. Taka nawet trochę pojednawcza: udało się zebrać skłócone ciotki i wujków, siostry i braci, którzy ani myśleli dotąd spotykać się na rodzinnych uroczystościach, czy choćby słowa ze sobą zamienić. Chyba, że takie, które by jeszcze bardziej pogłębiły dzielące ich rowy. To, że wyjechali razem, zakrawało na cud.

Zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Niewyjaśnionych do dzisiaj. Śledztwem zajęli się wprawdzie nieprzychylni rodzinie członkowie sąsiedniego klanu, ale przecież nikt by się nie odważył, nawet oni, mataczyć w śledztwie dotyczącym tak głośniej tragedii. No, przepraszam, śledztwem zajęli się także pozostali na miejscu członkowie rodziny. Od 5 lat już dochodzą. I całe szczęście, że najstarszy z nich potrafi przywołać do porządku tych nadgorliwych – ech, szwagier, dziadek, parę ciotek, generalnie, rodzinni pieniacze. Komisji śledczej złożonej z kilkunastu albo i kilkudziesięciu klanów im się zachciało. Honoru nie mają: rodzina sama dopiero od 5 lat drąży jak może, ba, nawet czasem się zdarzy, że do wniosków podobnych do tych ze śledztwa wrogiego klanu dochodzi, co tylko potwierdza jej profesjonalizm i samowystarczalność. Ale pieniacze nie rozumieją i chcą wzywać na pomoc zupełnie obce rodziny. Całe szczęście, że „stary” ma gadane i do rozsądku pieniaczom próbuje przemówić: "Jeśli ktoś chce udowadniać całemu światu, że nasza rodzina sama nie potrafi załatwiać swoich spraw i że musi mieć doradców, rozjemców i ekspertów zewnętrznych, to ja się mogę tylko temu dziwić. Pomysł, żeby suwerenna rodzina sięgała po czynnik zewnętrzny - zanim jeszcze nasza rodzinna komisja zakończy śledztwo, wydaje mi się czymś zdecydowanie niestosownym i przedwczesnym".

Dobrze, że jest „stary”. Honor rodziny przynajmniej ratuje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Jacek Dziedzina

Dziennikarz działu „Świat”

W „Gościu" od 2006 r. Studia z socjologii ukończył w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Pracował m.in. w Instytucie Kultury Polskiej przy Ambasadzie RP w Londynie. Laureat nagrody Grand Press 2011 w kategorii Publicystyka. Autor reportaży zagranicznych, m.in. z Wietnamu, Libanu, Syrii, Izraela, Kosowa, USA, Cypru, Turcji, Irlandii, Mołdawii, Białorusi i innych. Publikował w „Do Rzeczy", „Rzeczpospolitej" („Plus Minus") i portalu Onet.pl. Autor książek, m.in. „Mocowałem się z Bogiem” (wywiad rzeka z ks. Henrykiem Bolczykiem) i „Psycholog w konfesjonale” (wywiad rzeka z ks. Markiem Dziewieckim). Prowadzi również własną działalność wydawniczą. Interesuje się historią najnowszą, stosunkami międzynarodowymi, teologią, literaturą faktu, filmem i muzyką liturgiczną. Obszary specjalizacji: analizy dotyczące Bliskiego Wschodu, Bałkanów, Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych, a także wywiady i publicystyka poświęcone życiu Kościoła na świecie i nowej ewangelizacji.

Kontakt:
jacek.dziedzina@gosc.pl
Więcej artykułów Jacka Dziedziny

 

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także