Nowy numer 43/2020 Archiwum

Kropla drąży kamień

W Warszawie odbyła się premiera książki Małgorzaty Wasserman i Bogdana Rymanowskiego "Zamach na prawdę". Córka zmarłego w katastrofie smoleńskiej Zbigniewa Wassermana i znany dziennikarz wyjaśniali, dlaczego zdecydowali się pracować nad publikacją.

- Przyświecały mi dwie intencje - mówiła Małgorzata Wasserman. - Po pierwsze, chciałam uporządkować chaos informacyjny, z którym mamy do czynienia od pięciu lat.  Głośno zadaję pytania: Dlaczego wokół sprawy katastrofy powiedziano tyle nieprawdy? Dlaczego wypowiadają się wciąż pseudoeksperci? Druga moja motywacja to chęć pokazania społeczeństwu kim był mój ojciec. Bo za życia został bardzo pokrzywdzony medialnymi doniesieniami na temat tzw. wanny Wassermana. Mimo, że wszystkie procesy, które wytoczyliśmy w tej sprawie nasza rodzina wygrała, ojciec nigdy nie został za pomówienia oficjalnie przeproszony. Chce żeby chociaż po jego śmierci - ludzie przeczytali prawdę 
 
Natomiast Bogdan Rymanowski, dziennikarz znany głównie z pracy w TVN, powiedział, że szukanie prawdy i dobrego tematu, to cele, które powinny być ważne dla wszystkich ludzi mediów: - W sprawie katastrofy smoleńskiej jest więcej niewiadomych, niż spraw wyjaśnionych. Przyszła mi więc myśl, by porozmawiać o Smoleńsku z kimś, kto o katastrofie wie bardzo dużo. Katastrofa przerwała też moje wcześniejsze rozmowy ze Zbigniewem Wassermanem o służbach specjalnych. Córki pana Wassermana nie znałem wcześniej. Poznaliśmy się w telewizji. Zrobila na mnie ogromne wrażenie: mówiła bez egzaltacji, spokojnie i merytorycznie. Dlatego pomyślałem, że warto przeprowadzić rozmowę na wiele tematów dotyczących katastrofy, ale też pozwolić opowiedzieć córce o ojcu. 
 
Książka "Zamach na prawdę" szczegółowo opowiada o przesłuchaniach w Moskwie, oraz o tym, co działo się później, podczas śledztwa. 
- Pani Wasserman potrafiła dopingować prokuraturę do działania. Wnioskowała też o ekshumację ciała własnego ojca. Mimo, że chociażby pan Parulski mówił o ekshumacji jako o "politycznej nekrofilii". A to przecież oczywiste, że rodziny ofiar mają prawo do ekshumacji, gdy nie było sekcji zwłok - opowiadał Rymanowski, 

Autorzy książki odnieśli się też do informacji z ostatnich dni: o rzekomym odczytaniu i ujawnieniu kolejnych zapisów rozmów z kokpitu. 
- To sytuacja kuriozalna. Doniesienia medialne są kompletnie niewiarygodne - mówiła Wasserman. Według niej coraz wyraźniej widać, że aby wyjaśnić przyczyny katastrofy, konieczne jest powołanie zespołu międzynarodowego złożonego ze specjalistów do spraw wypadków lotniczych.
 
Bogdan Rymanowski przypomniał metaforę, której użyła Małgorzata Wasserman na określenie sytuacji, która ciągnie się pięć lat: 
- Wyobraźmy sobie wypadek samochodowy. Ginie człowiek lub więcej osób. Co się dzieje na drodze do momentu przyjazdu policji? Nie wolno nic ruszyć. Wszystko musi trwać w stanie nienaruszonym do momentu pobrania próbek, wykonania zdjęć, zabezpieczenia terenu. Co się działo w Rosji? Po katastrofie niszczono ślady, dowody, do tej pory polska prokuratura nie dysponuje wrakiem, który jest tak ważnym dowodem. Trafnie stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz nazywając śledztwo "śledztwem takim, jakby chodziło o włamanie do garażu".  

Rymanowski dodał, ze w dużym stopniu śledztwo jest prowadzone ze względu na nacisk rodzin. - Ale mam wrażenie ze prokuratura się miota od ściany do ściany. Coś robi, pewne sprawy prowadzi poprawnie, ale dużo spraw zostało zaprzepaszczonych. 
 
Na pytanie dziennikarzy, czy w Smoleńsku mogło dojść do zamachu, Małgorzata Wasserman stwierdziła, że jest za wcześnie na odpowiedz. Żeby odpowiedzieć, co naprawdę się stało, potrzebne jest przekazanie śledztwa osobom, które poprowadzą je merytorycznie i niezależnie. - Chciałabym żeby ktoś w końcu, jasno i konkretnie, w oparciu o badania, odpowiedział na kilka ważnych pytań:  jaka siła rozrzuciła szczątki samolotu tak wiele metrów wstecz? Tak zwanym lotem koszącym?  Jak to możliwe, ze samolot uderza z gigantyczna siłą, a na powierzchni ziemi nie pojawia się charakterystyczny krater?  
 
Wasserman przypomniała, ze biegli archeolodzy, którzy pracowali na miejscu katastrofy sześć miesięcy później, zebrali aż 60 tys. elementów wraku. To niespotykane przy zwykłych katastrofach lotniczych.
- Dlaczego w końcu, na nagraniu z telewizji rosyjskiej (!), które powstało kilka dni po katastrofie, w słynnej brzozie nie ma śladu szczątków samolotu? Tymczasem szczątki te pojawiły się już w kolejnych nagraniach - mówi Wasserman. 
 
Pytany o niemiecką książkę dziennikarza śledczego Jurgena Rotha na temat katastrofy smoleńskiej, Rymanowski stwierdził:
- Do takich publikacji należy podchodzić ostrożnie i z dystansem. Jednak moim zdaniem może to być to krok ku poznaniu prawdy. Kropla drąży kamień, więc każda publikacja na ten temat, ma znaczenie. Ciekawe, że dzięki tej książce, niemiecki "Bild", na pierwszej stronie, pyta: "Czy Putin zlecił zamach na polskiego prezydenta"? Dobrze, że zachodni dziennikarze zaczynają pytać.  
 
« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama