Nowy numer 42/2020 Archiwum

Ofiary wojny

Michel Hazanavicius nie oszczędza widza. W „Rozdzielonych” przedstawił drugą wojnę czeczeńską z różnych punktów widzenia, nie unikając mocnych środków wyrazu.

Obie wojny czeczeńskie doczekały się kilku niezłych ekranizacji, również rosyjskich. Akcja „Rozdzielonych” Michela Hazanaviciusa, autora nagrodzonego pięcioma Oscarami „Artysty”, rozgrywa się w 1999 roku, czyli na samym początku II wojny czeczeńskiej. Wówczas Kreml postanowił ostatecznie rozprawić się z niesubordynowaną republiką. Wojska rosyjskie, które wkroczyły do Czeczenii, walczyły o „zaprowadzenie porządku konstytucyjnego”. Tak brzmiało oficjalne uzasadnienie interwencji. Strona rosyjska podkreślała, że sytuacja w republice jest niestabilna, a czeczeńscy rebelianci dążą do wyparcia Rosjan ich z całego Kaukazu.

Trzy historie

Film rozpoczyna się przesłuchaniem rodziny Czeczenów przez rosyjskich żołnierzy. To brutalna i oddana z pełnym realizmem scena, która z pewnością wstrząśnie widzem. Trudno zresztą opowiadać prawdę o wojnie, nie przedstawiając jej okropności. W filmie nie znajdziemy, z wyjątkiem jednej, scen batalistycznych. Wojnę, a właściwie jej skutki oglądamy oczami trojga bohaterów: osieroconego czeczeńskiego chłopca, rosyjskiego poborowego i obserwatorki z ramienia Unii Europejskiej. Na plan pierwszy wybijają się dwa pierwsze, rozwijające się równolegle wątki. Po stracie rodziców dziewięcioletni Hadji pozostaje wraz malutkim bratem w zniszczonej przez Rosjan wiosce. Ucieka z domu, wędruje bezdrożami, by uniknąć rosyjskich patroli, i w końcu dzięki pomocy masowo opuszczających Czeczenię uchodźców trafia do sąsiedniej Inguszetii, gdzie działają organizacje udzielające pomocy ofiarom konfliktu. Wojenne przeżycia i przemoc, jakiej był świadkiem, pozostawiają w nim niezatarte ślady.

Dręczy go też poczucie winy z powodu opuszczenia małego brata. To wszystko sprawia, że chłopak boi się ludzi, nie przyjmuje oferowanej mu pomocy i żyje w obcym mieście z dnia na dzień, żywiąc się byle czym i śpiąc, gdzie popadnie. Hadji miał jednak szczęście, bo zainteresowała się nim Carole, przedstawicielka komisji praw człowieka Unii Europejskiej w Inguszetii. Fikcyjną historię małego Czeczena uzupełniają świadectwa ofiar wojny spisywane przez Carole. Są to historie autentyczne, chociaż odgrywają je aktorzy. Podkreślają wiarygodność opowieści o wojnie widzianej oczyma dziecka. Reżyser „Rozdzielonych” przyznaje, że wątek ocalonego z rzezi dziewięciolatka nie był jego oryginalnym pomysłem. Zainspirował go nakręcony w 1948 roku film „Po wielkiej burzy” Freda Zinnemanna.

Była to opowieść o czeskim chłopcu, który ocalał z obozu koncentracyjnego w Auschwitz, a następnie uciekł z obozu dla uchodźców w powojennych Niemczech i został przygarnięty przez amerykańskiego żołnierza. Niektóre rozwiązania fabularne „Rozdzielonych”, np. sceny końcowe, to dosłowna kopia scen z filmu Zinnemanna. Rozgrywający się w Inguszetii wątek związany z działalnością organizacji pomocowej i działaczki praw człowieka nie grzeszy oryginalnością. Tchnie natomiast deklaratywnością i należy do najsłabszych fragmentów „Rozdzielonych”. Drażni melodramatyczne i schematyczne przedstawienie relacji między bohaterami, a szczególnie wysiłków Carole, by zniwelować przeżytą przez chłopca traumę i przywrócić mu radość życia. Carole jest zaangażowaną aktywistką, która walczy, by zebrane przez nią relacje o zbrodniach popełnianych przez żołnierzy na Czeczenach trafiły nie tylko do mediów, ale w jakiś sposób zmieniły politykę Unii wobec Rosji.

Występuje nawet na forum Parlamentu Europejskiego. Okazuje się, że jej wystąpienie przeszło bez echa. Na sali słucha jej tylko kilka osób, a na twarzach niektórych parlamentarzystów wyraźnie widać znudzenie. Relacja Carole nie należy zresztą do udanych, bo widząc reakcję sali, coraz bardziej się gubi. Akurat to przemówienie, chociaż bardziej publicystyczne niż filmowe, ma jak najbardziej aktualne odniesienia do sytuacji związanej z obecnymi działaniami Rosji na Ukrainie.

Ofiara systemu

Reżyser zgrabnie łączy wszystkie wątki filmu, ale wydaje się, że cierpi na tym jego dramaturgia. Historia rosyjskiego żołnierza jest bardzo przejmująca i właściwie stanowiłaby znakomity temat na osobny film. Bohaterem tego wątku jest Kola, sympatyczny młody człowiek porwany przez milicjantów prosto z ulicy za jakieś fikcyjne przewinienie. Zostaje postawiony przed wyborem: armia, która wyraźnie cierpi na brak rekrutów, albo więzienie. Wybiera armię, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji tej decyzji. Kola wydaje się człowiekiem, który poradzi sobie w każdej sytuacji, ale wkrótce rzeczywistość go przerasta.

Widzimy go, kiedy w dość beztroskim nastroju wraz z innymi poborowymi jedzie na miejsce szkolenia. Tu rozpoczyna się koszmar. Kola stara się zachować godność w sytuacjach skrajnego poniżenia, nie podobają mu się stosowane w koszarach metody, ale okazanie najmniejszej chociażby dezaprobaty wywołuje represje. O horrorze, jaki przeżywają młodzi rekruci w rosyjskiej armii, napisano już wiele. Nie są to historie wymyślone. Podobne opowieści znajdują się w wydanej także w Polsce książce Arkadia Babczenki „Dziesięć kawałków o wojnie. Rosjanin w Czeczenii”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama