Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nic się nie stało?

Najwyższa Izba Kontroli właśnie zakończyła kontrolę Krajowego Biura Wyborczego. Po lekturze jej wniosków nie wierzę w podane oficjalnie wyniki ostatnich wyborów samorządowych.

Ani to, co mówił na konferencji prasowej prezes Najwyższej Izby Kontroli Krzysztof Kwiatkowski, ani streszczenie raportu (jego pełny tekst dostępny będzie dopiero po uprawomocnieniu) nie świadczą o masowych fałszerstwach. Nie stwierdzają nawet jednego takiego przypadku. Odsłaniają jednak kompletną niewydolność systemu, który miał stać na straży prawidłowości wyników.

Niepewny most

Wyobraźmy sobie sytuację, w której projektant mostu autostradowego, który ma być rozciągnięty nad przepaścią, pokazuje wyliczenia grubości filarów, a następnie oświadcza „wierzę w moje wyliczenia, choć kalkulator, na którym je robiłem, działał nieprawidłowo”. W liczby się nie wierzy. Liczby się oblicza. Jeżeli program działał źle, jeżeli w module kalkulatora pojawiały się błędy – nie można być pewnym wyniku. Dzisiaj, po czterech miesiącach od zakończenia głosowania, Państwowa Komisja Wyborcza podała pełne wyniki wyborów samorządowych. Pełne, czyli dotyczące wszystkich okręgów, w których wybory się odbywały. Ale te wyniki nie uwzględniają wszystkich głosów.

W poprzednim numerze „Gościa Niedzielnego”, opisaliśmy konkretne przykłady głosów, które zostały oddane, choć w oficjalnych wynikach nie ma po nich śladu. Raporty Najwyższej Izby Kontroli czasami czyta się jak najgorsze horrory. Nie tylko ten ostatni, dotyczący systemu informatycznego obsługującego wybory samorządowe. Poprzedni głośny raport dotyczył budowy gazoportu w Świnoujściu. NIK ukazała wtedy obraz nie jednej z najważniejszych polskich inwestycji ostatnich lat, tylko pobojowiska i proceduralnego bagna. Jednym raportem NIK do kosza wyrzuciła wszystkie zapewnienia przynajmniej dwóch ostatnich premierów. Także to, co z przekonaniem mówiła o gazoporcie premier Ewa Kopacz. Co było do przewidzenia, sprawę maglowano dzień, może dwa i... nic więcej się nie stało. Premier Kopacz nie uznała nawet za stosowne zająć się sprawą. Nic się nie stało Polacy, nic się nie stało. Wcześniej były raporty na temat dróg, kolei i transportu lotniczego.

O cyberbezpieczeństwie, ZUS-ie i Stadionie Narodowym. No i o systemie egzaminów szkolnych oraz braku kontroli nad służbami specjalnymi. Obraz państwa, jaki wyłania się z tych raportów, dość „zgrabnie” opisał były już minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, czyli „…, … i kamieni kupa”. Ale nie martwcie się Polacy. Nic się nie stało.

Długa lista nieprawidłowości

Ostatni raport Najwyższej Izby Kontroli dotyczy funkcjonowania Krajowego Biura Wyborczego w czasie ostatnich wyborów samorządowych. Krajowego Biura Wyborczego nie należy mylić z Państwową Komisją Wyborczą. Ta ostatnia jest w pewnym sensie powołana do przeprowadzenia konkretnych wyborów, podczas gdy KWB to urząd działający cały czas i powołany do stworzenia dla PKW warunków do prawidłowej pracy. Chodzi o zapewnienie warunków zarówno finansowych, jak i technicznych oraz organizacyjnych do przeprowadzenia wyborów czy referendów. NIK kontrolowała nie Państwową Komisję Wyborczą, tylko Krajowe Biuro Wyborcze. Wyniki kontroli zmusiły NIK do złożenia zawiadomienia do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.

W tym zawiadomieniu napisano o „poważnych nieprawidłowościach”, jakie odkryto. Kontrola NIK obejmowała nie tylko sam dzień głosowania czy proces liczenia głosów, ale także długą historię zaniechań i bałaganu związanego z przetargami na system informatyczny, który miał ułatwić obliczenie wyników listopadowych wyborów samorządowych. Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski mówił wprost, że pośpiech i nierzetelność spowodowały, że system nie był przygotowany do zliczania głosów. Samo biuro wyborcze przeprowadzało przetarg w sposób nieprawidłowy. Nie określono wymagań jakościowych systemu informatycznego, a oceny nadesłanych ofert dokonali pracownicy, którzy nie mieli do tego odpowiednich narzędzi. Jak zaznaczył szef NIK, „mogło to prowokować zachowania korupcyjne”. Mocne słowa w ustach bardzo wysokiego urzędnika państwowego. Ale najmocniejsze miało dopiero nastąpić.

Konferencja, na której zaprezentowano raport, wyglądała jak dobrze wyreżyserowany film mistrza kina grozy Alfreda Hitchcocka: na początku było trzęsienie ziemi, a potem napięcie już tylko rosło. Okazało się bowiem, że Krajowe Biuro Wyborcze odebrało system informatyczny bez sprawdzenia poprawności jego działania. W efekcie otrzymało coś, co było niezgodne z zamówieniem. Jak zaznaczył Kwiatkowski, dopuszczono do użytkowania system, który „posiadał liczne i istotne błędy”, w tym „błędy o charakterze krytycznym”. I kolejne mocne zdanie: „Te błędy mogły prowadzić do nieautoryzowanego użycia systemu z zewnątrz”. Prezes NIK mówił, że nie został sprawdzony kalkulator wyborczy, a wiele błędów, które zaczęły ujawniać się dopiero w czasie liczenia głosów, było poprawianych na działającym już systemie. „W dniu wyborów posługiwano się programem z błędami”, bo Krajowe Biuro Wyborcze nie przygotowało nawet ostatecznej wersji oprogramowania. „Biuro nie zapewniło obsługi serwisowej na poziomie odpowiednim do rangi zadania” – mówił prezes NIK. Nie było planów awaryjnych, odpowiednich szkoleń, a użytkownicy systemu nie mieli możliwości ćwiczyć na funkcjonującej i gotowej wersji oprogramowania. Kwiatkowski oskarża Konferencja prezesa NIK rozpoczęła się o godz. 10.15, a zakończyła dokładnie kwadrans później.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama