Nowy numer 43/2020 Archiwum

Aby Polska  się nie zwinęła

O celach i zamierzeniach kampanii prezydenckiej z Andrzejem Dudą rozmawia Andrzej Grajewski

Andrzej Grajewski: Objeździł Pan już kawał Polski, spotkał się z tysiącami ludzi, jaki obraz kraju wyłania się z tych spotkań, czego potencjalni wyborcy od Pana oczekują?

Andrzej Duda: Rzeczywiście tego doświadczenia zebrało się wiele. Objechaliśmy, mówię w liczbie mnogiej, gdyż przecież cały czas towarzyszą mi ludzie pomagający w tej kampanii, ponad pół Polski, ponad 195 powiatów ziemskich. Wydaje mi się, że są to głosy dość reprezentatywne, gdyż na spotkania przychodzą nie tylko moi zwolennicy, czy wyborcy PiS, ale także ludzie mający odmienne przekonania. Podczas większości spotkań przejawiają się trzy zasadnicze wątki: niski poziom życia, problem masowych wyjazdów młodych ludzi za granicę, z powodu braku pracy i perspektyw w kraju, oraz zwijająca się Polska powiatowa. Do tego dochodzi kwestia systemu emerytalnego, co ciekawe, przedstawiana z dwóch stron. Od strony pracodawców – jak prowadzić biznes, skoro tak wielkie są obciążenia i składki z tytułu ubezpieczeń społecznych; oraz od strony emerytów – jak to jest, że pracowaliśmy całe życie, a teraz dostajemy po 800 zł czy 1200 zł. Istnieją także obawy wśród ludzi nadal pracujących, związane z przesunięciem wieku emerytalnego i wydłużeniem czasu pracy. Generalnie obraz jest wszędzie podobny, im dalej od wielkich miast, tym gorzej. Polska tam się zwija. Znikają urzędy, komisariaty policji, placówki kultury, sądy, szkoły, nie ma komunikacji z większymi centrami. Na jednym ze spotkań ktoś opowiadał, że najpierw zlikwidowali im połączenia kolejowe, a jak domagali się ich przywrócenia, to rozebrali im dworzec, aby nie było już żadnych wątpliwości, że zostaną komunikacyjnie odcięci od świata. Na naszych oczach następuję degradacja ogromnych obszarów naszego kraju. Rozwój kilku metropolii tego obrazu nie zmienia.
 

I jaki z tego wyprowadza Pan wniosek dla siebie?

Jestem głęboko przekonany, że najważniejszym zadaniem przyszłego prezydenta – a szerzej: rządzących, władzy centralnej – jest odbudowa polskiej gospodarki. To także refleksja po spotkaniu z Polakami mieszkającymi i pracującymi w Londynie. Większość z nich do kraju nie wróci, jeśli nie zmieni się u nas sytuacja ekonomiczna.

Te zapóźnienia są wynikiem licznych procesów, także dziedzictwa po PRL.

Nie do końca się tutaj zgodzę z panem, wielu tych ludzi w czasach PRL miało pracę i jakieś perspektywy, może na niewielką skalę, ale pozwalało im to normalnie żyć i mieć jakieś plany na przyszłość. Oczywiście część naszych obecnych problemów to pokłosie błędów jeszcze z tamtej epoki. Ale wiele tych problemów jest wynikiem źle przeprowadzonej transformacji systemowej po 1989 r. Dla tych ludzi największą życiową katastrofą była likwidacja w skali masowej miejsc pracy. Ten proces postępuje, choć nie tak lawinowo, jak w latach 90.
 

Tylko że zmiany na tych obszarach w niewielkim stopniu zależą od prezydenta, to raczej kompetencje premiera, rządu, parlamentu.

Jeśli jeżdżę na spotkania i słucham, jakie są oczekiwania ludzi wobec kandydata na prezydenta Rzeczypospolitej, to także dlatego, aby przedstawić im swój program, który będzie proponował rozwiązanie tych problemów. W moim przekonaniu takie działania mieszczą się w zakresie konstytucyjnych kompetencji urzędu prezydenta RP, choć oczywiście to głównie na rządzie spoczywa obowiązek ich rozwiązywania. Prezydent jednak może być inicjatorem wielu dobrych rozwiązań i pomysłów.
 

To co Pan mówi zwijającej się Polsce B?

Mówię, że wielkim zadaniem, stojącym także przed prezydentem RP, jest wzięcie udziału w procesie odbudowy gospodarki. Z racji posiadanego mandatu, jedynego takiego w Polsce, danego z woli narodu, prezydent jest predysponowany, aby wskazywać kierunki polityczne tego działania. Ludzie tego od prezydenta oczekują, i ja na to jestem gotowy. Myślę, że te oczekiwania idą dalej. Ludzie chcieliby, aby wokół prezydenta powstawały strategie rozwoju narodowego, a on sprawował pieczę nad realizacją tych planów.
 

Wydaje mi się to mało realne w naszym systemie. Pracował Pan przecież w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego, gdzie także wypracowywano różne strategie, ale rząd miał inne priorytety i nic z tego nie było realizowane.

Niestety, była taka sytuacja, ale oczekiwanie społeczne jest zdecydowanie inne. Prezydent powinien z racji swego mandatu szukać celów nadrzędnych, uwzględniając przede wszystkim interes państwa i narodu, a nie partykularne interesy różnych grup czy partii politycznych. Dlatego odrzucam model prezydentury symbolicznej, wycofanej, ograniczającej się do reprezentowania, określanej mianem „żyrandolowej”. Chcę realizować model prezydentury aktywnej, bliskiej ludziom i służącej ludziom. Uważam, że nawet w ramach obecnych kompetencji prezydent może zrobić całkiem sporo.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Andrzej Grajewski

Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”, kierownik działu „Świat”

Doktor nauk politycznych, historyk. W redakcji „Gościa” pracuje od czerwca 1981. W latach 80. był działaczem podziemnych struktur „Solidarności” na Podbeskidziu. Jest autorem wielu publikacji książkowych, w tym: „Agca nie był sam”, „Trudne pojednanie. Stosunki czesko-niemieckie 1989–1999”, „Kompleks Judasza. Kościół zraniony. Chrześcijanie w Europie Środkowo-Wschodniej między oporem a kolaboracją”, „Wygnanie”. Odznaczony Krzyżem Pro Ecclesia et Pontifice, Krzyżem Wolności i Solidarności, Odznaką Honorową Bene Merito. Jego obszar specjalizacji to najnowsza historia Polski i Europy Środkowo-Wschodniej, historia Kościoła, Stolica Apostolska i jej aktywność w świecie współczesnym.

Kontakt:
andrzej.grajewski@gosc.pl
Więcej artykułów Andrzeja Grajewskiego

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się