Nowy numer 25/2022 Archiwum

Już nie chorują

O zdrowym rozsądku w zdrowym żywieniu, wyprawie, która zmieniła całą rodzinę, i codziennych wyborach matki z Julitą Bator

I jak zmieniła Pani chemię na jedzenie?

Stopniowo. Przykład: uwielbialiśmy koncentrat malinowy zmieszany z wodą. Przeczytałam w końcu etykietę tego syropu. Jaki jest jego skład? Syropu glukozowo-fruktozowego, ogromnie szkodliwego, w koncentracie pod dostatkiem, a malin nie było prawie wcale. Zaczęłam więc kupować maliny i sama robić sok. Podobnie zaczęłam po jakimś czasie robić własny jogurt: ze świeżego mleka. Mleko z kartonu się do tego nie nadaje. Nauczyłam się piec mięsa, które zastępują nafaszerowane przeróżnymi chemicznymi polepszaczami i wypełniaczami wędliny. Kupuję wieprzowinę od dostawcy, któremu ufam. Nigdy z supermarketu.

To wszystko jednak dość czasochłonne.

Z jednej strony tak. Wymaga pewnych starań. Z drugiej strony zyskałam mnóstwo czasu, bo nie muszę już z dziećmi chodzić non stop do lekarza. (śmiech) Bo z miesiąca na miesiąc, po wprowadzeniu zmian żywieniowych, dzieci chorowały coraz mniej. W chwili obecnej nie chorują prawie wcale. Naprawdę nie sądziłam, gdy rozpoczynałam swoją przygodę ze zdrową żywnością, że różnica będzie aż tak duża.

Jednak na kupno dobrej jakości mięsa nie wszystkich stać.

Tu jest kwestia ustawienia priorytetów, pewnej organizacji i dyscypliny. Żeby gotować zdrowo, zainwestowałam w drugą zamrażarkę. Kupuję np. sporą część świni, porcjuję.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama