Nowy numer 37/2021 Archiwum

I tylko górników żal


Wiadomo już, co rząd zamierza zrobić ze znajdującą się w bardzo trudnej sytuacji ekonomicznej Kompanią Węglową.


W obecnym kształcie przestanie ona istnieć. Przypomnijmy, że ta największa w Europie spółka węglowa grupująca 14 kopalń zatrudnia blisko 45 tys. ludzi. Po jedenastu miesiącach ubiegłego roku straty firmy wynosiły grubo ponad miliard złotych. I nadal rosną, bo węgiel stale sprzedawany jest poniżej kosztów produkcji. Cztery kopalnie zostaną zlikwidowane, co minister Wojciech Kowalczyk, odpowiedzialny za cały proces ratunkowy, eufemistycznie nazywa „wygaszaniem”. Pracownicy likwidowanych zakładów mają otrzymać albo górnicze urlopy, albo odprawy, albo możliwość zatrudnienia w pozostałych kopalniach. Cały proces rozłożony na lata 2015–2016 ma kosztować 2 mld 300 mln złotych (szczegóły w rozmowie z ministrem na ss. 40–42). Być może na tym etapie nie da się zrobić już niczego innego, ale do rządowych planów muszę dorzucić kilka uwag. Po pierwsze nie wolno zapomnieć, że do zapaści spółki doprowadził nie tylko spadek cen węgla, ale również złe zarządzanie kopalniami, za co pełną odpowiedzialność ponoszą rządzący. Na wielkiej ekonomii się nie znam, ale ponieważ od dziecka obracam się wśród górników, mogę coś niecoś powiedzieć o organizacji pracy w górnictwie. Pracownik administracji jednej z przeznaczonych do likwidacji kopalń powiedział mi niedawno, że nie ma odwagi protestować w obronie swojego miejsca pracy. Dlaczego? Bo doskonale wie, że pracę, którą od lat wykonują dwie osoby, spokojnie mogłaby zrobić jedna.

A takich sytuacji w górnictwie jest więcej. Prawda że bulwersujące? Tyle tylko, że za taki stan rzeczy nie odpowiadają szeregowi pracownicy, ale szefowie spółki. A ci zawsze byli z nadania rządowego. Jestem głęboko przekonany, że wszyscy górnicy chcieliby mieć poczucie satysfakcji z pracy wykonywanej w doskonale prowadzonej firmie. Górnicy są ludźmi bardzo honorowymi, silnie związanymi ze swoją kopalnią. Jako syn górnika, brat górnika i wujek górnika mogę coś o tym powiedzieć. Niestety, nigdy nie doczekali się tej satysfakcji. Dodatkowo spadnie teraz na nich fala krytyki i oburzenia za owe ponad 2 miliardy złotych z budżetu państwa przeznaczone na ratowanie sytuacji. Proszę jednak pamiętać, że zdecydowana większość z owych prawie 45 tysięcy pracowników Kompanii nie ma i nie miała najmniejszego wpływu na to, w jaki sposób spółka była zarządzana. Słuszne pretensje proszę kierować do rządzących. Tysiącom górników należy się raczej współczucie, że ci najwyżej stojący zmarnowali tyle miejsc pracy. A ponadto ogromny kapitał społeczny nagromadzony przez lata w górniczych rodzinach. Być może bolesna operacja zaplanowana na 45 tysiącach pracowników i setkach tysięcy członków ich rodzin przebiegnie w miarę spokojnie. Oby tak się stało. Rodzi się jednak obawa, że za jakiś czas podobny problem znowu stanie u drzwi. Kopalnie, które przetrwają obecne trzęsienie ziemi, znajdą się na skraju upadłości. Bo rządzący, po jako takim uspokojeniu sytuacji, przestaną się nimi interesować.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się