Nowy numer 43/2020 Archiwum

Wciąż nie wiadomo gdzie jest wrak Air Asia

Szef tanich linii AirAsia Tony Fernandes powiedział w środę, że nie zlokalizowano jeszcze wraku Airbusa 320-200, który w niedzielę spadł do Morza Jawajskiego, w pobliżu Borneo. Wcześniej informowano, że za pomocą sonaru udało się ustalić położenie maszyny.

Na konferencji prasowej w mieście Surabaja, na wyspie Jawa, Fernandes nie potwierdził, jakoby sonar wykrył wrak samolotu.

Wcześniej przedstawiciel służb ratowniczych Hernanto powiedział, że duży, ciemny obiekt zlokalizowany przy pomocy sonaru na dnie Morza Jawajskiego to najpewniej wrak maszyny AirAsia. Dodał, że znajduje się on "na głębokości 30-50 metrów".

Dotychczas wydobyto siedem ciał ofiar katastrofy lotniczej, w tym ciało kobiety w mundurze stewardessy. Jedna z ofiar miała na sobie kamizelkę ratunkową. Wcześniej podawano, że wyłowiono ok. 40 ciał.

Dwa ciała przetransportowano już do Surabai, drugiego co do wielkości indonezyjskiego miasta, gdzie przebywa obecnie większość bliskich ofiar katastrofy. Powstało tam centrum zarządzania kryzysowego. Od 30 osób pobrano już próbki DNA w celu identyfikacji ofiar.

Jak pisze agencja Reutera, to, że jedna osoba miała na sobie kamizelkę ratunkową, sugeruje, iż osoby przebywające na pokładzie miały czas przygotować się, zanim samolot spadł do morza lub zanim zatonął. Zagadką pozostaje, dlaczego piloci nie wysłali sygnału SOS. Wznowiona w środę rano czasu lokalnego akcja poszukiwawcza została wkrótce zawieszona. Prace ratowników i płetwonurków utrudniały silny wiatr i wysokie, nawet trzymetrowe fale.

Jak pisze Reuters, samolot najpewniej był w nienaruszonym stanie, gdy uderzył w wodę. Mogło dojść do zjawiska przeciągnięcia, czyli utraty siły nośnej i sterowności przez maszynę. Powoduje ono gwałtowną utratę wysokości i może spowodować wejście w korkociąg.

Prezydent Indonezji Joko Widodo powiedział, że obecnie priorytetem jest wyłowienie ciał. Wyraził ubolewanie z powodu katastrofy i zapewnił, że linie AirAsia wkrótce wypłacą bliskim ofiar pieniądze z powodu tragedii. Szef AirAsia Fernandes określił katastrofę jako swój "największy koszmar".

Airbus A320-200 zniknął z radarów o godz. 6.17 (0.17 czasu polskiego) w niedzielę, lecąc w gęstych chmurach burzowych z Surabai do Singapuru. Na pokładzie maszyny były 162 osoby, głównie Indonezyjczycy. AirAsia to tanie malezyjskie linie lotnicze, które posiadają swoją filię między innymi w Indonezji.

Podczas feralnego lotu pilot za zgodą kontroli lotów zmienił kurs, żeby ominąć front burzowy. Wkrótce potem zwrócił się o zgodę na zwiększenie wysokości do 38 tysięcy stóp (ponad 11580 metrów). Zgody tej nie otrzymał od razu, ponieważ w pobliżu leciały na tym pułapie inne maszyny. Gdy kilka minut później kontrola lotów zezwoliła mu na zwiększenie wysokości najpierw do 34 tys. stóp (ponad 10360 metrów), pilot już nie odpowiedział.

W internetowych dyskusjach piloci koncentrują się na niepotwierdzonych danych z innego radaru, sugerujących, że maszyna wznosiła się zbyt wolno jak na trudne warunki pogodowe, które wówczas panowały i mogło dojść do przeciągnięcia.

Według śledczych załoga mogła zbyt późno poprosić o zgodę na zwiększenie wysokości lub mogła wznieść się wcześniej z własnej inicjatywy - poinformowało źródło bliskie śledztwu, cytowane przez Reutera. Dodało ono, że panujące wówczas złe warunki pogodowe także mogły mieć wpływ na katastrofę. Wśród możliwości Reuters wymienia też zamarznięcie czytników i fakt, że piloci dysponowali niedokładnymi danymi.

« 1 »

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama