Nowy numer 43/2020 Archiwum

Jasełka XXL przejdź do galerii

W świątecznych orszakach odżywają wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. Odżywa też bogata polska tradycja jasełkowa, która przez lata trochę się zakurzyła. Teraz powraca ze zwielokrotnioną mocą.

Wyruszają z trzech stron, by spotkać się w lokalnym Betlejem, którym na ten dzień staje się Rynek. W imponujących przebraniach – europejskich, afrykańskich i azjatyckich – idą ulicami Jarosławia, budząc zaciekawienie i podziw. Orszak Trzech Króli osiąga tutaj niespotykane rozmiary. Podąża w nim co roku kilkanaście tysięcy osób, czyli prawie pół miasta!

Coś się dzieje w Jarosławiu

W holu Katolickiego Centrum Kultury tłum młodych ludzi. Stoją w kolejce po fantazyjne stroje, uszyte wcześniej przez wolontariuszy z klubu seniora. Natalia Darkowska, gimnazjalistka, przymierza czerwony płaszcz, obszyty białym futerkiem. Będzie uczestniczyć w pochodzie już po raz czwarty. – Idę, bo chcę mieć wspomnienia – mówi. – To piękna, historyczna sprawa. Cieszę się, że w Jarosławiu, gdzie na co dzień jest mało imprez, coś takiego się dzieje. Wreszcie mamy okazję, żeby się integrować. Wzmocnienie więzi między mieszkańcami jest jednym z celów, jakie stawiają sobie organizatorzy Orszaków Trzech Króli w całej Polsce. 6 stycznia we współczesnej formie odżywają wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat. Odżywa też bogata polska tradycja jasełkowa, która przez lata trochę się zakurzyła. Teraz powraca ze zwielokrotnioną mocą. Orszaki miewają bowiem charakter monumentalny, jak w Jarosławiu, gdzie przebiera się aż 1200 osób. Na wierzchowcach, w bogatych szatach, w towarzystwie kapel i mieszkańców ubranych w barwne korony, idą Trzej Królowie złożyć dary nowonarodzonemu Dzieciątku. Barwne pochody stają się tym samym niecodzienną, widowiskową formą głoszenia Dobrej Nowiny. Włączają się w nie zarówno parafie, jak i władze miejskie, starsi i młodzież.

– Torby uszyte przez seniorów będą rozdawać licealiści – cieszy się ks. Andrzej Surowiec, proboszcz parafii Chrystusa Króla, archiprezbiter jarosławski i pomysłodawca orszaku. – To lokalny cud: najtrudniej zaangażować w coś takiego uczniów szkół średnich, a tu się udało. 348 młodych osób przekaże uczestnikom pochodu śpiewniki, korony, opłatki i kredę. Tę kredę zaniesiemy potem do domów, by napisać na drzwiach: K+M+B.

Wygrać wielbłąda

Borek Stary, malowniczo położona wieś w tej samej diecezji przemyskiej, ze słynącym łaskami obrazem Matki Bożej, w tym roku dopiero startuje z organizacją orszaku. Ale parafianie już odnieśli niemały sukces: wygrali wielbłąda. Fundacja Orszak Trzech Króli, koordynująca wydarzenia w całej Polsce, funduje bowiem wizytę zwierzęcia w tej miejscowości, która zbierze najwięcej głosów w internetowym plebiscycie. Do udziału w konkursie namówiła tutejszego proboszcza Grażyna Pękala, radna powiatu, na której duże wrażenie zrobiły zdjęcia i transmisje telewizyjne z innych orszaków. Dlaczego nie spróbować u nas? – pomyślała. Ks. proboszcz Adam Pietrucha, wspierany przez parafian, podjął wyzwanie. – Bardzo dużo ludzi się zaangażowało – podkreśla ks. Pietrucha. – Początkowo głosowaliśmy dla zabawy, aż tu nagle okazało się, że jesteśmy na samym szczycie. – Zwycięstwo podgrzało atmosferę, zjednoczyło parafię, obejmującą cztery wioski. Zmobilizowało także tych, którzy nigdy nie angażowali się w żadne grupy – dodaje o. Roman Bakalarz, dominikanin. W barokowym klasztorze dominikanów, z którego orszak wyruszy w trasę do kościoła śś. Piotra i Pawła, trwa narada. Będą konie, ale kto ich dosiądzie? Czy kapela pojedzie bryczką? Czy wielbłąd przejdzie trasę, jeśli spadnie śnieg? – zastanawiają się organizatorzy, rozważając różne warianty. – Dobrze by było przykryć gospodę słomą – mówi sołtys Stanisław Wojturski, który odpowiada za przygotowanie jednego z przystanków. Bardzo się cieszy z roli gospodarza, którą mu przeznaczono. Zmarzniętym będzie rozdawał ciepłą herbatę. – To będzie dla nas doniosłe, uroczyste wydarzenie. Bo przecież tyle miast walczyło, a tu taki mały Borek wygrał – dodaje.

Legioniści i owieczki

Trzykilometrowa trasa orszaku w Borku Starym jest jedną z najdłuższych w Polsce. Ale – jak zaznacza proboszcz – parafianie często przechodzą tę właśnie trasę podczas różnych procesji. Na drodze orszaku rozgrywać się będą kolejne wydarzenia: odczytanie edyktu, scena z królem Herodem, odrzucenie Świętej Rodziny przez właściciela gospody. Schody przed placem kościelnym staną się bramą do nieba. W zdążaniu do niej przeszkadzać mają diabły, które jednak zatrzymają się przy figurze św. Michała na boreckim cmentarzu. – Realizacje poszczególnych scen powierzyliśmy różnym grupom i osobom prywatnym – tłumaczy Barbara Mroczka, plastyk z Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Tyczynie, która jest jedną z osób koordynujących orszak. Tymczasem w Szkole Podstawowej im. Wojska Polskiego w Borku Starym trwają jasełka, które dla wielu dzieci są próbą generalną przed świątecznym orszakiem. Pierwszoklasiści pójdą w nim przebrani za owieczki. W Domu Ludowym Dorota Godowska-Skaba właśnie szyje dla nich stroje. Barbara Mroczka maluje tarcze dla rzymskich legionistów. W sąsiedniej sali ćwiczy zespół śpiewaczy „Borkowianie”, który, wraz z trzema innymi zespołami, oraz Kapelą Wójta Tycznera pod kierownictwem Zbigniewa Sztaby, zadba o muzyczną oprawę całości.

„Borkowianie”, ubrani w piękne rzeszowskie stroje, zaśpiewają przy szopce kolędy. Pomagają też w szyciu kostiumów na styczniową uroczystość. – Na co dzień mamy bardzo zróżnicowany repertuar: od piosenek biesiadnych, przez pieśni ludowe i patriotyczne, aż po kościelne – opowiada Barbara Trzyna, kierownik zespołu. – Dla nas udział w tym przedsięwzięciu to wielka frajda, a najbardziej cieszymy się z wielbłąda – śmieje się.

Profesjonalizm Dobrej Nowiny

Dzięki orszakom nie tylko integrują się parafie. To także świetna okazja, by rodziny mogły zrobić coś razem. – U nas w organizację włączają się wszystkie pokolenia: mąż robi tarcze, syn będzie konferansjerem, a wnuk – owieczką – cieszy się Grażyna Pękala. Z pozytywnego zamieszania związanego z orszakiem cieszy się też borecki proboszcz: – Ludzie zjednoczyli się jeszcze bardziej, ale zwycięstwo w konkursie pokazało, że ta parafia jest żywa na co dzień – podkreśla ks. Adam Pietrucha. Podobnie tłumaczy fenomen jarosławskiego orszaku ks. Andrzej Surowiec: – U nas we wspólnotach uczestniczy po kilkaset osób – mówi. – Tworząc Katolickie Centrum Kultury czy Parafialny Klub Sportowy Kolping Jarosław, który występuje teraz w najwyższej klasie rozgrywek tenisa stołowego w kraju, zawsze szukałem ludzi z pasją. Sam starałem się od początku być wiarygodnym, oddawać wszystkie siły dla parafian. O centrum i klubie mówiłem, zanim jeszcze powstał kościół. Wydawało się to wtedy niemożliwe do realizacji, a jednak udało się. I tak samo jest z orszakiem. Postawiłem na świeckich, współpracuję z dyrektorami, wójtami. Ludzi można przyciągnąć do takich wydarzeń, kiedy działa się profesjonalnie. Impreza łączy ludzi z różnych środowisk. Chcę, żeby jej przesłanie dotarło do nich wszystkich.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Szymon Babuchowski

Kierownik działu „Kultura”

Doktor nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Przez cztery lata pracował jako nauczyciel języka polskiego, w „Gościu” jest od 2004 roku. Poeta, autor pięciu tomów wierszy. Dwa ostatnie były nominowane do Orfeusza – Nagrody Poetyckiej im. K.I. Gałczyńskiego, a „Jak daleko” został dodatkowo uhonorowany Orfeuszem Czytelników. Laureat Nagrody Fundacji im. ks. Janusza St. Pasierba, stypendysta Fundacji Grazella im. Anny Siemieńskiej. Tłumaczony na język hiszpański, francuski, serbski, chorwacki, czarnogórski, czeski i słoweński. W latach 2008-2016 prowadził dział poetycki w magazynie „44/ Czterdzieści i Cztery”. Wraz z zespołem Dobre Ludzie nagrał płyty: Łagodne przejście (2015) i Dalej (2019). Jest też pomysłodawcą i współautorem zbioru reportaży z Ameryki Południowej „Kościół na końcu świata” oraz autorem wywiadu rzeki z Natalią Niemen „Niebo będzie później”. Jego wiersze i teksty śpiewają m.in. Natalia Niemen i Stanisław Soyka.

Kontakt:
szymon.babuchowski@gosc.pl
Więcej artykułów Szymona Babuchowskiego

 

Zobacz także