Nowy numer 44/2020 Archiwum

Mniej znaczy więcej

Jak ustawić granicę dziecięcego posiadania, tak by krzywdy dziecku nie zrobić, ale też nadmiarem rzeczy nie zatłuc wrażliwości.

Co prawda sezon prezentowo-świąteczny już za nami, ale może to dobry czas na podsumowania. Zacznijmy od pewnych obserwacji i wyliczanek. W pokoju dziecięcym poustawiajmy w jednym rządku wszystkie nowości, które pociecha otrzymała w ostatnim czasie. Od rodziców, wujków, ciotek oraz koleżanek czy kolegów podczas tzw. szkolnej wigilii. Jeśli równy rządek jest krótszy niż od kuchni do przedpokoju, nie jest źle. Jeśli prezentowy szlaczek wije się przez wszystkie pokoje, nie omijając toalety, mamy problem.

Ilość rzeczy, które posiadają współczesne dzieci, prowadzi wprost do dzikiego chaosu, pomieszanego z poczuciem, że „wszystko już mam i jeszcze więcej potrzebuję”. 10 niemal identycznych lalek, 15 modnych zestawów takiej lub owakiej zabawki. Nie mówiąc już o ciuchach, gadżetach „takich, co wszyscy mają” i innych przedmiotach, które nie tylko zagracają dziecięcy pokój, ale i umysł. Mniej rzeczy – znaczy więcej. Serio. W pewnym momencie, szczególnie gdy w domu dzieci więcej niż dwoje, odkrywa się tę zasadę z nową mocą.

Nie tylko dlatego, że ilość rzeczy skutecznie rujnuje dom. Raczej dlatego, że ilość rzeczy rujnuje relacje, fajne bycie razem i dobrą zabawę. Znajomy ojciec opowiadał, jak to kupił dziecku wypasione auto na urodziny. Takie sterowane, z tysiącem funkcji. Podczas tej samej uroczystości dziecko dostało też... samochodzik zrobiony na szydełku (da się!). Wypasione auto po godzinie zabawy zostało rzucone do kąta. Tam, gdzie miejsce innych porzuconych zabawek. Autko szydełkowe zostało ukochaną zabawką – a do tego przytulanką – na lata.

Jak się opanować? Jak ustawić granicę dziecięcego posiadania tak, by z jednej strony krzywdy dziecku nie zrobić, a z drugiej – by nadmiarem rzeczy nie zatłuc wrażliwości, nie pozbawić harmonii, nie zagrozić rozwojowi dziecięcej wyobraźni? Na to pytanie, każdy z nas, rodziców, musi sobie odpowiedzieć sam. Warto jednak obserwować dziecko. Jeśli, mimo góry zabawek i przedmiotów, sprawia wrażenie wiecznie znudzonego, jękliwego, kręcącego nosem na wszystko i wszystkich, wypadałoby zrobić porządek w dziecięcym pokoju. Może się okazać, że takie porządki przyniosą również dobry efekt w postaci większego dziecięcego spokoju, akceptacji innych i umiejętności zabawy. Mniej – znaczy więcej. W zabawie i życiu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Agata Puścikowska

Dziennikarz działu „Polska”

Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim. Od 2006 r. redaktor warszawskiej edycji „Gościa”, a od 2011 dziennikarz działu „Polska”. Autorka felietonowej rubryki „Z mojego okna”. A także kilku wydawnictw książkowych, m.in. „Wojenne siostry”, „Wielokuchnia”, „Siostra na krawędzi”, „I co my z tego mamy?”, „Życia-rysy. Reportaże o ludziach (nie)zwykłych”. Społecznie zajmuje się działalnością pro-life i działalnością na rzecz osób niepełnosprawnych. Interesuje się muzyką Chopina, książkami i podróżami. Jej obszar specjalizacji to zagadnienia społeczne, problemy kobiet, problematyka rodzinna.

Kontakt:
agata.puscikowska@gosc.pl
Więcej artykułów Agaty Puścikowskiej

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także