Nowy numer 43/2020 Archiwum

Olbrzym robi raban

Jedno wiadomo na pewno: ten olbrzym istnieje. A skąd wiadomo? Przynajmniej raz w roku około 6 stycznia budzi się w spektakularny sposób i pokazuje w całej okazałości. A ta cała okazałość z każdym rokiem jest większa.

Rozprzestrzeniające się jak iskry po ściernisku orszaki Trzech Króli są przede wszystkim dziełem olbrzyma o imieniu świeccy. Księża, poza życzliwością dla sprawy, nie musieli wiele robić. Z poziomu dużych miast orszaki zeszły przez lata na poziom miasteczek, a nawet wsi. Jeszcze parę lat, a próżno będzie szukać parafii bez orszaku. W niewielkim Jarosławiu na Podkarpaciu w orszaku uczestniczy kilkanaście tysięcy osób, czyli prawie pół miasta. A w stroje przebiera się aż 1200 mieszkańców. W przygotowania zaangażowanych jest bardzo wielu licealistów, co miejscowy proboszcz nazywa cudem, bo tę grupę najtrudniej zachęcić do wspólnego działania (więcej na ss. 70–73).

Nawet gdyby ktoś chciał traktować Orszak Trzech Króli tylko jako zabawę – co byłoby uproszczeniem, bo jest on również publicznym wyznaniem wiary – i tak miałby on ogromną wartość. Na jego tle dobiegające z Zachodu informacje o zakazie budowania szopek w miejscach publicznych, bo podobno naruszają świecki charakter państwa, brzmią śmiesznie. Orszaki w przestrzeń publiczną wnoszą nie tylko niewinne szopki, ale całą tę przestrzeń sakralizują. I nikt nie powinien protestować, bo dzieje się tak za sprawą samych mieszkańców. Za mało im było kolęd w kościele i w domu, więc wyszli z nimi na ulice. W koronach na głowach i w kolorowych strojach wyglądają zabawnie, ale śpiewają o sprawie najważniejszej – że „Bóg się rodzi” i dlatego „pójdźmy wszyscy do stajenki, do Jezusa i Panienki.

Powitajmy Maleńkiego i Maryję, Matkę Jego”. W ten sposób przestrzeń publiczna nabiera religijnego charakteru. To coś cudownego! Dzięki orszakowi przestrzeń publiczna nie jest zarezerwowana tylko dla hipermarketu, stacji benzynowej czy banku, ale jest dostępna też dla Boga. A wszystko za sprawą lekko przebudzonego olbrzyma. Zanim papież Franciszek wezwał katolików do zrobienia rabanu, na polskich ulicach 6 stycznia trwał on już od dobrych paru lat. Dlaczego olbrzym budzi się tak spektakularnie właśnie na początku stycznia, tego dokładnie nie wiem. Być może tak wielkie zaangażowanie świeckich w organizację orszaków bierze się z chęci powiedzenia, że zależy nam na religijnym świecie. W takim lepiej się czujemy. Nie chcemy żyć w przestrzeni ogołoconej z religii, w miejscu pozbawionym jakichkolwiek odniesień do Boga.

Tak zwane państwo świeckie, które jest wrogo nastawione do religii, jest nam obce. Dlatego wychodzimy na ulice, a nawet wyjeżdżamy na koniach i wielbłądach, by zamanifestować nasze pragnienia. By pokazać, z czym jest nam dobrze. Robimy to łagodnie, w formie zabawy, ale z wielkim przekonaniem. Mam nadzieję, że moje przypuszczenia nie odbiegają daleko od prawdy. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się