Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie zdążyli z "płodem"

W jednym z opolskich szpitali doszło do zabicia człowieka, bo nie udało się zabić go, gdy nie miał statusu człowieka.

„Mordercy”, „skończone bydlaki”, „zwyrodnialcy” – czytam na Facebooku pod informacją o śmierci dziecka „źle wyabortowanego” w jednym z opolskich szpitali (przeczytaj tekst Zabito dziecko, które przeżyło późną aborcję?)

Ale o co chodzi? Przecież personel szpitala, który zostawił dziecko na śmierć, chciał pomóc kobiecie. Przecież ona realizowała swoje prawo do aborcji eugenicznej, w której obronie mężnie stanęła większość naszych posłów. Posłowie nie przelękli się nawet 600 tysięcy podpisów obywateli, bo przecież „trzeba rozumieć dramaty kobiety”. Nie pamiętacie już tego?

Nie rozumiem, czym różni się to dziecko od swoich ponad siedmiuset rówieśników, których rocznie zabija się w majestacie polskiego prawa. O co ten krzyk? Że aborcja nie wyszła i „płód”, ni z tego, ni z owego, nagle stał się człowiekiem? Że dziecko krzyczało? Ale każde z tych kilkuset rocznie zabijanych krzyczałoby, gdyby przed śmiercią zdążyło nabrać powietrza albo gdyby – odłożone na półkę po „wyproszeniu” z łona matki, miało na to dość sił. Na czym w istocie polega osławiona „terminacja”, jeśli nie na tym, co zrobiono z dzieckiem w Opolu? Jaka jest różnica między tym dzieckiem a innymi? Czy miejsce pobytu – w łonie matki czy poza jej łonem – ma takie znaczenie?

Dlaczego w tym przypadku nie słyszę, że to wybór kobiety? Dlaczego milczą ci, co twierdzą, że prawo nie powinno wypowiadać się, gdy idzie o „brzuch kobiety”? Gdzie się podziały te pięknoduchy, które twierdzą, że w kwestii aborcji trzeba społeczeństwo wychowywać, a nie karać sprawców?

I wreszcie, w kontekście wydarzenia z Opola, chciałbym zapytać, za co zwolniono prof. Chazana? I dlaczego tak wielu Polaków, dając posłuch rozpętanej histerii, okrzyknęło go nieomal przestępcą? Pomijając wszystkie kłamstwa, jakie wypowiedziano na jego temat, w mocy pozostaje pytanie, czy lekarz może z jakiegokolwiek powodu zabić człowieka lub wskazać miejsce, gdzie się go zabije? Bo jeśli ktoś uważa, że może, to powinien teraz bronić sprawców mordu w Opolu. A władze tego szpitala niech poskarżą się do sądu, że ktoś szarga ich dobre imię, bo świadczone przez nich usługi nazywa zabijaniem.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Franciszek Kucharczak

Dziennikarz działu „Kościół”

Teolog i historyk Kościoła, absolwent Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, wieloletni redaktor i grafik „Małego Gościa Niedzielnego” (autor m.in. rubryki „Franek fałszerz” i „Mędrzec dyżurny”), obecnie współpracownik tego miesięcznika. Autor „Tabliczki sumienia” – cotygodniowego felietonu publikowanego w „Gościu Niedzielnym”. Autor książki „Tabliczka sumienia”, współautor książki „Bóg lubi tych, którzy walczą ” i książki-wywiadu z Markiem Jurkiem „Dysydent w państwie POPiS”. Zainteresowania: sztuki plastyczne, turystyka (zwłaszcza rowerowa). Motto: „Jestem tendencyjny – popieram Jezusa”.
Jego obszar specjalizacji to kwestie moralne i teologiczne, komentowanie w optyce chrześcijańskiej spraw wzbudzających kontrowersje, zwłaszcza na obszarze państwo-Kościół, wychowanie dzieci i młodzieży, etyka seksualna. Autor nazywa to teologią stosowaną.

Kontakt:
franciszek.kucharczak@gosc.pl
Więcej artykułów Franciszka Kucharczaka

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zobacz także