Nowy numer 43/2020 Archiwum

Święta w okopie

W 1818 roku w małej austriackiej parafii pierwszy raz zaśpiewano „Cichą noc”. 96 lat później, w samym środku pierwszej wojny światowej, ta kolęda wraz z meczem w piłkę nożną uratowała setki żołnierzy.

Rok 1914. Wybucha wojna. Z racji niespotykanych dotąd rozmiarów zostanie potem nazwana Wielką Wojną, a później I wojną światową. Dążyły do niej niemal wszystkie europejskie mocarstwa. Kiedy 28 czerwca 1914 roku z rąk serbskiego zamachowca ginie Franciszek Ferdynand, austro-węgierski następca tronu, wszystkie strony konfliktu mają już przygotowany system sojuszy, plany mobilizacyjne i wojenne. Ówcześni wojskowi zakładali, że wygra ten, kto pierwszy zdoła sformować armię i zaatakować. System politycznych sojuszy na kontynencie przypominał ustawianie domina. Kiedy Austro-Węgry w odpowiedzi na zabójstwo Franciszka Ferdynanda wypowiedziały 28 lipca wojnę Serbii, domino runęło… a świat stanął w ogniu. Wojna miała trwać krótko. Cesarz niemiecki zapowiadał, że żołnierze wrócą do domu wraz z opadnięciem liści z drzew. W Anglii prognozowano, że konflikt skończy się przed świętami Bożego Narodzenia. Mało kto przewidywał, że wojna potrwa 4 lata i będzie przypominać „mechaniczną rzeźnię”.
 

Chcemy wojny

Wybuchowi wojny towarzyszył entuzjazm praktycznie wszystkich warstw społecznych. Europa, w której ostatni „poważny” konflikt miał miejsce wiek wcześniej, czekała na rozwiązanie swoich spraw. Wojskowe elity poczuły, że nadszedł ich czas. Politycy mieli nadzieję, że ich geopolityczne problemy w końcu zostaną rozstrzygnięte. Każdy chciał zostać bohaterem, więc młodzi ludzie masowo garnęli się do armii. Pociągi wypełnione żołnierzami odjeżdżały z dworców w całej Europie, żegnane wiwatami ludności. Jej entuzjazm został też wzmocniony propagandowymi posunięciami. Rosjanie nazwę stolicy z niemieckiego Petersburga zmienili na swojski Piotrogród, a caryca Aleksandra Fiodorowna (Niemka) starała się być bardziej rosyjska niż sami Rosjanie. Władcy brytyjscy (ich ród wywodził się z terenu Niemiec) w 1917 roku przestali nawet używać nazwiska Coburg, które zmienili na znane dziś Windsor. Cesarz niemiecki Wilhelm II nie wspominał zaś o tym, że jest kuzynem zarówno brytyjskiego króla, jak i rosyjskiego cara.


Pierwsze miesiące wojny sprawiały wrażenie, że działania zostały perfekcyjnie zaplanowane, a w rzeczywistości była to chao- tyczna wymiana ciosów. Francuzi zaatakowali Niemców w Alzacji i ponieśli olbrzymie straty; Austriacy nie potrafili pokonać słabych, jak się wydawało, Serbów. Niemcy parli na Paryż, ale w ostatniej chwili musieli przerzucić część swoich wojsk na wschód. Sztab niemiecki nie przewidział, że Rosjanie zmobilizują się tak szybko i pozostawił Prusy Wschodnie bez osłony. Rosjanie wtargnęli do Prus i zostali pokonani, mimo że w kilka tygodni chcieli dojść do Berlina. Ich klęska pozwoliła jednak Francuzom złapać oddech i tym samym w decydującej bitwie, zwanej Cudem nad Marną, powstrzymać Niemców. Do grudnia 1914 roku front na Zachodzie ustabilizował się, a żołnierze zaczęli się okopywać. Stało się jasne, że wojna nie będzie łatwa i szybka, a chłopcy spędzą święta Bożego Narodzenia w okopach. Plany prostych żołnierzy, którzy chcieli szybko wrócić do domów, w mundurach obwieszonych odznaczeniami, okazały się równie nierealne jak plany sztabowców.
 

Pokój na święta

3 września, miesiąc po wybuchu wojny, kardynałowie wybierają nowego papieża – Benedykta XV. Ojciec święty natychmiast angażuje się w pomoc ofiarom wojny i próbuje forsować rozwiązania pokojowe. Wychodzi również z propozycją wstrzymania ognia na czas świąt Bożego Narodzenia. Papieska propozycja zostaje jednak odrzucona przez mocarstwa. Szeregowi żołnierze jednak posłuchali Benedykta XV i na froncie jego propozycję wcielili w życie. Warunki tam panujące były mało świąteczne – było zimno, mokro i nieprzyjemnie. System okopów dopiero się tworzył, zaopatrzenie było fatalne, podobnie jak warunki higieniczne. Do tego ciągły ostrzał – jak nie z karabinów, to artylerii. Nic nie zachęcało do świętowania, jednak po obu stronach frontu żołnierze próbowali. Jak pod Ypres w Belgii, gdzie naprzeciwko siebie w okopach siedzieli Brytyjczycy i Niemcy. Ci ostatni w wigilijną noc zapalili bożonarodzeniowe lampiony. Wzdłuż ciągnącego się kilometrami frontu płonęła jakby linia choinkowych światełek. O choinki Niemcy zresztą też zadbali. Brytyjczycy widzieli wszystko, bo pierwsze okopy obydwu stron oddzielało niekiedy zaledwie kilkadziesiąt metrów ziemi niczyjej. Po świątecznych dekoracjach przyszła pora na kolędy. Niemcy zaśpiewali „Stille nacht”. Brytyjczycy rozpoznali melodię i zaczęli śpiewać tę samą kolędę po angielsku.

Gdy pieśń umilkła, noc na froncie była zupełnie cicha. Nie wiadomo, kto pierwszy – Niemiec czy Brytyjczyk – wyszedł z okopu, żeby z podniesionymi rękoma… złożyć życzenia przeciwnikom. Pewne jest natomiast, że chwilę później żołnierze obydwu stron masowo wylegli z okopów i spotkali się na ziemi niczyjej. Oficerowie byli skonsternowani – sami nie mieli ochoty walczyć w Boże Narodzenie, ale spontaniczny rozejm wprowadzony przez żołnierzy zaskoczył ich. Dowodzący oddziałami pod Ypres uzgodnili, że polegli wcześniej zostaną pochowani na ziemi niczyjej podczas wspólnego nabożeństwa. Wymieniono podarunki. Niemcy sprezentowali Brytyjczykom beczkę piwa, a poddani króla – świąteczny śliwkowy pudding. Ustalono też, że rozejm będzie trwał przez całe święta, ale żołnierze mają pozostać w okopach. Tego postanowienia jednak nikt nie dotrzymał. Na ziemi niczyjej cały czas świętowano razem Boże Narodzenie. Rozgrywano mecze piłki nożnej. Piłek wprawdzie nie było, ale sporządzano je na przykład ze szmat. Najsłynniejszy mecz zakończył się podobno zwycięstwem Niemiec 3:2. Dla upamiętnienia rozejmu angielska Premier Leauge od 2011 roku organizuje w Ypres dziecięcy turniej piłki nożnej. W 2014 roku, w 100. rocznicę tych wydarzeń, w mieście ma powstać profesjonalne boisko do piłki nożnej.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama