GN 28/2019 Archiwum

Adwent z Wielką Teresą

„Pocieszcie, pocieszcie mój lud!”. Tak woła Bóg do nas dzisiaj (dosłownie, w tę niedzielę) przez Izajasza. I te wielkie prastare słowa nadziei Izraela, które przedkłada nam Kościół w Adwencie, chwytają nas – jak co roku – za gardło i serce. Wzruszają, uczą, nawracają.

Zachowała się homilia na tę właśnie niedzielę Adwentu, którą przed prawie ćwierć wiekiem Joseph Ratzinger opublikował w roczniku „Der Prediger und Katechet” (tu cytuję za: Opera omnia, Wydawnictwo KUL 2014, t. X, tłum. J. Kobienia, s. 632–635). Pyta w niej: „Gdzie jest to pocieszenie? Jak właściwie czyni to Bóg? Co tak naprawdę uczynił? Co On nam naprawdę daje?”. I odpowiada: wzywa nas. Ponieważ Bóg „pragnie, byśmy pozwolili świecić na zewnątrz światłu wiary, umieszczonemu przez Niego w naszym sercu, a przez to rozgrzali świat. On pragnie przez nas pocieszać i daje nam znać, że kocha właśnie niepocieszonych, utożsamia się z nimi i w nich czeka na nas i na naszą dobroć. Imię Ducha Świętego brzmi Pocieszyciel. Bóg pomaga nam w Duchu Świętym tym bardziej, im bardziej my sami jesteśmy ludźmi pocieszającymi, ludźmi pocieszającej dobroci”. Ale czy nie są to aby wykręt i czcza gadanina, zwodzenie obietnicami, pobożny bełkot? Czy to się dzieje faktycznie, naprawdę? Ratzinger: „Zapytajmy (...) praktycznie: Co dzieje się, kiedy jakiś człowiek pociesza dziecko, którego matka zmarła. Nie może on cofnąć tej śmierci, nie może usunąć zaistniałego cierpienia, przemienić świata wraz z tym, co w nim smutne. Ale może wkroczyć jako współcierpiący i współkochający w samotność zniweczonej miłości, która przecież jest właściwym powodem cierpienia. A więc chociaż nie cofa tego, co się stało, nie jest przecież tylko rzucającym słowa na wiatr, lecz kiedy wkracza jako kochający w samotność utraconej miłości, przemienia ją od wewnątrz, uzdrawia to, co właściwe. I jest całkiem jasne, że jeśli naprawdę współcierpi i współkocha, to nie poprzestanie tylko na samych słowach”. I jeszcze głębiej: Bóg nie usunął cierpienia i nie „zmienił systemu” (jak chciał np. Marks; marksista Brecht pisał: „chcemy świata, w którym nie potrzebujemy już więcej żadnej miłości”; sam system się zatroszczy o potrzeby każdego). Tymczasem Bóg nie chce świata, w którym „nie potrzeba więcej żadnej pociechy”. Znaczyłoby to przecież, że odbiera się nam człowieczeństwo. I tego po cichu byśmy sobie życzyli [!!! – J.Sz.]. Tak, człowieczeństwo jest dla nas zbyt trudne. Ale gdyby nam to odebrano, wówczas właśnie przestalibyśmy być ludźmi i świat byłby nieludzki. Bóg tego tak nie uczynił. Uczynił to mądrzej, trudniej pod niektórym względem, ale właśnie przez to lepiej, po Bożemu. Nie odebrał nam naszego człowieczeństwa, ale dzieli je z nami. Wkroczył w samotność zniszczonej miłości jako współcierpiący, jako pocieszenie. I to jest Boży sposób odkupienia. Być może właśnie z tej perspektywy potrafimy najlepiej pojąć, co znaczy chrześcijańskie odkupienie, a mianowicie nie zaczarowanie świata i nie to, że pozbawia się nas człowieczeństwa, lecz to, że jesteśmy pocieszeni, że Bóg dzieli z nami ciężar życia i że odtąd na zawsze pośród nas trwa światło Jego współcierpienia i współkochania”.

O tym właśnie jest Adwent.

Bohaterką tegorocznego jest św. Teresa z Avila. Była poetką. Jej genialny wiersz na największy z tematów, z którymi zmaga się od tysiącleci poezja – o współistnieniu miłości i śmierci, o ich tajemnym pokrewieństwie („bo jak śmierć potężna jest miłość”, powie Oblubienica z Pieśni nad pieśniami; 8,6) – brzmi tak:

Żyję, a życia już w sobie nie czuję,
O tyle wyższego życia oczekuję,
Że wciąż umieram, bo umrzeć nie mogę.

Żyję już zupełnie na zewnątrz siebie,
A zaraz potem z miłości umieram,
Bo żyję w Panu, to życie wybieram –
W Panu, który mnie dla siebie pragnął;
Kiedy, jak chciałam, sercem mym owładnął
Wyrył w nim słowa jak znaki na drogę
„Ja wciąż umieram, bo umrzeć nie mogę”.

Ta boska jedność, w której trwam niezmiennie
Ta wielka miłość, z którą wciąż przebywam
Sprawia, że Boga w niewolę porywam,
I moje serce cudownie wyzwala
A w nim uczucie gwałtowne rozpala,
By widzieć Boga mym więźniem – niebogę
I wciąż umieram, bo umrzeć nie mogę.


Jak nieznośnie długie jest życie moje!
Jak długo jeszcze rozpacz znosić muszę
Wygnania, żelaza, którym skuto duszę?
W pragnieniu końca ledwo się ostoję,
sama myśl o nim sprawia w sercu moim
Cierpienie dotkliwe, bolesną nagrodę
I wciąż umieram, bo umrzeć nie mogę.

Przestań nareszcie igrać ze mną, życie,
Nie bądź mi tak obmierzłe. Kiedy umieram,
Co jeszcze zostaje? Co zatem wybieram,
Jeśli nie trwanie i radość czekania?
Upragniona śmierci, pociechy nie wzbraniaj,
Tęsknocie za tobą niczym nie pomogę
I wciąż umieram, bo umrzeć nie mogę.


Que muero porque no muero – „umieram, bo nie umieram”, to ta pięć razy powtórzona, przeszywająca fraza. Marta Kwaśnicka, tłumaczka (znakomita!) tego utworu („Krew z mlekiem”, „Teologia Polityczna” 2014, ss. 47–50), komentuje: „Nie da się żyć bez Boga. Tęsknota za Nim pozbawia zmysłów, doprowadza do agonii. Święty nie może jednak odebrać sobie życia, jest całkowicie poddany woli Najwyższego. Tęskni zatem, tęskni przejmująco. I umiera tylko dlatego, że nie może umrzeć. A skoro nie może umrzeć, umiera z tęsknoty”. W roku 1571 w Salamance Teresa przeżyła wewnętrzne męczeństwo. Kwaśnicka cytuje fragmenty „Sprawozdania duchowego” świętej: „Przez cały dzień pozostawała w »nieopisanej samotności«. »Zdawało mi się, że umieram z pragnienia oglądania Boga. Wieczorem, gdy byłam razem z innymi, jedna z sióstr zaśpiewała pieśń o tym, jak wielkim cierpieniem jest żyć daleko od Boga«. Ten śpiew wywarł piorunujące wrażenie na Teresie: »ręce zaczęły mi sztywnieć«”. Jakby konanie się rozpoczęło. 11 lat wcześniej, w 1560 roku, miała mistyczną wizję, której niezwykła, by tak rzec, „duchowa zmysłowość” odsyła do jednej z głównych tajemnic człowieczeństwa: nierozerwalnej jedności duszy i ciała. Czytamy w „Księdze życia” (rozdz. XIX, tłum. M. Kwaśnicka): „Ujrzałam anioła w formie cielesnej, stojącego po mojej lewej stronie. Nie był wysoki, ale mały, bardzo urodziwy. Jego oblicze płonęło tak bardzo, że wydawał się pochodzić z najwyższych rzędów anielskich.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji