Nowy numer 50/2019 Archiwum

System padł

Obsługa informatyczna ostatnich wyborów to kompromitacja do kwadratu. System – jak ujął to były już przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej – „działał, ale nie tak, jak byśmy sobie życzyli”.

Dość trudno jest całą sytuację opisywać w kategoriach czegoś, co naprawdę się zdarzyło. Co innego, gdyby to był film. Jakaś historia nierzeczywista. W sumie mogłaby być śmieszna, gdyby nie to, że w skutkach długofalowych jest tragiczna. Lista błędów i nieprawidłowości jest długa. W Szczecinie do II tury wyborów prezydenckich dostał się człowiek, który w ogóle nie startował w tym mieście na prezydenta, w Katowicach były dwa oficjalne protokoły wyborcze (na każdym inna liczba mandatów), w Wielkopolsce do sejmiku dostało się więcej radnych niż było miejsc, wyniki ze Świętokrzyskiego ogłoszono, zanim z regionu wysłano oficjalny protokół... Trzeba dalej wymieniać?

Wybory to fundament demokracji. Zaufanie do instytucji, które wybory nadzorują, to podstawa ładu społecznego. Instytucje, które nadzorowały ostatnie wybory, całkowicie skompromitowały nie tylko siebie, ale także państwo (choć nieprawidłowości zawsze było sporo).
 

Nie ma chętnych

Państwowa Komisja Wyborcza w listopadzie 2013 roku ogłosiła przetarg na nowy system wyborczy. Problem w tym, że składająca się z 9 sędziów komisja nie była w stanie ogłosić przetargu zgodnie z obowiązującymi regułami prawnymi. Krajowa Izba Odwoławcza znalazła w ogłoszeniu przetargu i jego przeprowadzeniu aż 11 błędów. W efekcie przetarg trzeba było odwołać. Kolejny został ogłoszony dość szybko po odwołaniu poprzedniego, ale dla wszystkich było już jasne, że nie ma szans, by zdążyć z wdrażaniem systemu przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Aby ratować sytuację, ogłoszono więc przetarg nie na nowy system, ale na dostosowanie starego do wyborów europejskich. Zrobiła to (za prawie 493 tys. zł) firma Pixel Technology, która od lat współpracuje z PKW. Niezależnie od tego, PKW szukała wykonawcy systemu całkowicie nowego z myślą o wyborach samorządowych. Nikogo jednak nie znaleziono. Czas, jaki miała PKW na stworzenie i wdrożenie nowego systemu, był zbyt krótki. W tym okresie odbywały się jeszcze regionalne uzupełniające wybory do Senatu. Także tutaj trzeba było ogłosić przetarg cząstkowy. Kolejny przetarg dotyczył dostosowania systemu wyborczego do wyborów samorządowych. Dwa ostatnie przetargi wygrała maleńka firma Nabino. Wygrała, bo nikt inny się nie zgłosił. Wielcy gracze wiedzieli, że zrobienie w tak krótkim czasie niezawodnego programu jest niemożliwe.

Prace nad „nakładką” na wybory samorządowe ruszyły w sierpniu, niecałe 3 miesiące przed wyborami. Jej twórcą – jak się później okazało – była studentka informatyki.

Po zamknięciu lokali wyborczych dosyć szybko stawało się jasne, że system nie działa. Wtedy kod programu, na własną rękę, zaczęli analizować informatycy niezwiązani ani z firmą Nabino, ani z PKW. Co ciekawe (i przy okazji niepojęte), do „wnętrzności” programu mógł zaglądnąć każdy. Nie było większych problemów, by na swoim własnym komputerze zainstalować kalkulator wyborczy, by wpisywać do niego swoje własne wyniki. Głosy ekspertów były zaskakująco zgodne. Przy pisaniu tego oprogramowania popełniono wszystkie błędy, jakie można było popełnić.
 

Obietnice bez pokrycia

W pierwszych godzinach zamieszania szef firmy Nabino Maciej Cetler mówił, że błędy w oprogramowaniu, które stworzyła jego firma, nie mają wpływu ani na ostateczne wyniki głosowania, ani na szybkość ich obliczania. Dzisiaj wiemy już, że to jedna z wielu deklaracji, które nijak się miały do rzeczywistości. Oficjalne wyniki wyborów podano dopiero po 6 dniach! Bzdurą były także zapewnienia, że problem zostanie rozwiązany w ciągu kilku godzin. Rozwiązanie problemu zajęło ponad 140 godzin.

Szkoda, że w internecie nie była dostępna bezpośrednia transmisja tego, co w siedzibie głównej PKW działo się w nocy z niedzieli wyborczej na poniedziałek. Musiało być gorąco. W ciągu zaledwie kilku godzin wprowadzono kilka nowych wersji oprogramowania. Żadna nie pomogła, żadna nie działała tak, jak trzeba. Problemy można chyba podzielić na dwie grupy. Jedna to ewidentne błędy na poziomie projektowania całego systemu. Druga to błędy wynikające z braku doświadczenia firmy/autorów oprogramowania i braku testów już po wdrożeniu systemu.

Program był tak napisany, że w zasadzie każdy (wystarczyła niewielka wiedza informatyczna) mógł do niego wejść. Tym bardziej że odpowiednie narzędzia były ogólnie dostępne w internecie. Osoba całkowicie niezwiązana z PKW czy autorami oprogramowania mogła wygenerować hasło, które następnie otwierało „drzwi” do systemu. W skrócie mówiąc, w zasadzie każdy mógł zalogować się do systemu jako członek dowolnej komisji wyborczej i wprowadzać do niego dane. Mógł także dokonywać zmian w protokołach na komputerze zapisanych. Autoryzację, hasło, cyfrowy klucz, to wszystko dało się obejść. Po to, by protokół był zaakceptowany, konieczny był jeszcze dodatkowy kod. Ten niezwykle łatwo było jednak złamać. Okazało się, że tworzy go ciąg liczb składających się z numeru obwodu i daty. Zresztą, jak wspominałem wyżej, kod źródłowy całego programu do obsługi wyborów był dostępny w sieci dzień przed wyborami.
 

Przezroczysty system

Powyższe – nazwijmy to eufemistycznie – niedociągnięcia nie wynikały z błędu informatyków piszących program, tylko z wadliwej konstrukcji całego projektu. Na to nałożyły się ewidentne błędy zarówno informatyków, jak i osób zarządzających całym projektem. Te były tylko gwoździem do trumny całego systemu. Po pierwsze informatyczna „platforma”, na której tworzono oprogramowanie, znana jest ze swojej niedoskonałości. Dziwne, że tworzono na niej oprogramowanie tak ważnej i wrażliwej instytucji jak komisja wyborcza.

Błędy w systemie informatycznym zgłaszano już dwa tygodnie przed wyborami, ale nie zostały usunięte. W kod już w czasie wyborów ingerowano, zmieniano go także po zamknięciu lokali. Próby i testy przeprowadzane przed wyborami zawodziły. Choć i tutaj należy się wyjaśnienie. Zdaniem osoby odpowiedzialnej w PKW za system informatyczny przeprowadzane przed wyborami testy „powiodły się”. W pewnym sensie to prawda. Te testy przerywano, bo w czasie testowania pojawiało się za dużo błędów systemu. Idąc dalej tym tropem, można powiedzieć, że test samochodu z odkręconymi kołami powiódł się, bo samochód nie wjechał w drzewo. Szkoda tylko, że po takim teście nikt nie wpadł na pomysł przykręcenia kół śrubami. Błędów w systemie informatycznym także nie naprawiono. Zresztą nie chodzi tylko i wyłącznie o błędy samego oprogramowania. Testy obciążeniowe serwerów też wypadły niepomyślnie. Efekt? W noc powyborczą system zawiesił się, gdy próbowało się do niego zalogować około 3000 użytkowników.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • yanosh
    28.11.2014 19:28
    Jak dotąd nie ew mediach ani słowa o firmie z Łodzi, która "stworzyła" system informatyczny dla PKW. Czyżby ktoś z ważnych wielce osób miał udziały w tej firmie?
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama