Nowy numer 39/2020 Archiwum

Przed myszą nie uciekamy

Bodaj największym wrogiem prześladowanych chrześcijan jest czas. Czas, który usypia, stępia wrażliwość, przyzwyczaja. Jak długo z jednakowym zainteresowaniem można słuchać o zabijanych naszych braciach w wierze?

Nawet głos Asii Bibi, pakistańskiej katoliczki oczekującej na wykonanie kary śmierci, jest jakby coraz mniej słyszalny. Ostatnio napisała z więzienia dramatyczny list do papieża Franciszka: „Ojcze Franciszku, to ja, twoja córka, Asia Bibi. Błagam cię: módl się za mnie, módl się o moje ocalenie i o moje uwolnienie”. Z czasem bledną nawet najbardziej wstrząsające opisy męczeństwa, a jest ich niemało. Beata Zajączkowska przytacza relację, usłyszaną od siostry Raghiday Al Khouri, która pracowała w szpitalu na przedmieściach Damaszku: „Zabijali wszystkich mężczyzn, kobiety i dzieci. A potem brali ich głowy i grali nimi w piłkę nożną.

Ciężarnym kobietom wyrywano z łona dzieci i wieszano na drzewach za pępowinę”. Innych krzyżowano jak Jezusa (ss. 24–26). Odkąd powstało Państwo Islamskie, sytuacja chrześcijan jeszcze się pogorszyła. Jedno jest pewne, jeżeli my, katolicy, nie będziemy stanowczo i wytrwale upominali się o naszych braci w wierze, nikt inny nie stanie w ich obronie. Dobrze więc, że w Kościele w Polsce po raz szósty przeżywamy Dzień Solidarności z Kościołem Prześladowanym. Tym razem organizatorzy akcji kierują naszą uwagę na Syrię, a więc miejsce, gdzie wyznawcy Chrystusa są obecni niemal od początków chrześcijaństwa.

Przy całym dramatyzmie sytuacji chrześcijan na Bliskim Wschodzie można w ich postawie widzieć potężne światło. Kościół zawsze rósł na krwi męczenników. Kiedy w Europie Kościół marnieje, bo katolikom brakuje i wiary, i odwagi, kilka tysięcy kilometrów dalej nasi bracia w wierze z imieniem Jezusa na ustach idą na śmierć. Jak żałośnie i wręcz groteskowo na tle tych męczenników wyglądają chociażby twórcy filmu reklamującego Polskę, z którego znikł krzyż na Giewoncie. Został wymazany, bo mógłby się nie spodobać na Zachodzie. Film zamówiło i zaaprobowało Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Przypuszczam, że pracuje tam wielu katolików. Ale im odwagi wystarcza tylko na to, by nie uciec przed myszą, choć może i to za wiele. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się